Eliasz, powołanie kapłańskie dla Tanzanii

Elias Emmanuel Mniko ma 22 lata. i spojrzeniem, które przekazuje spokój i przekonanie. Urodził się w regionie Mwanza, północna Tanzanianad brzegiem Jeziora Wiktorii. Dorastała w domu pełnym harmonii i wiary, gdzie jej ojciec Emmanuel i matka Miluga z miłością wychowywali czwórkę swoich dzieci.

Powołanie, które Pan włożył w jego serce

Od szkoły średniej zaczął odczuwać głębokie pragnienie: zostać księdzem. Nie potrafił tego do końca wyjaśnić, ale coś w jego wnętrzu rozpalało się za każdym razem, gdy widział księży w szkole: oddanych, spokojnych i bliskich. Fascynowali go seminarzyści w swoich białych sutannach, eleganccy i dyskretni. "To było pragnienie, które Pan włożył w moje serce" - mówi teraz z prostotą.

Chociaż nie wstąpił do niższego seminarium, Elias nie zniechęcił się. Spędził rok formacji w domu powołaniowym. Święty Jan Paweł IIw swojej rodzinnej diecezji. Tam, w ciszy modlitwy i radości służby, dojrzewało jego powołanie. Zrozumiał, że w Tanzanii bycie księdzem to nie tylko wybór życiowy: to pilna konieczność..

Społeczność rośnie, a księży jest niewielu.

Diecezja Mwanza, do której należy Elias, stoi przed poważnymi wyzwaniami. Chociaż katolicy stanowią około 30,% populacji - około 1,2 miliona ludzi - brakuje księży, a społeczności szybko się rozrastają. W wielu wioskach msza odprawiana jest tylko raz w miesiącu, a niektórzy wierni pokonują ponad 10 kilometrów, aby w niej uczestniczyć. Powołania kapłańskie są błogosławieństwem upragnionym z nadzieją i wiarą przez wszystkich ludzi.

Mimo wszystko Kościół w Mwanzie żyje. Wierni są entuzjastyczni, młodzi ludzie są dumni ze swojej wiary, a diecezja ciężko pracuje, aby promować projekty edukacyjne i zdrowotne. Kościół prowadzi wiele szkół i szpitali. Tam, pośród prostoty i czasami niepewności, nadzieja jest zasiewana każdego dnia.

"Przeżywam wspaniałe doświadczenie".

Elias obecnie mieszka w Międzynarodowe seminarium Bidasoaw Pampelunie. Ukończył pierwszy rok studiów Filozofia Jego twarz wyraża zdumienie i wdzięczność. "Przeżywam wspaniałe i braterskie doświadczenie", mówi. Jest podekscytowany możliwością dzielenia codziennego życia z seminarzystami ze wszystkich kontynentów, uczenia się od wychowawców i poznawania innych kultur.

Elías Mniko vestido con sotana de sacertoda en un pueblo de Tanzania durante su formación

Europa uczy mnie wielu rzeczy" - mówi. Europejczycy są bardzo kochający. Ale myślę też, że wy, Europejczycy, możecie nauczyć się od nas, Afrykanów, jak ważne jest życie rodzinne.

Życie kapłana wymaga poświęceń

Eliasz mówi spokojnie, ale każde jego słowo jest naładowane wewnętrznym ogniem. Wie, że życie kapłańskie wymaga poświęceń. Wie, że kiedy wróci do Tanzanii, czeka go wymagająca misja: troska o wiele dusz, towarzyszenie rozproszonym wspólnotom, pocieszanie cierpiących i bycie żywą obecnością Pana. Chrystus pośród swego ludu.

Czasami myśli o swojej rodzinie, swojej ziemi, radosnych pieśniach podczas Mszy św. i mielonej kukurydzy, która towarzyszy prawie każdemu posiłkowi. Wspomina również swoich przyjaciół, katechistów w swojej parafii i biskupa, który zachęcał go, aby nie bał się powiedzieć Bogu "tak".

Życie w Międzynarodowym Seminarium Bidasoa wydaje mu się darem. Jest czas na modlitwę, naukę, sport, służbę, a także imprezowanie. "Tutaj uczymy się być braćmi", wyjaśnia. Choć na początku trudno było mu się przystosować - zimno Nawarry, język, jedzenie - dziś czuje się jak w domu. Jego hiszpański poprawia się z dnia na dzień, a kiedy się uśmiecha, jest to afrykańskie ciepło.

"Młodzi ludzie w Tanzanii mają wiele nadziei".

Elias nie jest naiwny. Zna problemy Kościoła, zarówno w Europie, jak i w Afryce. W jego kraju, oprócz braku księży, istnieją wyzwania społeczne: ubóstwo, brak dostępu do edukacji na obszarach wiejskich i ryzyko synkretyzmu religijnego. Ale wie też, że istnieje ogień, który nie zgaśnie. "Młodzi ludzie w Tanzanii mają wiele nadziei. Wiedzą, że są przyszłość Kościoła. Dlatego chcą być dobrze wyszkoleni, służyć z radością i w razie potrzeby oddać życie.

Mwanza, jego diecezja, była świadkiem narodzin powołań takich jak jego. Lokalne seminarium duchowne nie jest w stanie wyszkolić wszystkich kandydatów, więc diecezja wysyła niektórych, takich jak Elias, do ośrodków szkoleniowych poza granicami kraju. Jest to odważna inwestycja w nadziei, że ci młodzi mężczyźni ponownie przyniosą owoce.

Powrót do domu, aby służyć

Elias patrzy w przyszłość bez obaw. "Chcę wrócić do mojego kraju i służyć mojemu ludowi. Chcę być dobrym pasterzem, jak Jezus. A jeśli będę mógł, chcę też pomóc innym młodym ludziom usłyszeć głos Boga". Mówi to ze spokojem, który porusza, ponieważ nie ma nic silniejszego niż serce, które daje siebie.

Jego historia, podobnie jak historia wielu afrykańskich seminarzystów, jest pieśnią nadziei dla całego Kościoła. W świecie, w którym wiara czasami wydaje się zanikać, głosy takie jak jego przypominają nam, że Ewangelia żyje, siejąc na żyznych ziemiach takich jak Tanzania.


Marta SantínDziennikarz specjalizujący się w informacjach religijnych.


Powołanie do powrotu do serca Republiki Południowej Afryki

Dziś opowiemy Państwu o powołaniu księdza Sthabiso Zibaniego w RPA, który stara się odnowić wiarę w swojej diecezji pomimo ran z przeszłości.

Jest czwartym z pięciorga rodzeństwa i synem dwóch nauczycieli ekonomii w szkole średniej. Jego rodzice stworzyli rodzinę, w której wiara katolicka została najpierw przyjęta przez jego matkę, a później przez jego ojca, wiele lat po ich ślubie.

Seminarzysta Sthabiso dorastał w domu zakorzenionym w Ewangelii i kulturze Zulu, gdzie życie toczyło się wokół trzech filarów: domu, szkoły i kościoła.

"Nasz ojciec późno się nawrócił, ale jego świadectwo wywarło na mnie głębokie wrażenie. Dorastaliśmy w typowej rodzinie katolickiej i zuluskiej: miłość i szacunek do Boga, do siebie nawzajem i do obcych, których uważaliśmy za naszych sąsiadów.

Między marzeniami a wyrzeczeniami: przebudzenie powołania kapłańskiego

Jego rodzice zachęcali zarówno jego, jak i jego rodzeństwo do odkrywania swoich talentów, a on wkrótce stał się niespokojnym i ciekawskim dzieckiem: próbował piłki nożnej, krykieta, klubów dyskusyjnych, chóru... I, jak każdy młody człowiek w jego wieku, przeżył także sekretną miłość. "Dziewczyna, o której moi rodzice nigdy nie wiedzieli", wyznaje z nieśmiałym uśmiechem. Ale w jego wnętrzu, od najmłodszych lat, płonęło pytanie, którego nie mógł uciszyć: wezwanie do zostania księdzem.

"Wiedziałem, że nie poślubię dziewczyny, którą głęboko kochałem. Zwolniłem więc moją dziewczynę i odpowiedziałem na wezwanie. Powierzyłem się Chrystusowi, aby dał mi siłę do radykalnej miłości, wykraczającej poza romantyczne zainteresowania i ambicje zawodowe" - wspomina.

vocación sacerdote Sthabiso Sudáfrica seminarista
Pamiątka po rodzicach Sthabiso z dnia ich ślubu.

Jego decyzja nie była łatwa: aby odpowiedzieć na swoje powołanie, porzucił studia inżynierskie, swoje wygody i wszystko, co wiedział, aby wejść na ścieżkę, której nikt w jego rodzinie wcześniej nie przebył.

Powołanie: droga kierowana miłością i wiarą

Mówiąc o swoim powołaniu kapłańskim, Sthabiso nieco obniża głos. Przyznaje, że jego rozeznanie zostało zainspirowane przez wiele osób, ale przede wszystkim przez jego rodzinę, a zwłaszcza przez ojca: "W mojej rodzinie nauczyłem się i obserwowałem ojcowską miłość, którą otrzymywaliśmy. Wielu byłoby zaskoczonych, gdyby dowiedzieli się, że mój własny ojciec jest inspiracją dla życia kapłańskiego. Chociaż nie jest księdzem, widzę w nim kapłańską cnotę poświęcenia, nawet teraz, u progu starości".

Svocación sacerdote Sthabiso Sudáfrica seminarista
Sthabiso odwiedza dom pastuszków w Fatimie.

Po ojcu, to jego księża parafialni pomogli mu odkryć wolę Bożą w jego życiu. Ale przede wszystkim Chrystus: "Dobry Pasterz widzi kulawą owcę, którą jestem i przychodzi po mnie. Podnosi mnie i niesie na swoich ramionach. To ze względu na Niego chcę być księdzem: aby więcej kulawych owiec znalazło schronienie na tych samych ramionach".

Diecezja Eshowe przyjęła jego podanie i towarzyszyła mu od tamtej pory. Spędził rok w St Ambrose House of Formation dla aspirantów w archidiecezji Durban i kolejny rok w St Francis Xavier's Orientation Seminary.

Po tym okresie szkoleniowym w RPA, Sthabiso został przyjęty do Międzynarodowe seminarium Bidasoa (Pampeluna), gdzie dziś kontynuuje swoją przygodę z kapłaństwem, idąc spokojnym i stałym krokiem.

Kontrast kulturowy był ogromny, a język hiszpański nadal jest dla niego trudny: "podczas zajęć i homilii czasami się gubię. Ale zawdzięczam to Bogu, że dotarłem tak daleko", mówi bez cienia skargi.

vocación sacerdote Sthabiso Sudáfrica seminarista
W swojej ojczyźnie Sthabiso jest szczęśliwy.

Otwarte rany i nadzieja: rzeczywistość Kościoła w Republice Południowej Afryki

Diecezja Eshowe jest domem dla około 2,8 % populacji regionu. Założona w 1921 roku, doświadczała stałego wzrostu liczby katolików aż do lat 80-tych, kiedy to liczba ta zaczęła spadać.

"Przyczyniło się do tego wiele czynników. Najważniejszym, jak sądzę, jest niestabilność polityczna tamtych czasów, której smród wciąż unosi się w dzisiejszym społeczeństwie".

Ze spokojem, z jakim obserwuje swój kraj z dystansu, Sthabiso nie ukrywa bólu, jaki odczuwa w związku z obecną sytuacją Kościoła w RPA. Obecnie chrześcijaństwo przechodzi głęboki kryzys tożsamości: kolonializm pozostawił otwarte rany, a Kościół katolicki jest postrzegany przez niektórych jako część tej przeszłości.

vocación sacerdote Sthabiso Sudáfrica seminarista
A selfie z grupą współpracowników.

"Większość ludzi uważa, że kolonializm pozbawił ich tożsamości i dlatego obwiniają Kościół katolicki i inne wyznania chrześcijańskie. Doprowadziło to do silnej obecności polityki tożsamościowej i kulturowej, która celowo wyklucza Boga i Kościół", mówi z żalem, ale nie tracąc nadziei.

Między mistycyzmem a kryzysem

Sytuację pogarsza wpływ zachodniego mistycyzmu zmieszanego z religiami afrykańskich przodków oraz głęboki kryzys gospodarczy spowodowany częściowo korupcją polityczną. Wszystko to zmusza wielu do pracy nawet w niedziele, pozostawiając za sobą życie społeczne.

"Dobrą lekcją, której moglibyśmy się nauczyć od Europy, jest poszanowanie historycznych miejsc kultu religijnego... Nasze stare kościoły niszczeją. Niestety, jeśli ludzie nie będą już chodzić do kościoła, świątynie zostaną zapomniane... stopniowo", ubolewa.

vocación sacerdote Sthabiso Sudáfrica seminarista
Sthabiso w sutannie pozuje uśmiechnięty ze swoją siostrą.

Wiara, skromność i autentyczność: przyszłość w rękach młodzieży

Jest jednak jedna iskierka nadziei, która płonie jasno: młodzież. "Najbardziej żywotną częścią Kościoła w RPA jest bez wątpienia młodzież", mówi z przekonaniem.

Wielu młodych ludzi nie daje się porwać światowym ideologiom i szuka głębokich powodów, by wierzyć, żyć i mieć nadzieję.

"To właśnie z powodu kryzysu tożsamości młodzi ludzie dogłębnie badają tę kwestię. I chociaż wielu z nich ledwo wiąże koniec z końcem, wciąż mają nadzieję, że Bóg da im rozwiązanie".

Większość wiernych katolików w jego kraju, zwłaszcza młodych, żyje skromnie, zarówno w sposobie, w jaki prezentują się światu, jak i podczas liturgii. Dla tego młodego seminarzysty z RPA, przyszłość Kościoła jest autentyczność: prostota, prawda i wierność.

Dziś, w języku, którego wciąż się uczy i w kulturze bardzo odmiennej od jego własnej, Sthabiso podejmuje ciche, ale zdecydowane kroki w kierunku święceń kapłańskich. Jest w Hiszpanii zaledwie od roku i wkrótce rozpocznie drugi rok studiów licencjackich z teologii.

Svocación sacerdote Sthabiso Sudáfrica seminarista
Sthabiso jest zaangażowany w pracę duszpasterską Kościoła.

Marzenie o powrocie do uzdrawiania miłością Chrystusa

Jego pragnieniem jest powrócić pewnego dnia, jako ksiądz, do zranionego serca swojej ojczyzny. Dlatego każda lekcja, każda modlitwa, każdy wysiłek ma jasny cel: mężczyźni i kobiety z jego ukochanego Eshowe, spragnieni autentycznej wiary. "Dziękuję Bogu za moje powołanie i pragnę z całego serca odpowiedzieć całą moją miłością na to wezwanie.

Ostatecznie miarą serca pasterza są zranione owce, które ma nadzieję spotkać i objąć miłością Chrystusa.


Marta Santín, dziennikarz specjalizujący się w tematyce religijnej.

Co oznacza posługa duszpasterska dla seminarzysty?

Na drodze do kapłaństwa seminarzyści są formowani nie tylko w zakresie studiów teologicznych czy życia duchowego. Przygotowują się również do wykonywania kluczowego i głęboko ludzkiego zadania: towarzyszenie, służenie i opieka nad ludźmi w ich życiu wiary. Nazywa się to posługą duszpasterską: doświadczenie, które nie tylko wzbogaca ich formację, ale także pozwala im doświadczyć, jak będzie wyglądała ich przyszła posługa kapłańska.

W Fundacji CARF towarzyszymy setkom seminarzystów z całego świata, którzy dzięki pomocy naszych dobroczyńców otrzymują integralną formację. Zasadniczą częścią tej formacji jest właśnie opuszczenie klasy i oratorium lub kaplicy seminarium, aby spotkać się z ludźmi tam, gdzie się znajdują. Ale co tak naprawdę oznacza to zadanie, jaka jest jego funkcja w seminarium, czy jest to tylko kolejna praktyka, czy coś istotnego?

Część serca posługi kapłana

Słowo to pochodzi od łacińskiego terminu pasterzco oznacza pasterza owiec. W Kościele ten ewangeliczny obraz odnosi się do opieki nad ludem Bożym, tak jak czynił to Jezus Chrystus, Dobry Pasterz. Przeżywanie duszpasterstwa jest zatem niczym innym jak wychodzić na spotkanie ludzi, prowadzić ich, słuchać ich, towarzyszyć im i oferować im pokarm wiary..

Dla seminarzysty ten aspekt formacji jest równie ważny jak studiowanie filozofii, teologii czy liturgii. Dzięki niemu przyszły kapłan uczy się:

Grupo de sacerdotes y seminaristas mostrando alegría en un contexto pastoral dentro de un edificio religioso.
Moment spotkania i radości na drodze formacji i służby.

To nie jest ćwiczenie akademickie: to spotkanie

Służenie innym w tych okresach pozaakademickich (Wielkanoc lub lato) nie jest częścią ćwiczeń akademickich ani prób zawodowych. To prawdziwe spotkanie z drugim człowiekiem. Z tego powodu od pierwszych lat seminarium formatorzy oferują seminarzystom różne zajęcia w parafiach, szkołach, szpitalach, rezydencjach, więzieniach lub w środowisku uniwersyteckim. Tam, zawsze w towarzystwie doświadczonych kapłanów, młodzi mężczyźni uczą się żyć tym, co później stanie się ich codziennymi zadaniami.

Wielu seminarzystów mieszkających w międzynarodowych domach, takich jak międzynarodowe seminarium Bidasoa (Pampeluna) lub Sedes Sapientiae (Rzym), odbywa praktyki w weekendy i święta. Pomimo wymagań akademickich na wydziałach kościelnych Uniwersytetu Nawarry lub Uniwersytetu w Rzymie, wielu seminarzystów odbywa praktyki w weekendy i święta. Papieski Uniwersytet Świętego KrzyżaPoświęcają ten czas, aby iść i służyć wszędzie tam, gdzie są potrzebni: prowadząc katechezę, odwiedzając chorych, organizując zajęcia dla młodzieży lub współpracując w niedzielnej liturgii.

Jóvenes seminaristas y sacerdotes católicos asisten a clase en un aula universitaria, vestidos con la sotana negra o camisa clerical con alzacuellos. Están atentos, tomando notas o usando portátiles, como parte de su formación intelectual y espiritual para vivir plenamente su vocación y el compromiso del celibato sacerdotal.

Nauka bycia pasterzem od samego początku

Seminarzysta nie czeka na święcenia, aby nauczyć się być pastorem. Szkolenie rozpoczyna się teraz. W tych prawdziwych doświadczeniach odkrywa wielorakie wymiary kapłana: pocieszenie dla tych, którzy cierpią, cierpliwość wobec tych, którzy wątpią, radość z ukrytej służby, uważne słuchanie tych, którzy szukają sensu w swoim życiu.

Jest to również kluczowy moment osobistej i duchowej dojrzałości. Służba "testuje" motywacje powołaniowe, oczyszcza serce seminarzysty i pomaga mu wzrastać w pokorze i wielkoduszności. Ponieważ sam nie może jeszcze udzielać sakramentów, jego rola koncentruje się na towarzyszeniu, słuchaniu i służeniubez pretensji, z prostoty świadectwa.

Świadectwa, które mówią o życiu

Wielu seminarzystów, którzy otrzymują stypendia szkoleniowe dzięki dobroczyńcom Fundacji CARF, dzieli się swoimi doświadczeniami i wiedzą. poruszające świadectwa jego doświadczenia życiowego. Pewien afrykański seminarzysta opowiadał niedawno, jak podczas wizyt w szpitalu nauczył się "widzieć Chrystusa w każdym łóżku, w każdej twarzy, w każdej ranie". Inny, z Ameryki, wyjaśnił, że podczas katechezy z dziećmi odkrył "czystą radość przekazywania wiary w prostych słowach, ale pełnych prawdy".

Te doświadczenia pozostawiają głębokie wrażenie. Nie tylko potwierdzają powołanie, ale także otwierają serce na miłość. Miłość, która będzie podstawą przyszłej posługi kapłańskiej: Bliski, dyspozycyjny, wesoły i oddany.

Etapy seminarium

Trening rozwija się stopniowo. W pierwszych latach działania są prostsze i zawsze im towarzyszą. W miarę postępów w formacji, seminarzyście powierza się coraz więcej obowiązków i zaprasza się go do bardziej bezpośredniego zaangażowania w życie wspólnoty.

W ostatnich latach formacji wiele seminariów utrzymuje ten zwyczaj przez rok lub przez bardziej intensywny etap integracji parafialnej. Kiedy seminarzysta zostaje wyświęcony na diakona, może teraz głosić kazania, chrzcić, udzielać ślubów i swobodniej towarzyszyć wiernym. Ten etap jest kluczowy, aby przygotować się do całkowitego poświęcenia, jakie niosą ze sobą święcenia kapłańskie.

Diacono vestido con el alba blanca con las manos en posición de rezar

Dziękujemy Państwu za umożliwienie tego

Ta służebna rola jest częścią głębokiej i realistycznej praktyki, która przygotowuje seminarzystów do zostania kapłanami według serca Chrystusa. Dzięki hojności dobroczyńców Fundacji CARF, setki młodych mężczyzn z całego świata nie tylko otrzymują pierwszorzędne wykształcenie akademickie, ale także są w stanie przeżyć te doświadczenia, które przekształcają ich powołanie w konkretne i radosne poświęcenie.

Towarzyszenie im w tej podróży jest inwestycją nadziei i przyszłości dla Kościoła powszechnego. Ponieważ tam, gdzie jest seminarzysta, który uczy się i daje siebie bez miary, tam będzie wierna wspólnota, która pewnego dnia będzie miała dobrze uformowanego, bliskiego i hojnego kapłana.

Samuel Pitcaithly, 9. seminarzysta z Nowej Zelandii

Samuel Pitcaithly dołącza do listy seminarzystów z Nowej Zelandii, którzy zostali przeszkoleni w ciągu 40 lat istnienia seminarium. Papieski Uniwersytet Świętego Krzyża (PUSC) w Rzymie. Wraz z tym seminarzystą jest teraz dziewięciu chłopców, którzy przeszli przez klasy uniwersyteckie, biblioteki i programy integralnej formacji i spersonalizowanej pomocy.

Samuel, joven neozelandés, posa en la cima de una montaña rodeado de naturaleza, con sudadera y gafas de sol.
Zanim odpowiedział na powołanie, Samuel mieszkał w swojej ojczyźnie, Nowej Zelandii.

Znany jako Śródziemie Tolkiena i bardzo zsekularyzowany kraj

Nowa Zelandia jest krajem najbardziej znanym z ekranizacji książki napisanej przez J. R. R. Tolkien, Władca Pierścieni, i nakręcony przez reżysera Petera Jacksona, a także przez jego hakaTradycyjny ceremonialny taniec Maorysów, rdzennych mieszkańców tego kraju, który jest obecnie znany na całym świecie dzięki narodowej drużynie rugby Nowej Zelandii, the All Blacks. Nikt jednak nie zna religijnego nowozelandzkiego Śródziemia Tolkiena z jego religijności.

W rzeczywistości społeczeństwo Nowej Zelandii jest wysoce zsekularyzowane: znaczna część populacji deklaruje brak przynależności religijnej. Samuel Pitcaithly jest jedynym studentem ze swojego kraju w PUSC.

Historia Samuela, który urodził się w Christchurch w Nowej Zelandii 22 listopada 1995 r., a obecnie jest studentem dwuletniej filozofii na Uniwersytecie Nowej Zelandii. Papieski Uniwersytet Świętego Krzyżadzięki grantowi badawczemu Fundacji CARF, jest dokładnie historią wielu młodych ludzi w jego kraju, którzy czasami dorastali z dala od wiary.

Ale nawet w tak odległym życiu można zapalić iskrę, która stopniowo staje się ogniem. W rzeczywistości, dziś ten młody student jest seminarzystą zakonnym należącym do hiszpańskiej wspólnoty Siervos del Hogar de la Madre i opowiada nam swoją historię rozświetloną powołaniem do zostania księdzem.

Odziedziczona, ale uśpiona wiara

"Nazywam się Samuel Pitcaithly i pochodzę z Nowej Zelandii, kraju Władca Pierścieni. Dorastałem w katolickiej rodzinie, ale podobnie jak w przypadku wielu młodych ludzi dzisiaj, wiara była tylko kolejnym aspektem mojego życia, bez większego znaczenia.

Dzięki łasce Bożej w naszej parafii istniała grupa młodzieżowa, do której uczęszczałem głównie dla zabawy z przyjaciółmi. Otrzymaliśmy dobre szkolenie i znalazłem wartościowych towarzyszy, którzy bardzo mi pomogli" - mówi Samuel.

Samuel, seminarista neozelandés, sonríe junto a su padre y sus dos hermanos, todos vestidos de manera formal.
Samuel z ojcem i braćmi w Nowej Zelandii, miejscu, w którym rozpoczął swoją podróż jako kapłan zakonny.

Spowiedź zmieniająca życie

W wieku 17 lat, podczas obozu dla młodych liderów katolickich, Samuel miał bardzo silne doświadczenie z Bogiem. Ostatniego wieczoru odbyła się liturgia pojednania. Uczestnicy otrzymali długopis i papier i zostali poproszeni o spisanie wszystkich swoich grzechów przed pójściem do spowiedzi.

"Na początku napisałem to, co zwykle: argumenty, skargi... ale wkrótce Pan zaczął przypominać mi o rzeczach, o których zapomniałem, które ukryłem lub zminimalizowałem. Wypełniłem całą kartkę i byłem zaskoczony jej ilością. Kiedy poszedłem do spowiedzi, kiedy otrzymałem rozgrzeszenie, poczułem ogromny ciężar spadający z moich ramion i bardzo mocno doświadczyłem miłości Jezusa. Naprawdę zrozumiałem, że On umarł za mnie. I poczułem, że w odpowiedzi muszę coś dla Niego zrobić.

Poszukiwanie znaczenia

Od tego czasu zaczął się modlić i chodzić na msze z własnej inicjatywy. Pomagał w grupie młodzieżowej i kontynuował naukę, studiując inżynierię na uniwersytecie. Jednak ten początkowy ogień z czasem zgasł.

Na ostatnim roku zdecydował się wziąć udział w rekolekcjach. Tam, podczas adoracji przed Najświętszym Sakramentem, zapytał Jezusa, co powinien zrobić ze swoim życiem. Podczas gdy wszyscy jego przyjaciele szukali pracy, Samuel czuł pustkę.

"Poprosiłem Jezusa, aby pomógł mi znaleźć pracę. I wtedy, w moim sercu, poczułem Jego wyraźny głos: 'Chcę, żeby dał mi Pan dwa lata'.

Byłem zaskoczony. Nie spodziewałem się tego. Ale poczułem ten sam głęboki spokój, który czułem wiele lat wcześniej. W tym wyznaniu wiedziałem, że Jezus mnie prowadzi" - wspomina ze wzruszeniem.

Opatrznościowa ścieżka: NET i Gorączka nocy

Przyjaciele powiedzieli mu o NET (Krajowe zespoły ewangelizacyjneSamuel był członkiem Krajowych Zespołów Ewangelizacyjnych, grupy misjonarzy, którzy pracują z młodymi ludźmi w różnych krajach. Samuelowi wydawało się to idealne: mógł służyć Panu, pracować z młodymi ludźmi i zobaczyć świat. Zapisał się i został wysłany do parafii w Dublinie w Irlandii.

"Organizowaliśmy tam grupy młodzieżowe, katechezy, przygotowanie do bierzmowania i współpracowaliśmy przy takich wydarzeniach jak Gorączka nocyWydarzenie miało miejsce w centrum Dublina: wystawienie Najświętszego Sakramentu, muzyka uwielbienia, świece i wolontariusze zapraszający przechodniów do wejścia i spędzenia chwili z Jezusem.

Wielu, nawet tych dalekich od wiary, miało tam bardzo silne doświadczenia" - mówi.

Samuel de adolescente, sonrie junto a tres amigos un coche durante el NET en Irlanda.
Samuel z trzema przyjaciółmi podczas pobytu w Irlandii jako NET.

Spotkanie ze sługami Domu Matki

"Podczas jednej z tych nocy Gorączka nocyZobaczyłem młodego księdza w sutannie, żonglującego ogniem, otoczonego przez wesołych młodych ludzi. Byli to Słudzy Domu Matki. Byłem pod wrażeniem ich radości, ich młodości, ich pasji wiary". Poznał ich i zakochał się w ich trzech misjach:

  1. Obrona Eucharystii;
  2. Obrona czci Matki Bożej, zwłaszcza Jej dziewictwa;
  3. Podbój młodych ludzi dla Jezusa Chrystusa.

Pod koniec tej nocy powiedział do towarzysza: "Jeśli Bóg powoła mnie do kapłaństwa, to będzie to z nimi".

Powołanie do kapłaństwa zostaje potwierdzone

W tym samym roku pojechał z nimi na pielgrzymkę do Hiszpanii. Kiedy znalazła się w kaplicy Domu Macierzystego, poczuła się jak w domu. Rok później, w 2020 roku, dołączył do wspólnoty.

"Dziś, gdy patrzę wstecz, widzę wyraźnie, jak Bóg prowadził mnie krok po kroku. Dziś właśnie ukończyłem pierwszy rok studiów kapłańskich na Papieskim Uniwersytecie Świętego Krzyża. To błogosławieństwo móc formować się w sercu Kościoła, w otoczeniu seminarzystów i profesorów z całego świata, którzy dążą do świętości" - wspomina.

Dziękuję dobroczyńcom Fundacji CARF.

Samuel chciałby podziękować dobroczyńcom Fundacji CARF za ich modlitwy i wsparcie: "Jestem głęboko wdzięczny za wszystko, co robicie, aby ta podróż, moja i wielu innych seminarzystów i księży z całego świata, była możliwa. Trzymam Państwa bardzo mocno w moich modlitwach i, jeśli Bóg pozwoli, pewnego dnia będę mógł ofiarować Mszę Świętą za Państwa i w Państwa intencji.

Niech Bóg i Matka Boża obficie Pana błogosławią".


Gerardo FerraraAbsolwent historii i nauk politycznych, specjalizujący się w Bliskim Wschodzie. Przewodniczący samorządu studenckiego na Papieskim Uniwersytecie Świętego Krzyża w Rzymie.

Seminarzysta Xudong pod wrażeniem Hiszpanii

Xudong FengPrzybył z Taiyuan, starożytnej diecezji w północnych Chinach; przybył z szeroko otwartymi oczami, sercem pełnym wiary i drżącą duszą. Po raz pierwszy opuścił swój kraj i chociaż był przytłoczony niepewnością i trudnościami językowymi, Coś wewnątrz niego mówiło mu, że nie przyjechał tylko po to, by się uczyć: przyjechał, by się rozwijać.

Wraz z Xudong Pedro Mari, dwóch innych seminarzystów z Chin, mieszkających w Międzynarodowym Seminarium Bidasoa i studiujących na wydziałach kościelnych Uniwersytetu Nawarry, będzie tego lata prowadzić pracę duszpasterską w Madrycie, współpracując z księżmi parafialnymi w zadaniach liturgicznych i katechetycznych.

Rodakami Xudong Pedro Mari są Pengfei Wang (José Pedro), który należy do archidiecezji Taiyuan i właśnie ukończył pomostowe studia licencjackie z teologii oraz Zhinqinag Duan, (Paul) z archidiecezji pekińskiej, który jest studentem czwartego roku studiów licencjackich z teologii.

Xudong Feng seminarista chino bidasoa

Kościół powszechny

Razem z Xudong Pedro Mari, Pengfei José Pedro i Zhinqinag Pablo, 28 innych seminarzystów z różnych krajów udadzą się do parafii w Madrycie w miesiącach letnich. Ta grupa młodych ludzi będzie współpracować z księżmi parafialnymi w przygotowaniu sakramentySzkoła jest zaangażowana w katechezę, katechezę i inne działania duszpasterskie i liturgiczne w ramach integralnego procesu formacji.

W Międzynarodowym Seminarium Bidasoa Xudong Pedro Mari znalazł coś, czego się nie spodziewał. W tym zakątku Pampeluny nie tylko poznał przyjaciół z prawie wszystkich kontynentów - Afryki, Ameryki Łacińskiej, Europy, Azji - ale także odkrył "piękno prawdziwie uniwersalnego Kościoła", jak mówi. Każda rozmowa, każda wspólna uroczystość, każde danie, którego spróbował lub zwyczaj, którego się nauczył, były dla niego lekcją komunii.

"Na początku było mi bardzo trudno mówić. Nie rozumiałem dobrze języka, ale stopniowo zacząłem rozumieć. Dziś mogę powiedzieć, że rozumiem więcej niż słowa; rozumiem serca" - mówi Xudong Pedro Mari z przyjaznym uśmiechem.

Xudong Feng seminarista bidasoa

Duchowe środowisko Hiszpanii

Xudong Pedro Mari studiuje na Uniwersytecie im. Uniwersytet Nawarry dzięki wsparciu Fundacji CARF. Każdego dnia przemierza korytarze Wydziałów Kościelnych z notatnikiem w ręku i głębokim przekonaniem, że jego powołanie jest darem dla innych.

Xudong Pedro Mari był pod szczególnym wrażeniem, duchowe środowisko, które znalazł w Hiszpanii. "Jest tu wiele kościołów. Nawet na uniwersytetach, w szpitalach... W powietrzu czuć wiarę. To coś, co odżywia mnie wewnętrznie, przypomina mi, że Kościół żyje" - wykrzykuje.

Z Nawarry dzieli się z rodziną każdym odkryciem. "Opowiadam im o wszystkim: kulturze, zwyczajach, jedzeniu, sposobie przeżywania wiary. Są bardzo szczęśliwi. Cieszą się, że się tutaj uczę, bo wiedzą, że lepiej wrócić do domu".

Xudong Feng seminarista bidasoa

Trudności Kościoła w Chinach

Jego domem jest Taiyuan, diecezja licząca ponad 100 000 katolików, gdzie ofiara wielowiekowych prześladowań wciąż unosi się w powietrzu. "Kościół w Chinach wiele przeszedł. Od dynastii Tang w VII wieku, z Kościołem nestoriańskim, po przybycie jezuitów w XVI wieku. Było wiele trudności, ale wiara wciąż istnieje, jak płomień chroniony przez stare ręce"..

Xudong Pedro Mari ze wzruszeniem wspomina, jak jego powołanie zrodziło się w tej krainie wierności: "Mój dziadek i moi rodzice nauczyli mnie chodzić na Mszę św. każdego dnia, odkąd byłem dzieckiem. To nie był obowiązek, to było dziedzictwo. Tak zacząłem czuć, że chcę być księdzem".

Dziś, gdy kończy szkolenie, wie, że Chiny potrzebują wielu księży i misjonarzy.. Kościół rośnie, ale wciąż stoi przed wyzwaniami: napięciami społecznymi, niewielką wolnością w niektórych miejscach, a przede wszystkim potrzebą nadziei.

"Jestem tutaj dzięki wielu ludziom, którzy wierzą w nasze powołanie. Dzięki Fundacji CARF mogę dobrze się szkolić, aby lepiej służyć. Wiem, że moja podróż nie kończy się w Nawarze: dopiero się zaczyna. Chcę wrócić do mojego ludu, do mojej diecezji i oddać to, co otrzymałem.

Xudong Pedro Mari, seminarzysta o orientalnych oczach i uniwersalnym sercu, idzie powoli, niespiesznie, ale stanowczo. Jego historia jest historią tysięcy chrześcijan w Chinach, którzy w ciszy i wierności nadal podtrzymują wiarę. Jest to także historia Kościoła bez granic, w którym młody człowiek z Taiyuan może znaleźć w Hiszpanii dom dla swojego powołania.

Xudong Feng seminarista bidasoa

Marta Santín, dziennikarz specjalizujący się w tematyce religijnej.

"Bóg nadal wzywa i nie zapomina o Wenezueli".

Leonardo urodził się w El Tigre (Wenezuela), ale dorastał w Pariaguán, "mieście, któremu Bóg dał piękne zachody słońca, które można podziwiać na wielkim płaskim horyzoncie, gdy słońce zachodzi", mówi Leo.

Zachował swoje najlepsze wspomnienia z tej wioski z rodziną i przyjaciółmi, do której zawsze wracał na wakacje podczas pobytu w seminarium w Wenezueli, aby być z rodziną i pomagać w parafii.

Spędził tam dzieciństwo w towarzystwie matki i babci, dwóch kobiet, które zasiały w nim ziarno wiary. "Moja rodzina jest darem Boga dla mnie", wyznaje z czułością. Jest najmłodszym z czwórki rodzeństwa i chociaż jego ojciec był nieobecny, ciepło domu, niedzielna katecheza i przykład starszych dały mu głębokie poczucie wspólnoty.

Teraz jego siostrzeńcy i siostrzenice są radością dla nich wszystkich. "Dla mnie rodzina jest istotną częścią mojego życia w każdym aspekcie". Leo ze smutkiem wspomina, że niektórzy członkowie jego rodziny nie mieli innego wyboru, jak tylko opuścić Wenezuelę z powodu sytuacji politycznej.

Powiedzenie Panu "tak" i otrzymanie dobrej formacji

To właśnie w okresie dorastania, pomagając jako ministrant, śpiewając podczas Mszy Świętej lub uczestnicząc w Legionie Maryi, zaczął zastanawiać się nad swoją przyszłością. W wieku 17 lat zdecydował się powiedzieć Panu "tak", zachęcony bliskim świadectwem swojego proboszcza. "Pan powołał mnie w najzwyklejszym momencie: jako młodego człowieka, który chciał coś zrobić ze swoim życiem".mówi. I tak Leonardo zdecydował się na tę piękną przygodę, która urzeka go coraz bardziej każdego dnia.

Obecnie znajduje się w Międzynarodowe seminarium BidasoaJest studentem wydziału kościelnego Uniwersytetu Nawarry. Został wysłany przez swojego biskupa, bpa José Manuela Romero Barriosa, aby służyć młodej diecezji El Tigre, która właśnie skończyła siedem lat.

"Jak mówi mój biskup, siejemy to, co inni będą zbierać. Istnieje ogromne zapotrzebowanie na kapłanów i ważne jest, abyśmy byli dobrze wyszkoleni, nie dla siebie, ale dla ludzi, którzy mają prawo do dobrych duszpasterzy.

Leonardo posa subido a una motocicleta en su pueblo nata, en Venezuela, mientra piensa en Dios.

Wenezuela, szansa na ewangelizację

W Wenezueli, gdzie niedobory i napięcia społeczne naznaczyły pokolenia, Leonardo nie widzi zniechęcenia, ale misję. "To wspaniała okazja, aby pocieszyć pokorny naród, który cierpi. Ewangelizować dzisiaj to być blisko, słuchać, przedstawiać Bogu rany wszystkich. I zaufać"..

Leonardo wspomina, że Trudności zawsze były obecne w życiu Kościoła, zarówno w Wenezueli, jak i w innych krajach.. "To właśnie w tych trudnościach możemy znaleźć okazję, aby zanieść Pana Jezusa wszystkim tym ludziom, którzy cierpią i pragną Go" - mówi.

Wymaga to wiele dialogu, szacunku, a przede wszystkim umiejętności słuchania i towarzyszenia ludziom, którzy żyją w udręce, z trudnościami, ale także z radością i tęsknotą za Bogiem. "To jest sposób na wprowadzenie zmian w moim kraju, poprzez wspieranie wiary tych wszystkich ludzi i ufanie w Boże miłosierdzie" - mówi z nadzieją.

Ksiądz XXI wieku

Do wprowadzenia tej zmiany potrzebni są dobrze wyszkoleni księża. Kiedy zapytaliśmy Leonarda jaki powinien być ksiądz w XXI wiekuNie waha się: "Musi być kimś, kto słucha, kto pociesza, kto nie osądza. Bożym narzędziem przebaczenia. Człowiekiem modlitwy, zdolnym widzieć człowieka twarzą w twarz, a nie tylko z ekranu lub za pośrednictwem sieci społecznościowych. Ubogim, wolnym, pokornym świadkiem, który ufa Bożym planom.

Ten młody seminarzysta ma jasny cel i to jest jego zobowiązanie: być formowanym na kapłana, który jest uważny, pełen szacunku, poinformowany o wydarzeniach na świecie, ale także zdolny do głębszego wniknięcia w swój szczególny kontekst, w którym się znajduje.

Un grupo de jóvenes durante una peregrinación mariana posan felizes en la cima de una montaña.

"Że ludzie, którzy widzą księdza zobaczyć kogoś, komu mogą zaufać i znaleźć w nim wsparcie. Kapłan naszych czasów musi być posłuszny i gotowy cierpieć wszelkie nieszczęścia, aby głosić Słowo Boże, aby nieść Jezusa wszystkim"., zauważa.

Sekularyzacja wśród młodych ludzi

W coraz bardziej zsekularyzowanym świecie nie traci nadziei i optymizmu, głównie dlatego, że każdego dnia widzi, że wielu młodych ludzi czuje Boże wezwanie.

"Przyciągnięcie młodych ludzi do wiary wymaga zrozumienia i bliskości, ale przede wszystkim modlitwy.Ponieważ wszystkie strategie ewangelizacyjne byłyby jałowe, gdybyśmy nie zaufali Bogu i nie oddali się w Jego ręce. Chrystus nadal urzeka, ale musimy wiedzieć, jak Go przedstawić w sposób, który do nich przemówi."mówi entuzjastycznie.

Młody Leonardo doskonale rozumie dzisiejszą młodzież, ponieważ sam należy do tzw. pokolenia Zeta. Z tego powodu przypomina nam, że aby ewangelizować młodych ludzi, konieczne jest zrozumienie ich dzisiejszego sposobu myślenia.

"To bardzo złożona rzeczywistość. Jednak ksiądz może podejść i wysłuchać obaw młodych ludzi, sprawić, że zobaczą, że istnieją znacznie głębsze rzeczy i że w Bogu leży nasze szczęście".

Humberto Salas, sacerdote de Venezuela junto a algunos monaguillos de su parroquia.

Więzi między Hiszpanią a Wenezuelą

Leonardo mówi nam również o więzi między Hiszpanią a Wenezuelą i pozostawia nas z przesłaniem do refleksji: "Europa przyniosła wiarę do Ameryki, ale Europa traci wiarę, a Ameryka ją zachowuje i podtrzymuje".

Dla niego Wenezuela i Hiszpania mogą się uzupełniać pod każdym względem: "Hiszpania nas powitała, a my możemy zaoferować im tylko to, co w nas najlepsze. Ludzkie i chrześcijańskie wartości Wenezuelczyków są szklanką świeżej wody dla całej Hiszpanii i Europy.Historia i tradycja Europy pomaga poszerzyć horyzonty wszystkim, którzy tu przyjeżdżają.

Z tego powodu jest bardzo szczęśliwy, że jest w Hiszpanii i mieszka w Międzynarodowym Seminarium Bidasoa, gdzie znalazł dom: "To imponujące widzieć seminarzystów z tak wielu krajów, którzy tęsknią za tym samym. Tutaj nawiązałem przyjaźnie, modliłem się, studiowałem. To atmosfera sprzyjająca rozwojowi. Można poczuć Kościół powszechny".

Leonardo wie, że jego droga jest wymagająca, ale nie waha się. Ponieważ istnieje pewność, która go podtrzymuje: Bóg nigdy nie przestaje wzywać. A on, ze spokojem i radością, już odpowiedział.


Marta Santín, dziennikarz specjalizujący się w tematyce religijnej.