Psalm 23: zaufanie do Boga i postać Chrystusa jako Dobrego Pasterza

W 2011 roku podczas audiencji generalnej na Placu św. Piotra w Rzymie papież Benedykt XVI poświęcił to spotkanie omówieniu Psalmu 23, tego niezwykle znanego psalmu o Dobrym Pasterzu.

Drodzy bracia i siostry:

Zwracanie się do Pana w modlitwie wiąże się z radykalnym aktem zaufania, ze świadomością, że powierza się się Bogu, który jest dobry, «współczujący i miłosierny, powolny do gniewu i obfity w łaskę i wierność» (Ex 34, 6-7; Sól 86, 15; por. Jl 2, 13; Gn 4, 2; Sól 103, 8; 145, 8; Ne 9, 17). Dlatego dzisiaj pragnę podzielić się z Państwem refleksją na temat psalmu przepełnionego całkowicie ufnością, w którym psalmista wyraża swoją spokojną pewność, że jest prowadzony i chroniony, zabezpieczony przed wszelkim niebezpieczeństwem, ponieważ Pan jest jego pasterzem. Chodzi o Psalm 23 —według datacji grecko-łacińskiej 22—; tekst znany i lubiany przez wszystkich.

Zaufanie do Boga, które budzi Psalm 23

»Pan jest moim pasterzem, niczego mi nie brakuje” – tak rozpoczyna się ta piękna modlitwa, przywołująca koczowniczy styl życia pasterzy oraz doświadczenie wzajemnego poznania, jakie nawiązuje się między pasterzem a owcami tworzącymi jego małe stado. Obraz ten nawiązuje do atmosfery zaufania, bliskości i czułości: pasterz zna każdą ze swoich owiec z imienia, woła je po imieniu, a one podążają za nim, ponieważ go rozpoznają i mu ufają (por. Jn 10, 2-4).

On troszczy się o nie, strzeże ich jak najcenniejszego skarbu, gotów je bronić, zapewnić im dobrobyt i umożliwić im życie w spokoju. Nic nie może im zabraknąć, jeśli pasterz jest z nimi. Do tego doświadczenia nawiązuje psalmista, nazywając Boga swoim pasterzem i pozwalając mu prowadzić się na bezpieczne pastwiska:

«Na zielonych pastwiskach pozwala mi odpocząć; prowadzi mnie nad spokojne wody i przywraca mi siły; prowadzi mnie po właściwej ścieżce, ze względu na chwałę swego imienia» (wersety 2–3).

Confianza en Dios, un texto de Benedicto XVI acerca del salmo 23

Pan jest moim pasterzem: pewny przewodnik w życiu

Widok, który rozciąga się przed naszymi oczami, to zielone łąki i źródła czystej wody, oazy spokoju, do których pasterz prowadzi stado – symbole miejsc życia, do których Pan prowadzi psalmistę, który czuje się niczym owce odpoczywające na trawie przy źródle, w chwili odpoczynku, nie w napięciu ani w stanie niepokoju, lecz pełne zaufania i spokoju, ponieważ miejsce to jest bezpieczne, woda jest świeża, a pasterz czuwa nad nimi.

Nie zapominajmy też, że scena przywołana w Psalmie rozgrywa się na terenie w dużej mierze pustynnym, spalonym przez palące słońce, gdzie pół-koczowniczy pasterz z Bliskiego Wschodu żyje wraz ze swoim stadem na wypalonych stepach rozciągających się wokół osad. Pasterz ten wie jednak, gdzie znaleźć trawę i świeżą wodę, niezbędne do życia; wie, jak poprowadzić stado do oazy, gdzie dusza «odzyskuje siły» i gdzie można nabrać mocy oraz nowej energii, by ponownie wyruszyć w drogę.

Jak mówi psalmista, Bóg prowadzi go na «zielone pastwiska» i do «spokojnych źródeł», gdzie wszystko jest w nadmiarze, wszystko jest obficie udzielane. Jeśli Pan jest Pasterzem, to nawet na pustyni – miejscu pustki i śmierci – nie słabnie pewność radykalnej obecności życia, aż do momentu, gdy można powiedzieć: «nic mi nie brakuje».

Pasterz rzeczywiście troszczy się o dobro swojego stada, dostosowuje swoje własne tempo i wymagania do potrzeb owiec, idzie i żyje wraz z nimi, prowadząc je «właściwymi» ścieżkami, to znaczy odpowiednimi dla nich, dbając o ich potrzeby, a nie o własne. Jego priorytetem jest bezpieczeństwo stada i właśnie tego dąży, prowadząc je.

Drodzy bracia i siostry, my również, podobnie jak psalmista, jeśli podążamy za «Dobrym Pasterzem», nawet jeśli drogi naszego życia okazują się trudne, kręte lub długie, często prowadzą nawet przez duchowe pustynie, pozbawione wody i spalone palącym słońcem racjonalizmu, to pod przewodnictwem Dobrego Pasterza, Chrystusa, musimy być pewni, że podążamy «sprawiedliwymi» ścieżkami oraz że Pan nas prowadzi, jest zawsze blisko nas i niczego nam nie zabraknie.

Zaufanie do Boga w obliczu trudności

Dlatego psalmista może wyrazić spokój i poczucie bezpieczeństwa, wolne od niepewności i obaw:

«Chociażbym szedł ciemną doliną, nie boję się zła, bo Ty jesteś ze mną; Twoja laska i Twój kij dodają mi otuchy» (werset 4).

Każdy, kto podąża za Panem, nawet w mrocznych dolinach cierpienia, niepewności i wszelkich ludzkich problemów, czuje się bezpieczny. Jesteś ze mną: to jest nasza pewność, pewność, która nas podtrzymuje. Ciemność nocy budzi strach – ze swoimi zmieniającymi się cieniami, trudnością w rozpoznaniu zagrożeń oraz ciszą pełną nieodgadnionych odgłosów. Jeśli stado przemieszcza się po zachodzie słońca, gdy widoczność staje się ograniczona, naturalne jest, że owce stają się niespokojne – istnieje ryzyko potknięcia się, oddalenia się lub zagubienia, a także obawa, że w ciemnościach czają się potencjalni napastnicy.

Mówiąc o «ciemnej» dolinie, psalmista posługuje się hebrajskim wyrażeniem, które przywodzi na myśl ciemności śmierci, dlatego dolina, przez którą należy przejść, jest miejscem udręki, straszliwych zagrożeń i niebezpieczeństwa śmierci. Jednak modlący się idzie naprzód pewnie, bez strachu, ponieważ wie, że Pan jest z nim. To «Ty idziesz ze mną» jest wyrazem niezachwianej ufności i stanowi podsumowanie radykalnego doświadczenia wiary; bliskość Boga przemienia rzeczywistość, ciemna dolina traci wszelką groźbę, zostaje pozbawiona wszelkich zagrożeń. Stado może teraz spokojnie iść, towarzysząc mu znajomy dźwięk laski uderzającej o ziemię, sygnalizujący uspokajającą obecność pasterza.

Ten pocieszający obraz zamyka pierwszą część psalmu i ustępuje miejsca zupełnie innej scenie. Nadal znajdujemy się na pustyni, gdzie pasterz mieszka wraz ze swoim stadem, ale teraz przenosimy się pod jego namiot, który otwiera się, by udzielić gościnności:

«Przygotowujesz mi stół na oczach moich wrogów; namaszczasz mi głowę olejkiem, a mój kielich jest przepełniony» (werset 5).

La Santa Misa y la Plenitud de los Tiempos

Teraz Pan jawi się jako Ten, który przyjmuje modlącego się, okazując mu hojne i pełne troski gościnność. Boski gospodarz przygotowuje posiłek na «stole» – terminie, który w języku hebrajskim w swoim pierwotnym znaczeniu oznaczał skórę zwierzęcia rozłożoną na ziemi, na której kładziono potrawy przeznaczone do wspólnego spożycia.

Jest to gest dzielenia się nie tylko pożywieniem, ale także życiem – gest ofiarowania wspólnoty i przyjaźni, który tworzy więzi i wyraża solidarność. Następnie pojawia się hojny dar pachnącej oliwy wylewanej na głowę, która łagodzi upał pustynnego słońca, orzeźwia i koi skórę, a swoim zapachem rozwesela ducha. Na koniec przepełniony kielich dodaje nutę uroczystości dzięki wyśmienitemu winu, dzielonemu z nadmierną hojnością. Pokarm, olejek, wino: to dary, które dają życie i radość, ponieważ wykraczają poza to, co jest ściśle konieczne, i wyrażają bezinteresowność oraz obfitość miłości.

The Psalm W tekście nr 104, wychwalając opatrznościową dobroć Pana, głosi się: «Sprawiasz, że wyrasta trawa dla bydła i pasza dla tych, którzy służą człowiekowi. On czerpie z pól chleb oraz wino, które raduje serce; oliwę, która rozjaśnia jego twarz, oraz chleb, który dodaje mu sił» (wersety 14–15).

Psalmista staje się przedmiotem licznych trosk, dlatego postrzegany jest jako wędrowiec, który znajduje schronienie w przytulnym namiocie, podczas gdy jego wrogowie muszą zatrzymać się i obserwować, nie mogąc nic uczynić, ponieważ ten, kogo uważali za swoją ofiarę, znajduje się w bezpiecznym miejscu, stał się świętym gościem, nietykalnym. A psalmistą jesteśmy my sami, jeśli naprawdę jesteśmy wierzącymi pozostającymi w komunii z Chrystusem. Kiedy Bóg otwiera swój namiot, by nas przyjąć, nic nie może nam zaszkodzić.

Następnie, gdy wędrowiec ponownie wyrusza w drogę, boska opieka trwa nadal i towarzyszy mu w podróży: «Twoja dobroć i miłosierdzie towarzyszą mi przez wszystkie dni mojego życia, i będę mieszkał w domu Pańskim na wieki» (werset 6).

Dobroć i wierność Boga stanowią eskortę, która towarzyszy psalmistowi, gdy opuszcza on namiot i ponownie wyrusza w drogę. Jest to jednak droga, która nabiera nowego znaczenia i staje się pielgrzymką do świątyni Pańskiej, świętego miejsca, w którym modlący się pragnie «zamieszkać» na zawsze i do którego pragnie «powrócić». Użyty tu hebrajski czasownik oznacza «powrócić», ale dzięki niewielkiej zmianie samogłoskowej można go rozumieć jako «zamieszkać», co odzwierciedlają zarówno starożytne wersje, jak i większość współczesnych tłumaczeń.

Można zachować oba znaczenia: powrót do świątyni i zamieszkanie w niej to pragnienie każdego Izraelity, a zamieszkanie blisko Boga, w Jego bliskości i dobroci, to tęsknota i pragnienie każdego wierzącego: móc naprawdę mieszkać tam, gdzie jest Bóg, blisko Boga. Podążanie za Pasterzem prowadzi do Jego domu; jest to cel każdej drogi, upragniona oaza na pustyni, namiot schronienia przed wrogami, miejsce pokoju, w którym dzień po dniu doświadcza się dobroci i wiernej miłości Boga, w spokojnej radości czasu bez końca.

Obrazy zawarte w tym psalmie, dzięki swojemu bogactwu i głębi, towarzyszyły całej historii i doświadczeniu religijnemu narodu izraelskiego, a obecnie towarzyszą chrześcijanom. Szczególnie postać pasterza przywołuje czasy Wyjścia, długą wędrówkę przez pustynię, niczym stado pod przewodnictwem Boskiego Pasterza (por. Czy 63, 11-14; Sól 77, 20–21; 78, 52–54). A w Ziemi Obiecanej to właśnie król miał za zadanie paść stado Pańskie, tak jak Dawid, pasterz wybrany przez Boga i symbol Mesjasza (por. 2 Sam 5, 1-2; 7, 8; Sól 78, 70-72).

Następnie, po wygnaniu babilońskim, niemal jak w nowym Wyjściu (por. Czy 40, 3-5.9-11; 43, 16-21), Izrael zostaje sprowadzony do ojczyzny niczym zagubiona i odnaleziona owca, którą Bóg prowadzi z powrotem na zielone pastwiska i miejsca odpoczynku (por. Ez 34, 11-16.23-31).

dolor en la cruz muerte de jesus

Jezus Chrystus, pełnia zaufania do Boga

Jednak to właśnie w Panu Jezusie cała sugestywna siła naszego psalmu osiąga swoją pełnię i znajduje swoje pełne znaczenie: Jezus jest «Dobrym Pasterzem» który wyrusza na poszukiwanie zagubionej owcy, który zna swoje owce i oddaje za nie życie (por. Mt 18, 12-14; Lc 15, 4-7; Jn 10, 2–4, 11–18), On jest drogą, słuszną drogą, która prowadzi nas do życia (por. Jn 14, 6), światło, które rozjaśnia ciemną dolinę i pokonuje wszystkie nasze lęki (por. Jn 1, 9; 8, 12; 9, 5; 12, 46).

On jest hojnym gospodarzem, który nas przyjmuje i chroni przed wrogami, nakrywając nam stół ze swojego Ciała i Krwi (por. Mt 26, 26-29; Mc 14, 22-25; Lc 22, 19–20) oraz ostateczny stół mesjańskiej uczty w niebie (por. Lc 14, 15 i nast.; Ap 3, 20; 19, 9). On jest Królewskim Pasterzem, królem łagodności i przebaczenia, zasiadającym na tronie na chwalebnym drzewie krzyża (por. Jn 3, 13-15; 12, 32; 17, 4-5).

Drodzy bracia i siostry, Psalm 23 zachęca nas do odnowienia naszej ufności w Bogu poprzez całkowite powierzenie się w Jego ręce. Prośmy zatem z wiarą, aby Pan pozwolił nam, nawet na trudnych drogach naszych czasów, zawsze kroczyć Jego ścieżkami jako posłuszne i uległe stado, przyjął nas do swojego domu, do swojego stołu, i poprowadzi nas do «spokojnych źródeł», abyśmy, przyjmując dar Jego Ducha, mogli pić z Jego strumieni, będących źródłami tej żywej wody, «która tryska ku życiu wiecznemu» (Jn 4, 14; por. 7, 37–39). Dziękuję.

Pozdrawiam

Serdecznie pozdrawiam pielgrzymów hiszpańskojęzycznych, a w szczególności księży z Papieskiego Kolegium Meksykańskiego oraz siostry ze zgromadzenia Najświętszego Serca Jezusa i Świętych Aniołów, a także grupy przybyłe z Hiszpanii, Meksyku, Chile, Argentyny, Kolumbii, Paragwaju i innych krajów Ameryki Łacińskiej. Zachęcam Państwa, drodzy bracia i siostry, do pogłębienia waszej życie modlitewne, zwracając się z ufnością do Pana, który jest dobry i miłosierny, powolny do gniewu i pełen łaskawości. Bardzo dziękuję.


Benedykt XVI. Audiencja generalna z dnia 5 października 2011 r. (Przeczytaj tutaj)
Miejsce: Plac św. Piotra w Rzymie.



Czym jest nowenna i jak się modlić

Doktryna Kościoła katolickiego głosi, że święci i Najświętsza Maryja Panna «nie przestają wstawiać się za nami przed Ojcem» oraz że «ich braterska opieka stanowi wielką pomoc w naszej chorobie» (Lumen gentium 49). Nowenny pomagają nam w modlitwie, gdy są właściwie rozumiane w kontekście solidnej doktryny.

W średniowieczu Hiszpania i Francja wprowadziły "nowennę przygotowania" do Boże Narodzenie. za wspominając dziewięć miesięcy ciąży Matki Bożej. W Hiszpanii Sobór w Toledo w 656 roku przeniósł święto Zwiastowania na 18 grudnia (w ramach dziewiątej).

Dlatego nowenna nabrała sensu oczekiwania i przygotowania do uczty.. Najlepszym wzorem przygotowania są Jezus i Maryja, przygotowujący się do narodzin. Na tym świecie przygotowujemy się do życia wiecznego.

Z dziewiątego dnia przygotowań wywodzi się zwyczaj, który powstał we Francji i Belgii, polegający na nowenny do Matki Bożej oraz do świętych w różnych intencjach.

W XVII wieku Kościół formalnie udzielił pierwszego odpustu nowennie na cześć św. Franciszka Ksawerego, przyznana przez papieża Aleksandra VII.

Obecnie Kościół uznaje, że struktura dziewięciu powtórzeń odnosi się do dziewięciu dni między Wniebowstąpienie y Zielone Świątki. W Biblii okres ten jest dla uczniów i matki Jezusa czasem oczekiwania, który spędzają na modlitwie. «Wszyscy trwali w modlitwie z jednym duchem» Dzieje 1: 14 pod koniec którego otrzymali Ducha Świętego. My również możemy przeżywanie nowenny jako czasu modlitwy w oczekiwaniu na łaskę.

Co to jest nowenna?

Nowenna, z łaciny "novem», dziewięć.

Jak wyjaśnia nauka Kościoła katolickiego, dziewiąta jest to cykl składający się z dziewięciu części. Liczba dziewięć może odnosić się do dziewięciu kolejnych dni (np. dziewięć dni poprzedzających święto liturgiczne) lub do dziewięciu konkretnych dni tygodnia lub miesiąca (np. dziewięć pierwszych piątków).

Niektóre z nich mają długą tradycję związaną z kultem świętego lub z powierzaniem Bogu (Ojcu, Synowi i Duchowi Świętemu) konkretnej intencji lub łaski, do Matki Bożej, aniołom i świętym.

Nowenna ma znaczenie duchowe. Jest to bezpośrednio związane z aktem pobożności, który jest demonstrowany przez odmawianie go. Jak wszystkie modlitwy, są one sposobem chwalenia Boga. Maryja zachęciła apostołów do modlitwy przez dziewięć dni, aby otrzymać Ducha Świętego. Ten akt matki Jezusa uczy wiernych, jak ważna jest stałość wiary.

Jak się modlić i kiedy to robić?

Jest to wyjątkowa forma modlitwy, ponieważ pozwala nam poświęcić czas na modlitwę, wnosząc jakość do naszego zaangażowania. W rzeczywistości, gdy nasza modlitwa towarzyszy głębokie pragnienie otwarcia serca na Boga, doświadczenia Jego realnej obecności i oddania się w Jego ręce, Pan może działać i pokornie sprawić, że zrozumiemy Jego wolę.

Nie trzeba czekać na konkretną datę, aby rozpocząć nowennę: Najlepszym momentem jest niewątpliwie ten, w którym czujemy potrzebę lub pragnienie, aby to zrobić.. Każda ważna intencja modlitewna, jaką mamy, i każde ważne rozeznanie, jakiego musimy dokonać, jest potencjalną okazją do rozpoczęcia nowenny. Kluczem jest konsekwencja.

Treść każdej z nich jest inna, ale Większość z nich oferuje przynajmniej jedną medytację dziennie, często pisane na podstawie fragmentu biblijnego lub książki duchowej, i modlitwaczęsto kierowane do Boga za wstawiennictwem świętego.

Dobrze jest też wprowadzić naszą modlitwę, stawiając się w obecności Pana znakiem krzyża i słowem. I zakończyć ją, na przykład odmawiając Ojcze nasz, Zdrowaś Mario i Chwała Ojcu.

Como rezar una novena

Istnieje wiele różnych powodów, aby modlić się nowenną. Oprócz tych, które możemy odprawiać o każdej porze roku, w zależności od wydarzeń, które mają wpływ na nasze życie, tradycja sugeruje odmawianie nowenny przed uroczystością świętego lub wielkim świętem chrześcijańskim. W tym przypadku nowenna rozpoczyna się 8 dni wcześniej, tak aby ostatni dzień przypadł w dniu święta.

Wśród nowenny Wśród najpopularniejszych postów rocznych można wymienić na przykład post ku czci św. Józefa, post ku czci Niepokalanego Poczęcia, post wielkopostny oraz post ku czci Ducha Świętego, mający na celu przygotowanie się do Zielonych Świąt.

Bardzo bogaty wybór nowenn

Pamiętaj

Mogą Państwo być pewni, że Pan odpowiada na wszystkie nasze modlitwy. «Gdy poproszą mnie o coś w moim imieniu, spełnię to».» Jan 14:14Owoce nowenny przybierają czasami bardzo konkretne formy, a czasami nie są widoczne, ale w każdym przypadku nowenna ma na nas wpływ "wszystko przyczynia się do dobra tych, którzy kochają Boga". Rzymian 8:28

W tym życiu wszyscy przechodzimy przez trudności. Ale siła, którą my chrześcijanie mamy, polega na tym, że Chrystus, który sam cierpiał, wspiera nas w każdej z tych prób: "Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja wam dam odpocząć". Mateusz 11:28

Do Świętej Rodziny papieża Franciszka

Papież zalecał nam prosty i skuteczny sposób ofiarowania jej Świętej Rodzinie poprzez żarliwe odmawianie tej samej modlitwy przez dziewięć kolejnych dni.


Jezus, Maria i Józef
w Tobie kontemplujemy
blask prawdziwej miłości,
do Ciebie, z ufnością, się zwracamy.
Święta Rodzina z Nazaretu,
również sprawiają, że nasze rodziny
miejsce komunii i cenakulum modlitwy,
autentyczne szkoły Ewangelii
i małych kościołów domowych.
Święta Rodzina z Nazaretu,
że już nigdy nie będzie epizodów w rodzinach
przemocy, zamkniętych umysłów i podziałów;
że ten, kto został zraniony lub zgorszony
zostanie wkrótce pocieszony i uzdrowiony.
Święta Rodzina z Nazaretu,
że najbliższy Synod Biskupów będzie
uświadomić wszystkim
o świętości i nienaruszalności rodziny,
jego piękna w Bożym planie.
Jezus, Maria i Józef,
Usłysz, usłysz nasze błaganie, amen!
Odkryj więcej modlitw za rodzinę.


Bibliografia:
Opusdei.org
Aleteia.org
katolicy.net



Dlaczego chrzci się dzieci? Czy nie lepiej poczekać, aż same będą mogły podjąć decyzję?

Chrzest małych dzieci to decyzja, którą wielu katolickich rodziców podejmuje w sposób naturalny, choć obecnie niektóre rodziny wolą poczekać, aż ich dzieci będą mogły same podjąć tę decyzję w przyszłości. Kwestia ta wydaje się uzasadniona: skoro chrzest ma tak głęboki wpływ na życie człowieka, czy nie należałoby podjąć tej decyzji dobrowolnie dopiero po osiągnięciu odpowiedniej dojrzałości?

Jednak Kościół od pierwszych wieków bronił chrztu niemowląt jako daru Bożego i początku życia chrześcijańskiego. Wielu rodziców nie uważa, że chrzest ich dzieci ogranicza ich wolność, lecz że zapewnia im on od samego początku łaskę, wiarę i przynależność do Kościoła.

Chrzest – zjawisko socjologiczne

Jest wiele decyzji, które rodzice podejmują, nie czekając na konsultacje z dziećmi w sprawach, które będą miały decydujący wpływ na ich życie.

Zapewniają im jedzenie, ubranie, ciepło i uczucie, zanim jeszcze posiądą rozum, bez ich dobrowolnej prośby, ale jest to niezbędne do utrzymania ich przy życiu. Ale oprócz zaspokajania podstawowych potrzeb życiowych robią też rzeczy, które będą miały decydujący wpływ na podstawowe podejście do życia.

Weźmy na przykład pod uwagę fakt, że zwracamy się do nich w konkretnym języku. Nauka języka ojczystego wynika z decyzji rodziców, która będzie miała wpływ na sposób wyrażania się dzieci, ich najgłębsze korzenie kulturowe, a nawet bardzo konkretne perspektywy w postrzeganiu rzeczywistości.

Żadni rozsądni rodzice nie podjęliby decyzji, by nie mówić nic do swojego dziecka, dopóki nie dorośnie, nie usłyszy różnych języków i nie zdecyduje samodzielnie, którego z nich chciałoby się nauczyć. Język stanowi niezwykle ważny element kulturowy w rozwoju człowieka, a opóźnianie jego przyswajania do momentu osiągnięcia pełnoletności spowodowałoby bardzo poważne szkody w rozwoju intelektualnym młodego człowieka.

Ale czy decyzja o chrzcie i rozpoczęciu formacji wiary przypomina mówienie do dzieci w ich własnym języku?

Osoba, która nie ma wiary i nie wie, co oznacza istnienie Boga, jego dobroć, jego sposób działania w świecie i w ludziach, i która nie zna głębszej rzeczywistości chrztu, pomyśli, że nie ma z tym nic wspólnego, że język jest niezbędny, a wiara nie. Ale to nie znaczy, że jego ocena jest rozsądna, lecz że wynika z jego braków kulturowych, a nawet z jego uprzedzeń, które uniemożliwiają mu rozumowanie na podstawie wszystkich rzeczywistych faktów.

Dlatego, aby racjonalnie podejść do wszystkich czynników związanych z tym zagadnieniem, należy Trzeba najpierw wiedzieć, co to znaczy być ochrzczonym, a potem ocenić sytuację.

Bautizar niños cuando son pequeños

"...Chrzest święty jest fundamentem całego życia chrześcijańskiego, gankiem życia w duchu i drzwiami, które otwierają dostęp do innych sakramentów..." Katechizm Kościoła Katolickiego 

Co oznacza chrzest

Bóg zaprojektował dla każdego człowieka historię miłości, która ujawnia się stopniowo w ciągu życia. W takim stopniu, w jakim mamy z Nim bliską relację, ta historia zostanie ujawniona i nabierze kształtu. A pierwszym krokiem do urzeczywistnienia tej bliskości jest chrzest.

Wiara chrześcijańska uważa, że Chrzest jako sakrament fundamentalny, ponieważ stanowi to warunek konieczny do przyjęcia jakiegokolwiek innego sakramentu. Łączy nas z Jezusem Chrystusem, upodabniając nas do Niego w Jego zwycięstwie nad grzechem i śmiercią.

W czasach starożytnych podawano ją przez zanurzenie. Osoba, która ma być ochrzczona, zostaje całkowicie zanurzona w wodzie. Tak jak Jezus Chrystus umarł, został pogrzebany i zmartwychwstał, tak samo nowy chrześcijanin został symbolicznie zanurzony w grobie z wodą, aby wyzbyć się grzechu i jego konsekwencji oraz odrodzić się do nowego życia.

Chrzest jest w rzeczywistości sakramentem, który jednoczy nas z Jezusem Chrystusem, wprowadza nas w Jego zbawczą śmierć na krzyżu, a zatem uwalnia nas od mocy grzechu pierworodnego i wszystkich grzechów osobistych.i pozwala nam wznieść się wraz z Nim do życia bez końca. Od momentu przyjęcia uczestniczymy w boskim życiu dzięki łasce, która pomaga nam wzrastać w duchowej dojrzałości.

Poprzez chrzest stajemy się członkami Ciała Chrystusa, braćmi i siostrami naszego Zbawiciela oraz dziećmi Bożymi.

Zostaliśmy uwolnieni od grzechu, wyrwani z wiecznej śmierci i od tego momentu przeznaczeni do życia w radości odkupionych. "Przez chrzest każde dziecko zostaje przyjęte do kręgu przyjaciół, którzy nigdy go nie opuszczą, ani w życiu, ani w śmierci. Ten krąg przyjaciół, ta rodzina Boża, do której dziecko zostaje włączone od tego momentu, towarzyszy mu nieustannie, nawet w dniach smutku, w ciemnych nocach życia; da mu pociechę, spokój i światło" (Benedykt XVI, 8 stycznia 2006 r.).

"Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca, Syna i Ducha Świętego" (Mt 28, 19)

Chrzest w nauczaniu św. Josemarii

«Chrzest czyni nas "fideles" — »wiernymi«, słowem, które, podobnie jak to drugie, »święci —"święci" – tak pierwsi naśladowcy Jezusa nazywali siebie nawzajem, a termin ten jest w użyciu do dziś: mówi się o »wiernych” Kościoła. —„Proszę o tym pomyśleć!” (Forja, 622).

Dlaczego Kościół podtrzymuje praktykę chrztu niemowląt?

Praktyka ta sięga niepamiętnych czasów. Kiedy pierwsi chrześcijanie otrzymali wiarę i byli świadomi wielkiego daru Bożego, którym zostali obdarzeni, nie chcieli pozbawiać swoich dzieci tych korzyści.

Kościół nadal praktykuje chrzest dzieci z jednego zasadniczego powodu: zanim my wybierzemy Boga, on już wybrał za nas. On nas stworzył i powołał, abyśmy byli szczęśliwi. Chrzest nie jest ciężarem, wręcz przeciwnie, jest łaską, niezasłużonym darem, który otrzymujemy od Boga.

Chrześcijańscy rodzice od najwcześniejszych wieków stosowali zdrowy rozsądek. Tak jak matka nie zastanawiała się długo, czy karmić piersią swoje nowo narodzone dziecko, ale karmiła je, gdy tego potrzebowało, tak jak myła je, gdy było zabrudzone, ubierała je i owijała w ciepłe ubranie, aby chronić je przed rygorami zimna, tak jak rozmawiała z nim i obdarzała je uczuciem. 

W ten sposób zapewnili mu również najlepszą pomoc, jakiej potrzebuje każde ludzkie stworzenie, aby w pełni rozwinąć życie: oczyszczenie duszy, łaskę Bożą, dużą nadprzyrodzoną rodzinę i otwartość na język Boży, aby gdy obudzi się jego wrażliwość i inteligencja, mógł kontemplować świat światłem wiary, które pozwala mu poznać rzeczywistość taką, jaka jest.

Chrzest jako początek życia chrześcijańskiego

Chrześcijanin wie, że poprzez chrzest został wszczepiony w Chrystusa; poprzez bierzmowanie otrzymał zdolność do walki w imieniu Chrystusa; został powołany do działania w świecie poprzez udział w królewskiej, prorockiej i kapłańskiej misji Chrystusa; stał się jednym z Chrystusem dzięki Eucharystii, sakramentowi jedności i miłości. Dlatego, podobnie jak Chrystus, powinien żyć w relacji z innymi ludźmi, patrząc z miłością na wszystkich i na każdego z otaczających go osób, a także na całą ludzkość.

Wiara prowadzi nas do uznania Chrystusa za Boga, do postrzegania Go jako naszego Zbawiciela, do utożsamiania się z Nim oraz do postępowania tak, jak On postępował. Zmartwychwstały, po rozwianiu wątpliwości apostoła Tomasza poprzez ukazanie mu swoich ran, woła: „Błogosławieni są ci, którzy uwierzyli, nie widząc Mnie”.

„Tutaj” – zauważa św. Grzegorz Wielki – „mówi się o nas w szczególny sposób, ponieważ duchowo posiadamy Tego, którego nie widzieliśmy w ciele. Mówi się o nas, ale pod warunkiem, że nasze czyny są zgodne z naszą wiarą. Prawdziwie wierzy tylko ten, kto w swoich czynach realizuje to, w co wierzy. Dlatego też, odnosząc się do tych, którzy posiadają wiarę jedynie w słowach, św. Paweł mówi: wyznają, że znają Boga, ale zaprzeczają Mu poprzez swoje uczynki.

W Chrystusie nie można oddzielić Jego istoty jako Boga-Człowieka od Jego roli Odkupiciela. Słowo stało się ciałem i przyszło na ziemię aby wszyscy ludzie zostali zbawieni, aby zbawić wszystkich ludzi. Pomimo naszych osobistych niedoskonałości i ograniczeń jesteśmy kolejnymi Chrystusami, samym Chrystusem, powołani również do służby wszystkim ludziom.

Konieczne jest, aby to przykazanie, które przez wieki pozostanie nowe, rozbrzmiewało raz po raz. „Najdrożsi” – pisze św. Jan – „nie piszę wam nowego przykazania, lecz stare przykazanie, które otrzymaliście od początku; to stare przykazanie to słowo Boże, które usłyszeliście”. A jednak mówię wam, że przykazanie, o którym mówię, jest przykazaniem nowym, które jest prawdziwe samo w sobie i w was, ponieważ ciemności minęły, a prawdziwe światło już świeci. Kto twierdzi, że jest w świetle, a nienawidzi swego brata, ten wciąż pozostaje w ciemnościach. Kto miłuje swego brata, ten trwa w świetle, i nie ma w nim grzechu.

Nasz Pan przyszedł, aby przynieść pokój, dobrą nowinę i życie wszystkim ludziom. Nie tylko bogatym, ani tylko ubogim. Nie tylko mądrym, ani tylko prostym. Wszystkim. Braciom, bo przecież jesteśmy braćmi, jako że wszyscy jesteśmy dziećmi tego samego Ojca, Boga. Nie ma zatem więcej niż jednej rasy: rasy dzieci Bożych. Istnieje tylko jeden kolor: kolor dzieci Bożych. I istnieje tylko jeden język: ten, który przemawia do serca i umysłu, bez hałasu słów, ale pozwalający nam poznać Boga i sprawiający, że kochamy się nawzajem.

• Ostatni fragment z punktu 106 książki św. Josemarii 'To Chrystus przechodzi', w rozdziale „Chrystus obecny w chrześcijanach”. Link: https://escriva.org/es/es-cristo-que-pasa/106/

Artykuł opublikowany na stronie http://dialogosparacomprender.blogspot.com/


Pan Francisco Varo PinedaDyrektor ds. badań naukowych na Uniwersytecie Nawarry i profesor Pisma Świętego na Wydziale Teologii.



Papież Leon XIV określa seminarium jako «szkołę uczuć»

Podczas spotkania z tysiącami seminarzystów w ramach Jubileuszu, który odbył się w Rzymie 24 czerwca 2025 r., Papież Leon XIV wypowiedział słowa, które wywołały silny oddźwięk w całym Kościele: «seminarium powinno być szkołą uczuć». 

Nie było to zdanie wygłoszone pod wpływem chwili ani o drugorzędnym znaczeniu. Ojciec Święty pragnął wskazać sedno formacji kapłańskiej w bardzo konkretny sposób: nauczyć się kochać tak, jak Chrystus.

«Tak jak Chrystus kochał sercem człowieka, tak i Państwo są powołani, by kochać Sercem Chrystusa! Kochać sercem Jezusa. Aby jednak opanować tę sztukę, należy pracować nad własnym wnętrzem, gdzie Bóg daje o sobie znać i skąd biorą się najgłębsze decyzje; jest to jednak również miejsce napięć i zmagań (por. Mc 7,14-23), które należy przemienić, aby całe ich człowieczeństwo tchnęło Ewangelią.

Pierwszą pracę należy zatem wykonać w głębi siebie. Proszę dobrze zapamiętać wezwanie św. Augustyna, by powrócić do serca, ponieważ to właśnie tam odnajdujemy ślady Boga. Zejście do serca może czasem budzić w nas strach, ponieważ znajdują się w nim również rany. Nie bójcie się nimi zająć, pozwólcie sobie na pomoc, ponieważ właśnie z tych ran zrodzi się zdolność do bycia blisko tych, którzy cierpią. Bez życia wewnętrznego nie jest możliwe również życie duchowe, ponieważ Bóg przemawia do nas właśnie tam, w sercu.

Bóg przemawia do nas w sercu, musimy umieć Go słuchać. Częścią tej wewnętrznej pracy jest również nauka rozpoznawania poruszeń serca: nie tylko tych szybkich i natychmiastowych emocji, które charakteryzują dusze młodych ludzi, ale przede wszystkim ich uczuć, które pomagają im odkryć kierunek ich życia.

Jeśli nauczą się Państwo poznawać swoje serce, będą Państwo coraz bardziej autentyczni i nie będą musieli zakładać masek. A modlitwa jest tą wyjątkową drogą, która prowadzi nas do wnętrza: w czasach, gdy jesteśmy nadmiernie połączeni, coraz trudniej jest doświadczać ciszy i samotności. Bez spotkania z Nim nie jesteśmy w stanie nawet prawdziwie poznać samych siebie».

Co papież ma na myśli, mówiąc o „szkole uczuć”?

Papież pragnął zwrócić szczególną uwagę na ludzki wymiar tej powołanie kapłańskie. Podczas Jubileuszu seminarzystów stwierdził:

«Ważne jest – a nawet konieczne – aby już od czasów seminarium kłaść duży nacisk na dojrzewanie ludzkie, odrzucając wszelkie formy udawania i hipokryzji. Z wzrokiem utkwionym w Jezusa należy nauczyć się nazywać i wyrażać nawet smutek, strach, niepokój i oburzenie, odnosząc wszystko do relacji z Bogiem».

Tymi słowami papież Leon XIV przypomniał, że seminarium Nie jest to jedynie miejsce nauki czy przygotowania duszpasterskiego. Jest to również przestrzeń, w której przyszły kapłan uczy się prawdziwie poznawać samego siebie, dojrzewać wewnętrznie oraz oddawać całe swoje życie Bogu. Dlatego też określił seminarium jako autentyczne szkoła uczuć: miejsce, w którym serce uczy się kochać głęboko, swobodnie i spojrzeniem Chrystusa.

haz que el sueño del papa León XIV se cumpla dona formación

Kształcenie księży zdolnych do towarzyszenia ludziom

Słowa Papieża są szczególnie aktualne. Dzisiaj wiele osób poszukuje w kapłanie kogoś, kto potrafi słuchać, kto towarzyszy z bliska i kto mówi o Bogu na podstawie prawdziwego, ludzkiego doświadczenia. Wymaga to wszechstronnego kształcenia.

Właśnie dlatego Kościół tak bardzo kładzie nacisk na właściwe wykorzystanie czasu spędzonego w seminarium: ponieważ nie chodzi tam wyłącznie o naukę czy rozeznanie powołania. Tam uczy się, jak być duszpasterzem.

Ksiądz posiadający solidne wykształcenie humanistyczne potrafi budować mosty, lepiej rozumieć rany swojej wspólnoty oraz przybliżać Chrystusa z większą delikatnością i głębią.

"Zachęcam Państwa do częstego wzywania Ducha Świętego, aby ukształtował w Państwa sercach serce posłuszne, zdolne do uchwycenia obecności Boga, również poprzez wsłuchiwanie się w głosy natury i sztuki, poezji, literatury i muzyki, a także nauk humanistycznych.

W ramach rygorystycznego zaangażowania w studia teologiczne niech będą Państwo również gotowi słuchać z otwartym umysłem i sercem głosów płynących z kultury, takich jak najnowsze wyzwania związane ze sztuczną inteligencją oraz te związane z media społecznościowe. Przede wszystkim, tak jak czynił to Jezus, nauczcie się wsłuchiwać w często cichy krzyk najmniejszych, ubogich i uciśnionych, a także tak wielu osób – zwłaszcza młodych – które poszukują sensu swojego życia.

Jeśli będą Państwo dbać o swoje serce, poświęcając codziennie chwilę na ciszę, medytację i modlitwę, będą Państwo mogli nauczyć się sztuki rozeznania. To również jest ważne zadanie: nauczyć się rozeznawać. Kiedy jesteśmy młodzi, nosimy w sobie wiele pragnień, marzeń i ambicji. Serce jest często przepełnione i zdarza się, że czujemy się zagubieni.

Natomiast, wzorując się na Matce Bożej, nasze wnętrze powinno być zdolne do strzeżenia i rozważania. Powinno być zdolne do synballein, jak pisze ewangelista Łukasz (2, 19-51): złożyć fragmenty w całość. Strzeżcie się powierzchowności i składajcie fragmenty życia w modlitwie i medytacji, zadając sobie pytanie: czego uczy mnie to, czego doświadczam? Co to mówi o mojej drodze? Dokąd prowadzi mnie Pan?»

Misja Fundacji CARF: wspieranie kształcenia przyszłych księży

Dzięki wsparciu tysięcy członków, darczyńców i przyjaciół seminarzyści oraz księża diecezjalni z ponad 130 krajów mogą studiować i kształcić się w Rzymie oraz w Pampelunie. 

Otrzymują wprawdzie wykształcenie akademickie, ale także wsparcie duchowe, duszpasterskie i ludzkie, które umacnia ich powołanie i przygotowuje ich do powrotu do swoich diecezji z uniwersalnym spojrzeniem i dobrze ukształtowanym sercem.

To w pełni nawiązuje do sen, który miał papież Leon XIV przypomina całemu Kościołowi: niech będą kapłani święci, bliscy wiernym i dobrze przygotowani do służby dzisiejszemu światu.

Proszę spełnić marzenie papieża

Wizyta Papieża w Hiszpanii ponownie wysunęła to przesłanie na pierwszy plan. Jego wezwanie do dbania o formację seminarzystów nie jest abstrakcyjną ideą. Jest to konkretne zaproszenie skierowane do całego Kościoła.

W Fundacji CARF Chcemy odpowiedzieć czynami: pomagając tym, którzy dziś przygotowują się do poświęcenia swojego życia na służbę innym.

Ponieważ wspieranie formacji seminarzysty oznacza pomoc w kształtowaniu serca zdolnego do towarzyszenia, udzielania wsparcia i niesienia nadziei tam, gdzie jest ona najbardziej potrzebna.

«Seminarzyści mają prawo do jak najlepszego wykształcenia, a Kościół ze swojej strony ma prawo do
dobrze wykształceni księża. Kryterium, dzięki któremu seminaria mogą stać się prawdziwymi ośrodkami formacji, polega na tym, by zapewniały one odpowiednie doświadczenie życia wspólnotowego; aby zatrudniały formatorów w pełni poświęconych nauce i nauczaniu, posiadających doświadczenie w towarzyszeniu duchowym; oraz aby dysponowały wyższymi ośrodkami teologicznymi wyposażonymi w środki niezbędne do pełnienia ich funkcji. W tym celu niezbędne jest nie tylko połączenie sił, ale także nauczenie się wspólnej pracy nad pokonywaniem tych wyzwań» (Spotkanie z biskupami Hiszpanii. Siedziba Konferencji Episkopatu, Madryt. Poniedziałek, 8 czerwca 2026 r.).

Carta de León XIV con motivo de la Asamblea Presbiteral de la Arquidiocesis de Madrid

Na całym świecie są młodzi mężczyźni, którzy usłyszeli głębokie wezwanie do podążania za powołaniem kapłańskim. Chcą służyć, towarzyszyć, udzielać sakramentów i pomagać ludziom w spotkaniu z Bogiem. Ale wielu z nich nie ma środków finansowych, aby być dobrze wyszkolonym, akademicko i po ludzku, na tym kluczowym etapie ich spotkania z Bogiem.

Papież Leon XIV przypomniał o tym niedawno z prostotą i głębią w swoim liście apostolskim "." Lojalność, która generuje przyszłość: «Wierność, która buduje przyszłość – do tego właśnie powołani są kapłani również dzisiaj, mając świadomość, że wytrwałość w misji apostolskiej daje nam możliwość zastanowienia się nad przyszłością posługi oraz pomagania innym w dostrzeganiu radości płynącej z powołania kapłańskiego... Tożsamość kapłanów kształtuje się wokół ich istoty dla i jest to nierozerwalnie związane z ich misją… upragniona odnowa całego Kościoła zależy w dużej mierze od posługi kapłanów, ożywionej duchem Chrystusa.

 Powołanie do posługi kapłańskiej jest dobrowolnym i bezinteresownym darem od Boga. Powołanie nie oznacza bowiem przymusu ze strony Pana, lecz pełną miłości propozycję planu zbawienia i wolności dla naszego życia, którą otrzymujemy, gdy dzięki łasce Bożej uznajemy, że w centrum naszego życia znajduje się Jezus, Pan. W ten sposób powołanie do posługi kapłańskiej rozwija się jako ofiara z samego siebie dla Boga, a tym samym dla Jego świętego Ludu.

Cały Kościół modli się i raduje z tego daru, mając serca przepełnione nadzieją i wdzięcznością, jak wyraził to papież Benedykt XVI na zakończenie Roku Kapłańskiego: «Chcieliśmy rozbudzić radość z tego, że Bóg jest nam tak bliski, oraz wdzięczność za to, że powierza się naszej słabości; że prowadzi nas i pomaga nam dzień po dniu. Chcieliśmy również w ten sposób ponownie uświadomić młodym ludziom, że to powołanie, ta wspólnota służby dla Boga i z Bogiem, istnieje; co więcej, że Bóg oczekuje naszego “tak”».

Z tego powodu Kościół szczególnie troszczy się o formację przyszłych kapłanów, aby byli oni ludźmi przygotowanymi pod względem ludzkim, duchowym i duszpasterskim, zdolnymi do towarzyszenia swoim wspólnotom i służenia ludziom tam, gdzie są najbardziej potrzebni. Tym właśnie zajmuje się Fundacja CARF od 1989 roku.

W wielu krajach na całym świecie są ludzie z powołaniem do kapłaństwa, gdzie Wiara jest silna, ale zasoby są ograniczone. To właśnie tutaj Państwa pomoc ma znaczenie.

Od momentu powstania Fundacja CARF towarzyszy seminarzystom i księżom diecezjalnym ze 130 krajów, aby mogli otrzymać integralną formację, której Kościół potrzebuje dziś i będzie potrzebował jutro. Za każdym z nich kryje się historia, rodzina, ludzie i cała diecezja, która pewnego dnia będzie miała księdza lepiej przygotowanego do służenia im i formowania innych.

Dzięki Państwa pomocy jest to możliwe Marzenie papieża Leona XIV: aby formacja dotarła do seminarzystów i księży na całym świecie. Niech przyszłość Kościoła będzie budowana na mocnych fundamentach, z dobrze przygotowanymi i oddanymi ludźmi.

Proszę spełnić marzenie papieża! Proszę umożliwić formację tych, którzy będą troszczyć się o wiarę i życie milionów ludzi na całym świecie.



24 czerwca: św. Jan Chrzciciel, poprzednik

The Kościół katolicki obchodzi uroczystość Narodzenia Pańskiego Święty Jan Chrzciciel 24 czerwca. W odróżnieniu od zdecydowanej większości świętych, których wspominamy w dniu ich odejścia do nieba (w przypadku Prekursora jest to 29 sierpnia), świętego Jana Chrzciciela wspominamy również w dniu jego ziemskich narodzin.

Kim naprawdę był ten człowiek ubrany w skórę wielbłąda, którego wielu uważało za szaleńca, a który ostatecznie zapoczątkował Odkupienie wszystkich ludzi?

Święty Jan Chrzciciel: narodziny naznaczone cudem

Historia Jana zaczyna się od jego rodziców, Zachariasza (jednego z ksiądz (Żyd) i Izabela. Byli już w podeszłym wieku, a jej bezpłodność uniemożliwiła im posiadanie potomstwa. Pewnego dnia, gdy Zachariasz przebywał w świątyni, archanioł Gabriel ukazał się mu, aby oznajmić mu, że będą mieli syna, który przygotuje drogę Mesjaszowi. Zachariasz nie uwierzył w tę wiadomość i w rezultacie stracił mowę, aż do momentu, gdy spełniła się ta obietnica.

W historii poczęcia św. Jana znajduje się jeden fascynujący szczegół: kiedy Maria Panna (która już oczekiwała Jezusa) udała się z wizytą do swojej kuzynki Elżbiety, a dziecko Jan podskoczyło z radości w łonie matki, słysząc pozdrowienie Marii. Na podstawie tego wydarzenia w pobożności ludowej oraz tradycji Kościoła uznaje się, że Jan został uwolniony od grzechu pierworodnego jeszcze przed narodzinami.

Osiem dni po jego narodzinach nadszedł czas, by nadać mu imię. Rodzina była przekonana, że będzie się nazywał Zachariasz, tak jak jego ojciec. Izabela jednak sprzeciwiła się temu, a Zachariasz poprosił o tabliczkę, na której napisał: «Ma na imię Juan» (co oznacza "Bóg jest miłosierny"). W tej samej chwili Zachariasz odzyskał mowę. Tym gestem jego rodzice zrezygnowali z narzucania mu własnych planów i przyjęli wyjątkowe powołanie, jakie Bóg przeznaczył dla ich syna.

Podczas modlitwy Anioł Pański z 24 czerwca 2012 r. Benedykt XVI stwierdził: «Już od łona matki Jan jest poprzednikiem Jezusa: anioł zwiastuje Marii jego cudowne poczęcie jako znak, że ‘dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych’ (Lc (1, 37), sześć miesięcy przed wielkim cudem, który przynosi nam zbawienie – zjednoczeniem Boga z człowiekiem dzięki działaniu Ducha Świętego».

«Wszystkie cztery Ewangelie nadają szczególne znaczenie postaci Jana Chrzciciela jako proroka, który zamyka Stary Testament i zapoczątkowuje Nowy, rozpoznając w Jezusie z Nazaretu Mesjasza, Poświęconego Pana» – kontynuował papież-teolog.  

Głos wołający na pustyni

Jan jest kluczową postacią, która stanowi pomost między Starym a Nowym Testamentem; jest ostatnim z proroków. Nie był człowiekiem konwencjonalnym. Młodość spędził na pustyni, prowadząc niezwykle surowy tryb życia: nosił skórę wielbłąda przewiązaną skórzanym pasem i żywił się konikami polnymi oraz dzikim miodem.

Około roku 26 n.e., kierowany przez Duch Święty, zaczął głosić nad brzegiem rzeki Jordanu. Jego przesłanie było bezpośrednie, a niekiedy surowe – posunął się nawet do nazwania faryzeuszy i hipokrytów, którzy się do niego zbliżali, "plemieniem węży". Zachęcał ludzi do zmiany życia i udzielał wszystkim "chrztu nawrócenia". Chociaż jego wygląd i surowość mogły sprawiać wrażenie szaleństwa, sednem jego przesłania nie była kara, lecz przygotowanie serc ludzi na przyjęcie zbliżającego się miłosierdzia Bożego.

Święty Josemaría o chrzcie Jezusa Chrystusa

Najważniejszy moment jego misji nastąpił, gdy sam Jezus udali się nad rzekę Jordan, aby przyjąć chrzest. Widząc Go, Jan rozpoznał Go i wypowiedział słowa, które do dziś się powtarzają: "Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata".

W odniesieniu do tego fragmentu, Święty Josemaría zachęcał nas do refleksji. Podkreślał, jak w Chrzest, Bóg Ojciec przejmuje panowanie nad naszym życiem, włącza nas w życie Chrystusa i zsyła nam Ducha Świętego. Założyciel Opus Dei przypominał, że Pan poprzez ten sakrament umieszcza w naszej duszy nieusuwalną pieczęć, która czyni nas dziećmi Bożymi.

«W chrzcie nasz Ojciec Bóg przejął panowanie nad naszym życiem, włączył nas do życia Chrystusa i zesłał nam Ducha Świętego. Siła i moc Boża rozjaśniają oblicze ziemi. Sprawimy, że świat zapłonie w płomieniach ognia, który Pan przyszedł przynieść na ziemię! ... A światło Pana prawdy, Jezu nasz, oświeci umysły w dniu bez końca».

«Słyszę, jak woła Pan, mój Królu, żywym głosem, który wciąż rozbrzmiewa: “Przyszedłem rzucić ogień na ziemię – a czegoż innego pragnę, jak tylko by się zapalił?” (Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i czegoż innego pragnę, jak tylko by płonęła) – I odpowiadam – całym sobą – wszystkimi zmysłami i siłami: “Oto ja: ponieważ mnie wezwałeś!” (jestem tutaj, ponieważ mnie pan wezwał). Pan poprzez chrzest odcisnął w Pańskiej duszy nieusuwalny znaklub: »Jesteś synem Boga. Dziecko: czyż nie pała Pan pragnieniem, by wszyscy Go pokochali?”

«On musi wzrastać, a ja muszę maleć»

Jan był prawdziwym mistrzem pokory. Pomimo swojego ogromnego wpływu społecznego i rzeszy zwolenników (w rzeczywistości pierwsi apostołowie Jezusa, tacy jak Piotr, Andrzej i Jan, byli początkowo uczniami Jana Chrzciciela), nigdy nie dążył do bycia w centrum uwagi. Jego duchowy testament można podsumować jednym zdaniem, które pozostawił swoim zwolennikom: «On musi wzrastać, a ja muszę maleć». Jego jedyną misją było wskazanie Chrystusa, a gdy to uczynił, ustąpić.

Świadek Prawdy aż do męczeństwa

Człowiek o tak wielkiej uczciwości nie mógł przymykać oczu na niesprawiedliwości ze strony władzy. Jan otwarcie zganił króla Heroda Antypasa za to, że rozwiódł się i poślubił Herodiadę, żonę własnego brata. Ta odwaga w obronie prawdy i małżeństwa kosztowała go uwięzienie, ponieważ Herodiada zaczęła go nienawidzić aż do momentu, gdy doprowadziła do jego śmierci.

Jego koniec nastąpił w tragiczny sposób podczas wielkiej uczty z okazji urodzin Heroda. Salome, córka Herodiady, zatańczyła przed gośćmi i tak bardzo spodobała się królowi, że ten pod przysięgą obiecał jej spełnić każde jej życzenie. Pod wpływem matki młoda kobieta poprosiła o głowa Jana Chrzciciela na tacy. Herod, zasmucony, ale nie chcąc stracić twarzy przed swoimi gośćmi, nakazał ścięcie Jana w więzieniu.

W dzisiejszych czasach św. Jan Chrzciciel pozostaje wzorem wiernej świętości: uczy nas, jak być odważnymi obrońcami prawdy, jak żyć bez zbędnych przywiązań, a przede wszystkim jak uczynić z własnego życia narzędzie służące przybliżaniu innych do Boga.

W 2007 roku, będąc już papieżem, Benedykt XVI powiedział to samo podczas modlitwy Anioł Pański. «Dzisiaj, 24 czerwca, liturgia zachęca nas do świętowania uroczystości Narodzenia św. Jana Chrzciciela, którego życie było całkowicie ukierunkowane na Chrystusa, podobnie jak życie jego matki, Marii. Św. Jan Chrzciciel był poprzednikiem, “głosem” posłanym, by zwiastować Słowo Wcielone».

«Dlatego upamiętnienie jego narodzin oznacza w rzeczywistości świętowanie Chrystusa, który jest wypełnieniem obietnic wszystkich proroków, spośród których największym był Jan Chrzciciel, powołany do “przygotowania drogi” przed Mesjaszem (por. Mt (11, 9–10)». 

 The Papież Franciszek zaznaczył w styczniu 2025 roku, podczas Jubileuszu Jezus podkreśla przed wszystkimi: «Zapewniam was, że nie ma nikogo większego od Jana, a jednak najmniejszy w Królestwie Bożym jest większy od niego" (w. 28). Nadzieja, bracia i siostry, tkwi w całości w tym skoku jakościowym. Nie zależy ona od nas, lecz od Królestwa Bożego. Oto niespodzianka: przyjęcie Królestwa Bożego prowadzi nas do nowego porządku wielkości. Nasz świat, my wszyscy tego potrzebujemy! A my mówimy: co powinniśmy zrobić? [zacząć od nowa]; nie do końca rozumiem [zacząć od nowa]. Proszę o tym nie zapominać: zacząć od nowa.

Ścięcie św. Jana Chrzciciela (Caravaggio).

Kiedy Jezus wypowiada te słowa, Jan Chrzciciel przebywa w więzieniu, pełen pytań. Również my, w naszej wędrówce, nosimy w sobie tak wiele pytań, a wiecie dlaczego? Ponieważ jest wielu “Herodów”, którzy wciąż przeciwstawiają się Królestwu Bożemu. Jednak Jezus wskazuje nam drogę – drogę nowych Błogosławieństw, które są zaskakującymi prawami Ewangelii. Zadajmy sobie zatem pytanie: czy noszę w sobie szczere pragnienie, by zacząć od nowa? Czy chcę nauczyć się od Jezusa, kto jest naprawdę wielki? Najmniejszy w Królestwie Bożym – to właśnie on jest wielki. A my musimy… [Zacząć od nowa, zacząć od nowa]. Zacząć od nowa.

Nauczmy się zatem od Jana Chrzciciela, jak ponownie uwierzyć. Nadzieja dla naszego wspólnego domu – tej naszej tak wyzyskiwanej i zranionej Ziemi – oraz nadzieja dla wszystkich ludzi tkwi w wyjątkowości Boga. Jego wielkość jest inna. A my zaczynamy od nowa od tej oryginalności Boga, która zabłysła w Jezusie i która teraz zobowiązuje nas do służby, do braterskiej miłości, do uznania naszej małości. A także do dostrzegania najmniejszych, do słuchania ich i bycia ich głosem. Oto nasz nowy początek, oto nasz jubileusz! A my musimy… [zacząć od nowa] Dziękujemy!».


Ewangelia o narodzinach św. Jana Chrzciciela (Łk 1, 57–66, 80)

W międzyczasie dla Izabeli nadszedł czas porodu i urodziła syna. Sąsiedzi i krewni usłyszeli, że Pan obdarzył ją wielkim miłosierdziem, i gratulowali jej. Ósmego dnia przyszli, aby obrzezać dziecko, i chcieli nadać mu imię jego ojca, Zachariasza. Jednak jego matka powiedziała:

—W żadnym wypadku, będzie się nazywał Juan.

I rzekli do niego:

—W Pańskiej rodzinie nie ma nikogo o tym imieniu. W tym samym czasie za pomocą znaków pytali ojca, jak chce, by go nazywano. A on, poprosiwszy o tabliczkę, napisał: «Jan to jego imię». Co wywołało u wszystkich wielki podziw. W tym momencie odzyskał mowę, jego język się rozwiązał i mówił, wielbiąc Boga. Wszyscy jego sąsiedzi ogarnęła bojaźń, a o tych wydarzeniach mówiono po całej górskiej Judei; a wszyscy, którzy o tym słyszeli, zachowywali to w swoich sercach, mówiąc:

—Czym więc zostanie ten chłopiec?

Ponieważ ręka Pana była z nim.

W międzyczasie chłopiec dorastał i umacniał się duchowo, mieszkając na pustyni aż do czasu, gdy miał objawić się Izraelowi.


Komentarz do Ewangelii 

Wśród Izraelitów nadanie imienia należało do wyłącznej kompetencji ojca dziecka. Był to sposób na potwierdzenie ojcostwa wobec noworodka. Dlatego to Zachariasz miał nadać imię dziecku, choć w tamtej chwili trudno mu było się wypowiedzieć, ponieważ z powodu swojej niewiary stracił mowę.

Rodzice św. Jana Chrzciciela zdawali sobie sprawę, że Bóg obdarzył ich błogosławieństwem, zsyłając im dziecko, gdy wydawało się, że nie mają już żadnego powodu do nadziei. Niezwykły sposób, w jaki przyszedł on na świat, przypominał im, że ten syn był darem od Pana. Anioł powiedział Zachariaszowi, że ten syn przyniesie wiele radości nie tylko swoim rodzicom, ale także rzeszy ludzi: «Będzie dla ciebie radością i weselem, a wielu będzie się cieszyć z jego narodzin» (Łk 1,14). Święty Jan, ten tak długo wyczekiwany syn, miał misję wobec całego ludu: «nawróci wielu spośród synów Izraela do Pana, ich Boga» (Łk 1,16).

Izabela i Zachariasz nalegają, by nadać dziecku imię wskazane przez anioła. Za tym postawą można dostrzec pragnienie ofiarowania tego syna Bogu. Nie chcą oni sprawować władzy nad jego życiem, ani nie dążą do umocnienia swojej pozycji poprzez ojcostwo. W rzeczywistości Zachariasz rezygnuje z nadania mu swojego imienia, choć dla innych wydawało się to najbardziej logiczne. Jednak dla Izabeli i jej męża najważniejsze jest, aby ich syn wypełnił misję, z jaką przyszedł na świat.

Gdy Zachariasz napisał: «Jego imię to Jan», jego język się rozwiązał i zaczął wielbić Boga. Jest to radość hojnego ojca, który oddaje swojego syna w ręce Pana i z entuzjazmem przyjmuje powierzoną mu misję.

W rodzicach św. Jana Chrzciciela odnajdujemy wspaniały przykład dla wszystkich rodziców. Panowi podoba się, gdy cieszymy się z daru dzieci. Jednocześnie zachęca nas do szanowania i kochania “imienia”, które On im nadał: to znaczy ich wrodzonego usposobienia, talentów, a przede wszystkim ich powołania. Rodzice stają się zatem wspierającymi czynniki rozwoju osobowości swoich dzieci oraz wielką pomocą w przyjęciu przez nie misji, jaką powierzył im Pan.



Msza Święta – pełnia czasów

W niniejszej medytacji ojca Ricardo Sady analizuje się, w jaki sposób Msza św. nadaje nowe znaczenie ofierze Chrystusa, ujawniając naszą tożsamość jako dzieci Boże i stając się istotnym centrum życia każdego chrześcijanina.

«Wiemy, że Biblia jest Słowem Bożym; nie są to słowa czysto ludzkie, choć zostały spisane przez świętych pisarzy, lecz jest to Słowo objawione, Słowo życia wiecznego.

A nauka, którą przekazuje nam św. Paweł, brzmi: "Gdy nadeszła pełnia czasów, Bóg posłał swojego Syna, zrodzonego z kobiety, zrodzonego pod Prawem".

Gdy nadeszła pełnia czasów, gdy nadszedł kluczowy moment w historii ludzkości, gdy minęło już kilka tysięcy lat – nie wiemy dokładnie ile – od grzechu pierworodnego, a lud Izraela został wybrany, aby w nim narodził się Mesjasz, gdy wszystko było już przygotowane, Bóg posłał swojego Syna. Swojego jedynego Syna, zrodzonego z kobiety, zrodzonego pod Prawem. Zrodzony z kobiety, przyjął ciało w łonie kobiety i dlatego jest prawdziwym człowiekiem, a jednocześnie prawdziwym Synem Bożym.

A po co? Św. Paweł mówi: "Abyśmy osiągnęli pełnię synostwa". Nie jest to coś, co pozostaje jedynie w Słowie Bożym, lecz głęboko nas dotyczy. Dlatego Kościół mówi: "Chrystus objawia człowiekowi samego człowieka". Chrystus odkrywa przed nami głęboką tajemnicę człowieka. Czym jest człowiek? Kim pan jest? A kim ja jestem?

Msza święta, wyniesiona do rangi boskiego porządku

Jesteśmy duchem wcielonym, stworzonym ku wiecznej jedności z Bogiem, aby żyć w intymnej bliskości z Bogiem, ponieważ Bóg łączy nas ze swoim Synem i obdarza nas życiem swojego Syna. Dlatego też mówi nam: "To właśnie jesteś – jesteś duchem przebywającym w ciele". Ale to nie wszystko – nie są Państwo jedynie ciałem i duszą, lecz dzięki posiadaniu duszy mają Państwo zdolność wzniesienia się do rangi boskości.

Uważam zatem, że ważne jest, abyśmy zawsze nieco korygowali nasze wyobrażenie o tym, czym jest człowiek, oraz o tym, kim my sami jesteśmy. Pan nie jest ciałem, pan posiada ciało. Jest Pan przede wszystkim duszą, jest Pan duchem. Jest Pan duchem. Gdyby nie miał Pan ciała, byłby Pan aniołem. Ale ponieważ ma Pan ciało, jest Pan człowiekiem.

Jednak to, co ma znaczenie, to nie tyle pańskie ciało, choć widzimy na przykład, że dokonują się ogromne, no nie wiem, postępy medyczne, prawda? To dobrze, że przynoszą one ulgę ciałom. Jednak w końcu wszystkie ciała umrą, ulegną rozkładowi i przeminą z tego czy innego powodu, ale dusza żyje wiecznie.

I tak jak często martwimy się o zdrowie naszego ciała, udajemy się do lekarza, otrzymujemy leki, przechodzimy kurację i tak dalej, tak samo nie możemy uważać, że dusza jest mniej ważna – wręcz przeciwnie.

Że jesteśmy przede wszystkim duchem, duchem w ciele, ale ten duch i to ciało, wyniesione do rangi dzieci Bożych, uświęcone przez łaskę, łaskę uświęcającą. Łaska ta jest życiem Chrystusa, które przekazywane jest nam niczym transfuzja krwi, która zamiast krwi wlewa w nas boskość.

Zagłębić się w tajemnicę miłości

Cóż, powinniśmy więc właściwie doceniać samych siebie. Jesteśmy o wiele więcej, niż się wydaje. Wczoraj mówiliśmy, że człowiek powinien przypominać ptaki, ponieważ potrafi latać i śpiewać, a oto Bóg mówi nam: "Spójrz, nie ma dla ciebie ograniczeń w lataniu, twój duch może latać bez końca". Podobnie jak ciało ma wiele ograniczeń – męczy się i może unieść tylko określoną liczbę kilogramów, biegać z określoną prędkością – tak nie jest w przypadku Państwa duszy; Państwa dusza może wznosić się w górę bez końca, nie ma dla niej żadnych ograniczeń. Nie ma dla niej ograniczeń w miłości.

Cóż, to właśnie jest tajemnica – tajemnica każdego człowieka – i właśnie dlatego podczas rekolekcji lub chwili modlitwy zawsze dążymy do tego, aby, powiedzmy, zagłębić się w swoje wnętrze; to właśnie tam mieszka prawda; w Pańskim wnętrzu jest miejsce dla Boga; to właśnie tam dochodzi do spotkania.

Chrystus bowiem objawia człowiekowi samego siebie i pozostawia nam sakramenty. On sam jest sakramentem. Czym jest sakrament? Sakrament to rzecz namacalna, która posiada lub zawiera łaskę niewidzialną. A Chrystus jest tajemnicą, ponieważ ludzie, którzy Go widzieli, dostrzegali w Nim człowieka, który przemawiał, wykonywał pewne gesty i dokonywał cudów. Jednak ci, którzy mieli wiarę, dostrzegali w Nim również Syna Bożego – sakrament.

A potem mówi: "Zostawię wam sakramenty jako znaki mojej obecności, abyście o mnie nie zapomnieli, abyście zawsze o mnie pamiętali". I pozostawia nam siedem sakramentów.

Chciałem, abyśmy porozmawiali nieco o Eucharystii, ale nie o Eucharystii jako o konsekrowanej hostii, lecz o Eucharystii jako o samym obrzędzie jej sprawowania. To, co nazywa się Eucharystia w trakcie sprawowania, to znaczy w samym jej sprawowaniu, które jest ofiarą mszalną, świętą ofiarą mszalną. Oby ta krótka refleksja nad mszą sprawiła, że wzrośnie nasza wiara i wzrośnie nasza miłość.

Miłość Chrystusa na Kalwarii

Ponieważ jest to rzeczywistość, która – jeśli spojrzymy na nią powierzchownie – może wydawać się bardzo nudna. Zawsze to samo. Ech, "mógłbym robić o wiele ciekawsze rzeczy". Mam, no nie wiem, cały świat rozrywki w telefonie i tak dalej, ale to jest bardzo powolne i zaczynam zasypiać, a poza tym może przyszedłem, no nie wiem, nie było miejsca, a poza tym nie podoba mi się sposób, w jaki ten ksiądz mówi, albo jak głosi kazanie". I ponownie mówimy: "proszę spróbować się zagłębić, proszę spróbować dotrzeć do sedna”. A co pan/pani robi, będąc na mszy? Bierze pan/pani udział w ofierze Chrystusa na Kalwarii.

Wszyscy jesteśmy zatem wezwani do pogłębiania naszej wiary, a także do modlitwy, na przykład w intencji księży. Jest to bardzo ważne, ponieważ my, księża, odprawiamy wiele mszy świętych. Wczoraj zadzwonił do mnie ksiądz z pytaniem, czy mógłbym mu pomóc, ponieważ miał wiele mszy. Odpowiedziałem mu: "Słuchaj, proszę mi wybaczyć, ale ten drugi ksiądz nie będzie tutaj i nie mogę przyjechać, ale cóż, proszę dać mi znać ponownie".

Być może miałby odprawić cztery lub pięć mszy w niedzielę lub w dzień, w którym obowiązuje uczestnictwo we mszy. Mówimy: "Słuchaj, a czy po trzeciej mszy, po czwartej mszy, nie zaczyna pan jakby tracić wiary? Czy nie czuje pan zmęczenia? Albo czy nie pojawia się jakaś odrobina znużenia z powodu odprawiania mszy? Być może traci Pan już głos i ma Pan chrypkę, ponieważ dużo Pan mówił i podczas każdej mszy wygłaszał homilię. A ponadto, ponieważ zgromadziło się tak wiele osób, musiał Pan stać przez długi czas".

Nie wiem, czy powinniśmy modlić się o to, by ten kapłan nigdy nie stracił świadomości, że aktualizuje ofiarę Chrystusa. I że najważniejsze nie jest liturgia słowa ani – nie wiem – seria ogłoszeń parafialnych, które nam przekazują, ale że najważniejsze jest podwójne konsekrowanie. Ten moment, w którym osobno konsekruje się chleb i wino, symbolizujące krwawe rozdzielenie Ciała i Krwi Jezusa na Kalwarii. A boska mądrość znalazła cudowny sposób, by uczynić ten moment obecnym.

Miesiąc nisan

Żaden z nas nie był obecny w Jerozolimie 14 dnia miesiąca nisan w roku 33, w godzinach od 12:00 do 15:00. Nie, nie byliśmy tam. Ale On mówi: "Spójrz, teraz dam ci szansę, byś tam był. Będziesz obecny podczas ofiary na Kalwarii. Wyruszysz ze swoją wiarą niczym statek kosmiczny, który przeniesie Pana przez czas i przestrzeń i umieści Pana w Jerozolimie tego dnia i o tej godzinie. A Pańska wiara powie Panu: 'Oto Pan tu jest'”.

"Oto jesteście tutaj, a nie ma innego Chrystusa, który umiera w pełni czasów”. Kiedy oś Ziemi zaczyna sprawiać, że wszystko kręci się wokół krzyża Chrystusa. Wszystko tam się rozstrzyga.

Dlatego kapłan, po dokonaniu podwójnej konsekracji, mówi: "To jest sakrament naszej wiary". Tajemnica. Słowo "sakrament" oznacza tajemnicę. Tajemnica – widzę jedną rzecz, ale kryje się za nią o wiele więcej. "Wiary", ponieważ nie tworzymy tu żadnych efektów specjalnych. Nie odtwarzamy przecież filmu ani odgłosów uderzeń młotka podczas przybijania Chrystusa do krzyża, ani krzyków żołnierzy czy tłumu, ani też siedmiu słów Jezusa, prawda? Nie mówimy przecież: „Krew spływa, a On właśnie teraz, no nie wiem, wypowiada to czy tamto słowo”, prawda?

Jednak wiara mówi nam, że w podwójnym poświęceniu Ciało i Krew Chrystusa są oddzielone. Zatem Chrystus jest martwy, właśnie umarł. Właśnie umarł, jest martwy. Odbiorca mówi: "To jest sakrament naszej wiary, głosimy Twoją śmierć". Tak, umarłeś. I ta tak głęboka tajemnica sprawia, że następnie mówimy: "ale głosimy Twoje zmartwychwstanie".

On zmartwychwstał. Zmartwychwstały to ten sam, który był martwy, dlatego Zmartwychwstały ukazuje się z śladami gwoździ i ranami na rękach oraz w boku. Kończymy zaś słowami: "Przyjdź, Panie Jezu". Przyjdź już, aby ustanowić swoje królestwo, swoje ostateczne królestwo. Już się zaczęło, Pańskie królestwo już się rozpoczęło, ale prosimy, przyjdź, aby je w pełni ustanowić.

Co dzieje się podczas Mszy św.?

Dlatego dobrze, że tak bardzo cenimy mszę świętą. Obyśmy mogli ją zrozumieć – choć, jak już wspomniałem, nigdy nie zrozumiemy jej w pełni, ale przynajmniej nieco lepiej. Z Bożą pomocą i dzięki Duchowi Świętemu obyśmy nieco lepiej zrozumieli mszę świętą i postrzegali ją jako ogromny, ogromny przejaw Bożej miłości, jako prawdziwą eksplozję miłości.

I abyśmy również zrozumieli, jak wielki może być ból Chrystusa, gdy nie doceniamy Mszy świętej lub po prostu nie uczestniczymy w niej, gdy nie traktujemy jej jako absolutnego priorytetu, który nadaje sens nie tylko niedzieli, ale całemu tygodniowi.

Co dzieje się podczas mszy? Jak już wspomnieliśmy, Chrystus umiera, a tym samym otwierają się przed nami bramy nieba, które były zamknięte z powodu grzechu naszych przodków. Teraz znów możemy wejść do nieba, ponieważ Jezus zapłacił za nasze odkupienie swoją nieskończoną miłością.

Ponadto ratujemy dusze z czyśćca. Dlatego tak dobry jest ten zwyczaj, że gdy umiera ktoś bliski, zawsze, bez wyjątku, staramy się odprawić mszę świętą, a potem, jeśli to możliwe, dziewięciodniową serię mszy, a jeśli nie, to co miesiąc, a jeśli nie, to co roku, ponieważ każda msza wyciąga dusze z czyśćca. Być może ta osoba, nasz krewny, czy ktokolwiek inny, nadal przebywa w czyśćcu. Cóż, "ofiaruję Ci, Panie, tę mszę w intencji mojego zmarłego dziadka".

Pomogę mu wydostać się z czyśćca lub wyciągnę z czyśćca inne dusze. A kiedy stanę przed sądem, być może spotkam tam świętych, którzy powiedzą: "Będziemy o Panu mówić w samych superlatywach, ponieważ pomógł nam Pan wydostać się z czyśćca". Ponieważ ofiarował Pan również mszę w intencji nas, zmarłych.

Msza święta – jedna msza święta ma większą wartość niż modlitwy indywidualne. Czyż nie? Nie traćmy świadomości sakramentalnej mszy świętej; Kościół jest bowiem sakramentalny. A często słyszy się: "Nie, po prostu byłem już, na przykład, na jarmarku w Tepalcingo". No cóż, pojechał Pan więc na zakupy, czy też w jakim innym celu. "Nie, pojechałem obejrzeć Jezusa z Nazaretu". No dobrze, ale czy był pan na mszy, czy nie? "Byłem na procesji". Ale czy był pan na mszy, czy nie? Bo wszystko inne – nie próbujmy tego pomijać – nie jest aktem Chrystusa, nie jest działaniem Chrystusa o nieskończonej wartości.

W jednej z książek poświęconych mszy świętej czytamy: "Po konsekracji, podobnie jak na krzyżu, wszystko się wypełniło. On wciela się w dłonie kapłana, tak jak w łonie Maryi. Wszyscy jesteśmy przepełnieni łaską, a Pan jest z nami". Oto Jezus, który czyni dobro, uzdrawia wszelkiego rodzaju dolegliwości, dokonuje wszelkiego rodzaju cudów, przywraca wzrok niewidomym, rozmnaża chleb, uspokaja fale namiętności i cierpień oraz wskrzesza zmarłych do życia w łasce.

Oddając się całkowicie, tak jak w Wieczerniku, poświęcając się, tak jak w Ogrodzie Oliwnym, milcząc, tak jak w Jerozolimie, wznosząc się, tak jak na Kalwarii, przelewając swoją krew, tak jak na krzyżu, chwalebny i żywy jak w dniu swojego zwycięstwa, wylewając na całe ludzkość swoje błogosławieństwo, swojego Ducha i swoją łaskę. O, głębia tajemnic Bożych! Któż nie poczuje się przytłoczony na samą myśl o tej ofierze, w której Bóg nieustannie dokonuje tego, co raz na zawsze dokonał na Kalwarii, stając się sam świątynią, ołtarzem, kapłanem i ofiarą?

Bóg daje wszystko

Bóg obdarza tak, jak na to zasługuje, prawda? Bóg obdarza w nieskończoności. Bóg czyni cuda naprawdę niewiarygodne. Nie tylko dlatego, że pozostaje w chlebie obecny swoim Ciałem i Krwią, swoją duszą i boskością, ale także dlatego, że sprawia, iż Jego ofiara staje się aktualna. Jak wielki to cud? Jeśli się nad tym zastanowić, to na przykład ile jest tabernakuliów? To znaczy, tutaj, w tym domu, jest ten, jest tabernakulum w administracji, jest w szkole, są też w domu rekolekcyjnym.

No cóż, a czy we wszystkich tych tabernakulach znajduje się kielich zawierający wiele hostii? A w każdej hostii jest Jezus, a także w każdym kawałku każdej hostii – jeśli hostię się podzieli, Jego obecność się powiela. A co, jeśli pomnoży się to przez wszystkie tabernakula na świecie? To właśnie jest cud. To znaczy, co za niesamowity cud.

Cóż, wszystko to wynika z wielkiego cudu miłości Bożej. I to samo moglibyśmy powiedzieć o miejscu, w którym właśnie się znajdujemy, na tej szerokości geograficznej, o tej porze – w tej chwili musi być przecież, nie wiem, 10, 15, 20 tysięcy mszy świętych odprawianych w tej chwili. A za godzinę odbędzie się kolejnych 10, 15, 20. Gdzie? Cóż, nie wiem, w Afryce, w Australii, w Japonii, a może nawet tutaj, bo być może odbywa się właśnie msza wieczorna, i cóż, w tej chwili w Meksyku zapewne odprawia się wiele mszy, ponieważ jest to msza wieczorna.

Ofiarowanie na Kalwarii

I cóż za cud, prawda? Że ofiara z Kalwarii staje się obecna tu i tam, sto razy, tysiąc razy – a kto jest w stanie to uczynić? Cóż, jedynie moc Boża – cud najwyższej rangi.

Powiedzmy więc: "Nie mogę przecież umniejszać daru Bożego", prawda? Byłoby bardzo smutne, gdybyśmy postrzegali to na przykład jako zwykły obowiązek. "Po prostu muszę tam pójść". Nie wyświadczają Państwo Bogu przysługi, idąc na mszę; to On wyświadcza Państwu ogromną przysługę, zapraszając Państwa. Jest zaproszenie, które brzmi: "Przyjdź na moją ofiarę, bądź przy mnie". Nie postępujcie jak Piotr i pozostali apostołowie, którzy odeszli i nie byli obecni podczas ofiary; obecni byli jedynie Maria, Jan i święte kobiety.

Apostołowie, wszyscy pozostali – cóż, Judasz już zdążył odejść, by się powiesić, ale pozostałych dziesięciu uciekło w popłochu. A Jezus mówi nam: "No cóż, idę ponownie, ponownie was wzywam, ponownie jestem z wami, ponownie pragnę, byście mi towarzyszyli, pocieszajcie mnie, czerpcie z wszystkich łask, które zamierzam wylewać podczas tej Eucharystii".

Po pierwsze dlatego, że dołączy Pan do uwielbienia, jakie składam Ojcu Niebieskiemu, a tym samym wypełnia Pan swój pierwszy obowiązek jako stworzenie, jakim jest oddawanie chwały Bogu. "Przecież ja też potrafię bardzo dobrze modlić się w domu". Tak, ale z kim pan się modli? Modli się pan wraz z Chrystusem, zjednoczony z Chrystusem, wraz z całym Kościołem. A to, co pan modli, jest modlitwą osobistą. Oto nadeszła chwila odkupienia, pełnia czasów. To właśnie tutaj na świat wylewają się wszystkie dobra, wszystkie łaski.

Prosimy więc, Panie, pomóż nam choć trochę to zrozumieć; pomóż wszystkim wiernym chrześcijanom, pomóż wszystkim kapłanom, abyśmy nie uczynili z Mszy św. czegoś banalnego, powierzchownego, czegoś czysto ludzkiego, prawda? Jakby to było przedstawienie, w którym najważniejszy jest kapłan, prawda? Najważniejszy nie jest jednak kapłan.

Gdyby najważniejszy był kapłan, postępowalibyśmy tak jak pastorzy protestanccy, którzy po zakończeniu – no nie wiem, jak to się nazywa – swojej niedzielnej liturgii, czytania psalmów i śpiewów, udają się do wejścia do kościoła i żegnają wszystkich wiernych.

Nie, chodzi tu o to, że "nie poszedłem spotkać się z księdzem takim a takim". Nie, nie, nie poszedłem spotkać się z księdzem – nie musi on wychodzić, by mnie powitać – poszedłem spotkać się z Chrystusem, aby być z Chrystusem. A zatem ksiądz ma tu drugorzędne znaczenie. "Po prostu nie podoba mi się jego ton głosu" – to nie ma znaczenia. O ile jest to ważnie wyświęcony kapłan, to właśnie on aktualizuje ofiarę Chrystusa.

Niech będzie to odpowiedni moment, największy skarb. Pewien autor pisze: "W chwili śmierci największym pocieszeniem będą dla Pana msze święte, w których z pobożnością uczestniczył Pan w ciągu swojego życia. Każda msza, w której Pan uczestniczył, będzie Pana towarzyszyć przed sądem Bożym i tam wstawi się za Panem, aby Pan uzyskał przebaczenie". To właśnie będzie Państwa największą pociechą. Nie tyle, nie wiem, jakiś uczynek miłosierdzia, który Państwo uczynili, prawda? Ponieważ znajduję się w chwili, w której Jezus składa ofiarę Ojcu, a ja dołączyłem do Niego, uczestniczyłem w niej z pobożnością. Jakże dobrze, że mamy tę świadomość.

Obyśmy więc mogli powiedzieć: "Msza święta jest centrum mojego życia". Tak lubił mawiać św. Josemaría: "To znaczy, niech będzie centrum Państwa życia". Nie ma nic ważniejszego – ani dzisiaj, ani jutro, ani po ukończeniu studiów, ani w żadnym innym momencie – niż uczestnictwo we Mszy świętej. Niech Msza Święta stanie się centrum niedzieli. "Po prostu nie zdążyłem pójść na Mszę". Cóż, proszę postawić ją na pierwszym miejscu, a zobaczy Pan, że zawsze znajdzie się na to czas. Jeśli umieści Pan ją na pierwszym miejscu, czyli w centrum, wszystko inne będzie krążyć wokół Mszy Świętej, tak jak planety krążą wokół Słońca.

Postaramy się uniknąć rutyny i będziemy uczestniczyć w tym z entuzjazmem. Być może – nie wiem – nie muszę śpiewać ani, no cóż, odpowiadać zbyt głośno, ale to, co naprawdę muszę zrobić, to być świadomym tego, co robię. Skupić uwagę, uwagę wewnętrzną. Również na zewnątrz nie będę się zachowywać jak ktoś rozkojarzony, prawda? Ale mogę po prostu patrzeć przed siebie i być myślami gdzieś daleko. Postaram się, hm, naprawdę aktywnie uczestniczyć, brać udział w ofierze.

Należy zadbać o odpowiednie przygotowanie i punktualność. Prawda? To znaczy, pomyślałem sobie: co będę robił, gdzie będę, pójdę na ofiarę Chrystusa, zjednoczę się z Nim, przyjdę z zapasem czasu. No bo często, jeśli spóźnię się, nie znajdę już miejsca do siedzenia i będę czuł się bardzo nieswojo. Nie, proszę przyjść wcześniej, nie spóźniać się, bo w przeciwnym razie znajdzie się tam, wśród tłumu ludzi z tyłu, a spóźnieni wciąż przybywają, co rozprasza uwagę. Cóż, przybyłem wcześniej i udało mi się zająć dobre miejsce.

Mogę również przyjść z konkretnym zamiarem, mówiąc: "Tę mszę, Jezu, ofiaruję Ci właśnie z powodu tej mojej potrzeby, w intencji tej osoby, Kościoła, Papieża, dusz w czyśćcu lub tego zmarłego członka rodziny". Chodzi więc o intencję ofiarowania, dlatego staramy się nie opuszczać niedzielnej mszy.

I właśnie na tym polega sens Mszy świętej, to znaczy na tym, jaką wagę przypisuję Bogu, prawda? A także na tym, jaką wagę przypisuje Mu każdy chrześcijanin. Msza święta jest bowiem dla mnie, dla Pana, dla każdego z nas – jest to Pańska Msza święta, Msza święta, podczas której jednoczą się Państwo z Jezusem.

A papież św. Jan Paweł II lubił mawiać, że to, co wydarzyło się na Kalwarii, ma miejsce również podczas każdej liturgii. Nie tylko śmierć Chrystusa, ale także, na przykład, obecność Maryi. Maryja jest na Kalwarii, Maryja jest na każdej mszy świętej, jest jedyną osobą, która nigdy nie opuszcza mszy. Może być na mszy tylko jedna starsza pani, a może nikogo nie ma, albo była jedna osoba, ale był to turysta, który wyszedł.

Cóż, ale jest Maria – ona nigdy nie opuszcza żadnej mszy, tak jak była na Kalwarii i od tamtej pory. Papież mówi również, że właśnie tam Jezus powtarza słowa, które skierował do Jana: "Oto twoja matka, a tobie powierzam twoją matkę". Pomiędzy konsekracją chleba a konsekracją wina Jezus jest ukrzyżowany, ale jeszcze nie umarł.

I właśnie wtedy wypowiada te słowa: "Niewiasto, oto syn twój" oraz "oto matka twoja", bo właśnie wtedy mi to daje, w tej chwili to przyjmuję i odczuwam tę radość, i starałam się przeżyć tę celebrację w skupieniu, z głębi serca, ponieważ się przygotowałam, bo być może już od soboty zastanawiam się: "O której godzinie pójdę jutro na mszę?" i "Jak mam się pospieszyć, żeby zdążyć i nie biegać w pośpiechu?".

I "postaram się przyjść nieco wcześniej i poświęcę chwilę na modlitwę" albo mogę powiedzieć: "wezmę ze sobą mszał lub poszukam w Internecie, jaka jest jutrzejsza msza, jakie jest jutrzejsze czytanie z Ewangelii i jakie są jutrzejsze modlitwy właściwe, trochę się nad nimi zastanowię i pomodlę się trochę tymi modlitwami".

»Przede wszystkim jednak zamierzam zjednoczyć się z sercem Jezusa, który ofiarowuje się Ojcu i zbawia nas; nie są Państwo już istotami czysto ziemskimi, nie są Państwo już nawet istotami czysto psychicznymi – mają Państwo boską naturę, ponieważ Jezus, umierając, obdarzył nas zdolnością do tego, byśmy i my stali się dziećmi Bożymi”.


Ricardo Sada Fernández, meksykański ksiądz z Prelatury Świętego Krzyża i Opus Dei, jest inżynierem informatyki oraz doktorem teologii. Wyświęcony w 1981 roku, posiada wieloletnie doświadczenie jako kaznodzieja i kierownik duchowy; jest autorem kilku książek i znany jest ze swojej strony internetowej www.medita.cc, który codziennie publikuje medytacje w formie plików audio.