Fundación CARF
Darowizna

Msza Święta – pełnia czasów

18/06/2026

La Santa Misa y la Plenitud de los Tiempos

Ricardo Sada rozważa temat Mszy Świętej jako życiowego centrum chrześcijanina, w której aktualizuje się ofiara Chrystusa. Kapłan zachęca do uczestnictwa w niej z wiarą i punktualnością, aby na nowo odkryć naszą duchową tożsamość, ponieważ jesteśmy bardzo umiłowanymi dziećmi Boga.

W niniejszej medytacji ojca Ricardo Sady analizuje się, w jaki sposób Msza św. nadaje nowe znaczenie ofierze Chrystusa, ujawniając naszą tożsamość jako dzieci Boże i stając się istotnym centrum życia każdego chrześcijanina.

«Wiemy, że Biblia jest Słowem Bożym; nie są to słowa czysto ludzkie, choć zostały spisane przez świętych pisarzy, lecz jest to Słowo objawione, Słowo życia wiecznego.

A nauka, którą przekazuje nam św. Paweł, brzmi: "Gdy nadeszła pełnia czasów, Bóg posłał swojego Syna, zrodzonego z kobiety, zrodzonego pod Prawem".

Gdy nadeszła pełnia czasów, gdy nadszedł kluczowy moment w historii ludzkości, gdy minęło już kilka tysięcy lat – nie wiemy dokładnie ile – od grzechu pierworodnego, a lud Izraela został wybrany, aby w nim narodził się Mesjasz, gdy wszystko było już przygotowane, Bóg posłał swojego Syna. Swojego jedynego Syna, zrodzonego z kobiety, zrodzonego pod Prawem. Zrodzony z kobiety, przyjął ciało w łonie kobiety i dlatego jest prawdziwym człowiekiem, a jednocześnie prawdziwym Synem Bożym.

A po co? Św. Paweł mówi: "Abyśmy osiągnęli pełnię synostwa". Nie jest to coś, co pozostaje jedynie w Słowie Bożym, lecz głęboko nas dotyczy. Dlatego Kościół mówi: "Chrystus objawia człowiekowi samego człowieka". Chrystus odkrywa przed nami głęboką tajemnicę człowieka. Czym jest człowiek? Kim pan jest? A kim ja jestem?

Msza święta, wyniesiona do rangi boskiego porządku

Jesteśmy duchem wcielonym, stworzonym ku wiecznej jedności z Bogiem, aby żyć w intymnej bliskości z Bogiem, ponieważ Bóg łączy nas ze swoim Synem i obdarza nas życiem swojego Syna. Dlatego też mówi nam: "To właśnie jesteś – jesteś duchem przebywającym w ciele". Ale to nie wszystko – nie są Państwo jedynie ciałem i duszą, lecz dzięki posiadaniu duszy mają Państwo zdolność wzniesienia się do rangi boskości.

Uważam zatem, że ważne jest, abyśmy zawsze nieco korygowali nasze wyobrażenie o tym, czym jest człowiek, oraz o tym, kim my sami jesteśmy. Pan nie jest ciałem, pan posiada ciało. Jest Pan przede wszystkim duszą, jest Pan duchem. Jest Pan duchem. Gdyby nie miał Pan ciała, byłby Pan aniołem. Ale ponieważ ma Pan ciało, jest Pan człowiekiem.

Jednak to, co ma znaczenie, to nie tyle pańskie ciało, choć widzimy na przykład, że dokonują się ogromne, no nie wiem, postępy medyczne, prawda? To dobrze, że przynoszą one ulgę ciałom. Jednak w końcu wszystkie ciała umrą, ulegną rozkładowi i przeminą z tego czy innego powodu, ale dusza żyje wiecznie.

I tak jak często martwimy się o zdrowie naszego ciała, udajemy się do lekarza, otrzymujemy leki, przechodzimy kurację i tak dalej, tak samo nie możemy uważać, że dusza jest mniej ważna – wręcz przeciwnie.

Że jesteśmy przede wszystkim duchem, duchem w ciele, ale ten duch i to ciało, wyniesione do rangi dzieci Bożych, uświęcone przez łaskę, łaskę uświęcającą. Łaska ta jest życiem Chrystusa, które przekazywane jest nam niczym transfuzja krwi, która zamiast krwi wlewa w nas boskość.

Zagłębić się w tajemnicę miłości

Cóż, powinniśmy więc właściwie doceniać samych siebie. Jesteśmy o wiele więcej, niż się wydaje. Wczoraj mówiliśmy, że człowiek powinien przypominać ptaki, ponieważ potrafi latać i śpiewać, a oto Bóg mówi nam: "Spójrz, nie ma dla ciebie ograniczeń w lataniu, twój duch może latać bez końca". Podobnie jak ciało ma wiele ograniczeń – męczy się i może unieść tylko określoną liczbę kilogramów, biegać z określoną prędkością – tak nie jest w przypadku Państwa duszy; Państwa dusza może wznosić się w górę bez końca, nie ma dla niej żadnych ograniczeń. Nie ma dla niej ograniczeń w miłości.

Cóż, to właśnie jest tajemnica – tajemnica każdego człowieka – i właśnie dlatego podczas rekolekcji lub chwili modlitwy zawsze dążymy do tego, aby, powiedzmy, zagłębić się w swoje wnętrze; to właśnie tam mieszka prawda; w Pańskim wnętrzu jest miejsce dla Boga; to właśnie tam dochodzi do spotkania.

Chrystus bowiem objawia człowiekowi samego siebie i pozostawia nam sakramenty. On sam jest sakramentem. Czym jest sakrament? Sakrament to rzecz namacalna, która posiada lub zawiera łaskę niewidzialną. A Chrystus jest tajemnicą, ponieważ ludzie, którzy Go widzieli, dostrzegali w Nim człowieka, który przemawiał, wykonywał pewne gesty i dokonywał cudów. Jednak ci, którzy mieli wiarę, dostrzegali w Nim również Syna Bożego – sakrament.

A potem mówi: "Zostawię wam sakramenty jako znaki mojej obecności, abyście o mnie nie zapomnieli, abyście zawsze o mnie pamiętali". I pozostawia nam siedem sakramentów.

Chciałem, abyśmy porozmawiali nieco o Eucharystii, ale nie o Eucharystii jako o konsekrowanej hostii, lecz o Eucharystii jako o samym obrzędzie jej sprawowania. To, co nazywa się Eucharystia w trakcie sprawowania, to znaczy w samym jej sprawowaniu, które jest ofiarą mszalną, świętą ofiarą mszalną. Oby ta krótka refleksja nad mszą sprawiła, że wzrośnie nasza wiara i wzrośnie nasza miłość.

Miłość Chrystusa na Kalwarii

Ponieważ jest to rzeczywistość, która – jeśli spojrzymy na nią powierzchownie – może wydawać się bardzo nudna. Zawsze to samo. Ech, "mógłbym robić o wiele ciekawsze rzeczy". Mam, no nie wiem, cały świat rozrywki w telefonie i tak dalej, ale to jest bardzo powolne i zaczynam zasypiać, a poza tym może przyszedłem, no nie wiem, nie było miejsca, a poza tym nie podoba mi się sposób, w jaki ten ksiądz mówi, albo jak głosi kazanie". I ponownie mówimy: "proszę spróbować się zagłębić, proszę spróbować dotrzeć do sedna”. A co pan/pani robi, będąc na mszy? Bierze pan/pani udział w ofierze Chrystusa na Kalwarii.

Wszyscy jesteśmy zatem wezwani do pogłębiania naszej wiary, a także do modlitwy, na przykład w intencji księży. Jest to bardzo ważne, ponieważ my, księża, odprawiamy wiele mszy świętych. Wczoraj zadzwonił do mnie ksiądz z pytaniem, czy mógłbym mu pomóc, ponieważ miał wiele mszy. Odpowiedziałem mu: "Słuchaj, proszę mi wybaczyć, ale ten drugi ksiądz nie będzie tutaj i nie mogę przyjechać, ale cóż, proszę dać mi znać ponownie".

Być może miałby odprawić cztery lub pięć mszy w niedzielę lub w dzień, w którym obowiązuje uczestnictwo we mszy. Mówimy: "Słuchaj, a czy po trzeciej mszy, po czwartej mszy, nie zaczyna pan jakby tracić wiary? Czy nie czuje pan zmęczenia? Albo czy nie pojawia się jakaś odrobina znużenia z powodu odprawiania mszy? Być może traci Pan już głos i ma Pan chrypkę, ponieważ dużo Pan mówił i podczas każdej mszy wygłaszał homilię. A ponadto, ponieważ zgromadziło się tak wiele osób, musiał Pan stać przez długi czas".

Nie wiem, czy powinniśmy modlić się o to, by ten kapłan nigdy nie stracił świadomości, że aktualizuje ofiarę Chrystusa. I że najważniejsze nie jest liturgia słowa ani – nie wiem – seria ogłoszeń parafialnych, które nam przekazują, ale że najważniejsze jest podwójne konsekrowanie. Ten moment, w którym osobno konsekruje się chleb i wino, symbolizujące krwawe rozdzielenie Ciała i Krwi Jezusa na Kalwarii. A boska mądrość znalazła cudowny sposób, by uczynić ten moment obecnym.

Miesiąc nisan

Żaden z nas nie był obecny w Jerozolimie 14 dnia miesiąca nisan w roku 33, w godzinach od 12:00 do 15:00. Nie, nie byliśmy tam. Ale On mówi: "Spójrz, teraz dam ci szansę, byś tam był. Będziesz obecny podczas ofiary na Kalwarii. Wyruszysz ze swoją wiarą niczym statek kosmiczny, który przeniesie Pana przez czas i przestrzeń i umieści Pana w Jerozolimie tego dnia i o tej godzinie. A Pańska wiara powie Panu: 'Oto Pan tu jest'”.

"Oto jesteście tutaj, a nie ma innego Chrystusa, który umiera w pełni czasów”. Kiedy oś Ziemi zaczyna sprawiać, że wszystko kręci się wokół krzyża Chrystusa. Wszystko tam się rozstrzyga.

Dlatego kapłan, po dokonaniu podwójnej konsekracji, mówi: "To jest sakrament naszej wiary". Tajemnica. Słowo "sakrament" oznacza tajemnicę. Tajemnica – widzę jedną rzecz, ale kryje się za nią o wiele więcej. "Wiary", ponieważ nie tworzymy tu żadnych efektów specjalnych. Nie odtwarzamy przecież filmu ani odgłosów uderzeń młotka podczas przybijania Chrystusa do krzyża, ani krzyków żołnierzy czy tłumu, ani też siedmiu słów Jezusa, prawda? Nie mówimy przecież: „Krew spływa, a On właśnie teraz, no nie wiem, wypowiada to czy tamto słowo”, prawda?

Jednak wiara mówi nam, że w podwójnym poświęceniu Ciało i Krew Chrystusa są oddzielone. Zatem Chrystus jest martwy, właśnie umarł. Właśnie umarł, jest martwy. Odbiorca mówi: "To jest sakrament naszej wiary, głosimy Twoją śmierć". Tak, umarłeś. I ta tak głęboka tajemnica sprawia, że następnie mówimy: "ale głosimy Twoje zmartwychwstanie".

On zmartwychwstał. Zmartwychwstały to ten sam, który był martwy, dlatego Zmartwychwstały ukazuje się z śladami gwoździ i ranami na rękach oraz w boku. Kończymy zaś słowami: "Przyjdź, Panie Jezu". Przyjdź już, aby ustanowić swoje królestwo, swoje ostateczne królestwo. Już się zaczęło, Pańskie królestwo już się rozpoczęło, ale prosimy, przyjdź, aby je w pełni ustanowić.

Co dzieje się podczas Mszy św.?

Dlatego dobrze, że tak bardzo cenimy mszę świętą. Obyśmy mogli ją zrozumieć – choć, jak już wspomniałem, nigdy nie zrozumiemy jej w pełni, ale przynajmniej nieco lepiej. Z Bożą pomocą i dzięki Duchowi Świętemu obyśmy nieco lepiej zrozumieli mszę świętą i postrzegali ją jako ogromny, ogromny przejaw Bożej miłości, jako prawdziwą eksplozję miłości.

I abyśmy również zrozumieli, jak wielki może być ból Chrystusa, gdy nie doceniamy Mszy świętej lub po prostu nie uczestniczymy w niej, gdy nie traktujemy jej jako absolutnego priorytetu, który nadaje sens nie tylko niedzieli, ale całemu tygodniowi.

Co dzieje się podczas mszy? Jak już wspomnieliśmy, Chrystus umiera, a tym samym otwierają się przed nami bramy nieba, które były zamknięte z powodu grzechu naszych przodków. Teraz znów możemy wejść do nieba, ponieważ Jezus zapłacił za nasze odkupienie swoją nieskończoną miłością.

Ponadto ratujemy dusze z czyśćca. Dlatego tak dobry jest ten zwyczaj, że gdy umiera ktoś bliski, zawsze, bez wyjątku, staramy się odprawić mszę świętą, a potem, jeśli to możliwe, dziewięciodniową serię mszy, a jeśli nie, to co miesiąc, a jeśli nie, to co roku, ponieważ każda msza wyciąga dusze z czyśćca. Być może ta osoba, nasz krewny, czy ktokolwiek inny, nadal przebywa w czyśćcu. Cóż, "ofiaruję Ci, Panie, tę mszę w intencji mojego zmarłego dziadka".

Pomogę mu wydostać się z czyśćca lub wyciągnę z czyśćca inne dusze. A kiedy stanę przed sądem, być może spotkam tam świętych, którzy powiedzą: "Będziemy o Panu mówić w samych superlatywach, ponieważ pomógł nam Pan wydostać się z czyśćca". Ponieważ ofiarował Pan również mszę w intencji nas, zmarłych.

Msza święta – jedna msza święta ma większą wartość niż modlitwy indywidualne. Czyż nie? Nie traćmy świadomości sakramentalnej mszy świętej; Kościół jest bowiem sakramentalny. A często słyszy się: "Nie, po prostu byłem już, na przykład, na jarmarku w Tepalcingo". No cóż, pojechał Pan więc na zakupy, czy też w jakim innym celu. "Nie, pojechałem obejrzeć Jezusa z Nazaretu". No dobrze, ale czy był pan na mszy, czy nie? "Byłem na procesji". Ale czy był pan na mszy, czy nie? Bo wszystko inne – nie próbujmy tego pomijać – nie jest aktem Chrystusa, nie jest działaniem Chrystusa o nieskończonej wartości.

W jednej z książek poświęconych mszy świętej czytamy: "Po konsekracji, podobnie jak na krzyżu, wszystko się wypełniło. On wciela się w dłonie kapłana, tak jak w łonie Maryi. Wszyscy jesteśmy przepełnieni łaską, a Pan jest z nami". Oto Jezus, który czyni dobro, uzdrawia wszelkiego rodzaju dolegliwości, dokonuje wszelkiego rodzaju cudów, przywraca wzrok niewidomym, rozmnaża chleb, uspokaja fale namiętności i cierpień oraz wskrzesza zmarłych do życia w łasce.

Oddając się całkowicie, tak jak w Wieczerniku, poświęcając się, tak jak w Ogrodzie Oliwnym, milcząc, tak jak w Jerozolimie, wznosząc się, tak jak na Kalwarii, przelewając swoją krew, tak jak na krzyżu, chwalebny i żywy jak w dniu swojego zwycięstwa, wylewając na całe ludzkość swoje błogosławieństwo, swojego Ducha i swoją łaskę. O, głębia tajemnic Bożych! Któż nie poczuje się przytłoczony na samą myśl o tej ofierze, w której Bóg nieustannie dokonuje tego, co raz na zawsze dokonał na Kalwarii, stając się sam świątynią, ołtarzem, kapłanem i ofiarą?

Bóg daje wszystko

Bóg obdarza tak, jak na to zasługuje, prawda? Bóg obdarza w nieskończoności. Bóg czyni cuda naprawdę niewiarygodne. Nie tylko dlatego, że pozostaje w chlebie obecny swoim Ciałem i Krwią, swoją duszą i boskością, ale także dlatego, że sprawia, iż Jego ofiara staje się aktualna. Jak wielki to cud? Jeśli się nad tym zastanowić, to na przykład ile jest tabernakuliów? To znaczy, tutaj, w tym domu, jest ten, jest tabernakulum w administracji, jest w szkole, są też w domu rekolekcyjnym.

No cóż, a czy we wszystkich tych tabernakulach znajduje się kielich zawierający wiele hostii? A w każdej hostii jest Jezus, a także w każdym kawałku każdej hostii – jeśli hostię się podzieli, Jego obecność się powiela. A co, jeśli pomnoży się to przez wszystkie tabernakula na świecie? To właśnie jest cud. To znaczy, co za niesamowity cud.

Cóż, wszystko to wynika z wielkiego cudu miłości Bożej. I to samo moglibyśmy powiedzieć o miejscu, w którym właśnie się znajdujemy, na tej szerokości geograficznej, o tej porze – w tej chwili musi być przecież, nie wiem, 10, 15, 20 tysięcy mszy świętych odprawianych w tej chwili. A za godzinę odbędzie się kolejnych 10, 15, 20. Gdzie? Cóż, nie wiem, w Afryce, w Australii, w Japonii, a może nawet tutaj, bo być może odbywa się właśnie msza wieczorna, i cóż, w tej chwili w Meksyku zapewne odprawia się wiele mszy, ponieważ jest to msza wieczorna.

Ofiarowanie na Kalwarii

I cóż za cud, prawda? Że ofiara z Kalwarii staje się obecna tu i tam, sto razy, tysiąc razy – a kto jest w stanie to uczynić? Cóż, jedynie moc Boża – cud najwyższej rangi.

Powiedzmy więc: "Nie mogę przecież umniejszać daru Bożego", prawda? Byłoby bardzo smutne, gdybyśmy postrzegali to na przykład jako zwykły obowiązek. "Po prostu muszę tam pójść". Nie wyświadczają Państwo Bogu przysługi, idąc na mszę; to On wyświadcza Państwu ogromną przysługę, zapraszając Państwa. Jest zaproszenie, które brzmi: "Przyjdź na moją ofiarę, bądź przy mnie". Nie postępujcie jak Piotr i pozostali apostołowie, którzy odeszli i nie byli obecni podczas ofiary; obecni byli jedynie Maria, Jan i święte kobiety.

Apostołowie, wszyscy pozostali – cóż, Judasz już zdążył odejść, by się powiesić, ale pozostałych dziesięciu uciekło w popłochu. A Jezus mówi nam: "No cóż, idę ponownie, ponownie was wzywam, ponownie jestem z wami, ponownie pragnę, byście mi towarzyszyli, pocieszajcie mnie, czerpcie z wszystkich łask, które zamierzam wylewać podczas tej Eucharystii".

Po pierwsze dlatego, że dołączy Pan do uwielbienia, jakie składam Ojcu Niebieskiemu, a tym samym wypełnia Pan swój pierwszy obowiązek jako stworzenie, jakim jest oddawanie chwały Bogu. "Przecież ja też potrafię bardzo dobrze modlić się w domu". Tak, ale z kim pan się modli? Modli się pan wraz z Chrystusem, zjednoczony z Chrystusem, wraz z całym Kościołem. A to, co pan modli, jest modlitwą osobistą. Oto nadeszła chwila odkupienia, pełnia czasów. To właśnie tutaj na świat wylewają się wszystkie dobra, wszystkie łaski.

Prosimy więc, Panie, pomóż nam choć trochę to zrozumieć; pomóż wszystkim wiernym chrześcijanom, pomóż wszystkim kapłanom, abyśmy nie uczynili z Mszy św. czegoś banalnego, powierzchownego, czegoś czysto ludzkiego, prawda? Jakby to było przedstawienie, w którym najważniejszy jest kapłan, prawda? Najważniejszy nie jest jednak kapłan.

Gdyby najważniejszy był kapłan, postępowalibyśmy tak jak pastorzy protestanccy, którzy po zakończeniu – no nie wiem, jak to się nazywa – swojej niedzielnej liturgii, czytania psalmów i śpiewów, udają się do wejścia do kościoła i żegnają wszystkich wiernych.

Nie, chodzi tu o to, że "nie poszedłem spotkać się z księdzem takim a takim". Nie, nie, nie poszedłem spotkać się z księdzem – nie musi on wychodzić, by mnie powitać – poszedłem spotkać się z Chrystusem, aby być z Chrystusem. A zatem ksiądz ma tu drugorzędne znaczenie. "Po prostu nie podoba mi się jego ton głosu" – to nie ma znaczenia. O ile jest to ważnie wyświęcony kapłan, to właśnie on aktualizuje ofiarę Chrystusa.

Niech będzie to odpowiedni moment, największy skarb. Pewien autor pisze: "W chwili śmierci największym pocieszeniem będą dla Pana msze święte, w których z pobożnością uczestniczył Pan w ciągu swojego życia. Każda msza, w której Pan uczestniczył, będzie Pana towarzyszyć przed sądem Bożym i tam wstawi się za Panem, aby Pan uzyskał przebaczenie". To właśnie będzie Państwa największą pociechą. Nie tyle, nie wiem, jakiś uczynek miłosierdzia, który Państwo uczynili, prawda? Ponieważ znajduję się w chwili, w której Jezus składa ofiarę Ojcu, a ja dołączyłem do Niego, uczestniczyłem w niej z pobożnością. Jakże dobrze, że mamy tę świadomość.

Obyśmy więc mogli powiedzieć: "Msza święta jest centrum mojego życia". Tak lubił mawiać św. Josemaría: "To znaczy, niech będzie centrum Państwa życia". Nie ma nic ważniejszego – ani dzisiaj, ani jutro, ani po ukończeniu studiów, ani w żadnym innym momencie – niż uczestnictwo we Mszy świętej. Niech Msza Święta stanie się centrum niedzieli. "Po prostu nie zdążyłem pójść na Mszę". Cóż, proszę postawić ją na pierwszym miejscu, a zobaczy Pan, że zawsze znajdzie się na to czas. Jeśli umieści Pan ją na pierwszym miejscu, czyli w centrum, wszystko inne będzie krążyć wokół Mszy Świętej, tak jak planety krążą wokół Słońca.

Postaramy się uniknąć rutyny i będziemy uczestniczyć w tym z entuzjazmem. Być może – nie wiem – nie muszę śpiewać ani, no cóż, odpowiadać zbyt głośno, ale to, co naprawdę muszę zrobić, to być świadomym tego, co robię. Skupić uwagę, uwagę wewnętrzną. Również na zewnątrz nie będę się zachowywać jak ktoś rozkojarzony, prawda? Ale mogę po prostu patrzeć przed siebie i być myślami gdzieś daleko. Postaram się, hm, naprawdę aktywnie uczestniczyć, brać udział w ofierze.

Należy zadbać o odpowiednie przygotowanie i punktualność. Prawda? To znaczy, pomyślałem sobie: co będę robił, gdzie będę, pójdę na ofiarę Chrystusa, zjednoczę się z Nim, przyjdę z zapasem czasu. No bo często, jeśli spóźnię się, nie znajdę już miejsca do siedzenia i będę czuł się bardzo nieswojo. Nie, proszę przyjść wcześniej, nie spóźniać się, bo w przeciwnym razie znajdzie się tam, wśród tłumu ludzi z tyłu, a spóźnieni wciąż przybywają, co rozprasza uwagę. Cóż, przybyłem wcześniej i udało mi się zająć dobre miejsce.

Mogę również przyjść z konkretnym zamiarem, mówiąc: "Tę mszę, Jezu, ofiaruję Ci właśnie z powodu tej mojej potrzeby, w intencji tej osoby, Kościoła, Papieża, dusz w czyśćcu lub tego zmarłego członka rodziny". Chodzi więc o intencję ofiarowania, dlatego staramy się nie opuszczać niedzielnej mszy.

I właśnie na tym polega sens Mszy świętej, to znaczy na tym, jaką wagę przypisuję Bogu, prawda? A także na tym, jaką wagę przypisuje Mu każdy chrześcijanin. Msza święta jest bowiem dla mnie, dla Pana, dla każdego z nas – jest to Pańska Msza święta, Msza święta, podczas której jednoczą się Państwo z Jezusem.

A papież św. Jan Paweł II lubił mawiać, że to, co wydarzyło się na Kalwarii, ma miejsce również podczas każdej liturgii. Nie tylko śmierć Chrystusa, ale także, na przykład, obecność Maryi. Maryja jest na Kalwarii, Maryja jest na każdej mszy świętej, jest jedyną osobą, która nigdy nie opuszcza mszy. Może być na mszy tylko jedna starsza pani, a może nikogo nie ma, albo była jedna osoba, ale był to turysta, który wyszedł.

Cóż, ale jest Maria – ona nigdy nie opuszcza żadnej mszy, tak jak była na Kalwarii i od tamtej pory. Papież mówi również, że właśnie tam Jezus powtarza słowa, które skierował do Jana: "Oto twoja matka, a tobie powierzam twoją matkę". Pomiędzy konsekracją chleba a konsekracją wina Jezus jest ukrzyżowany, ale jeszcze nie umarł.

I właśnie wtedy wypowiada te słowa: "Niewiasto, oto syn twój" oraz "oto matka twoja", bo właśnie wtedy mi to daje, w tej chwili to przyjmuję i odczuwam tę radość, i starałam się przeżyć tę celebrację w skupieniu, z głębi serca, ponieważ się przygotowałam, bo być może już od soboty zastanawiam się: "O której godzinie pójdę jutro na mszę?" i "Jak mam się pospieszyć, żeby zdążyć i nie biegać w pośpiechu?".

I "postaram się przyjść nieco wcześniej i poświęcę chwilę na modlitwę" albo mogę powiedzieć: "wezmę ze sobą mszał lub poszukam w Internecie, jaka jest jutrzejsza msza, jakie jest jutrzejsze czytanie z Ewangelii i jakie są jutrzejsze modlitwy właściwe, trochę się nad nimi zastanowię i pomodlę się trochę tymi modlitwami".

»Przede wszystkim jednak zamierzam zjednoczyć się z sercem Jezusa, który ofiarowuje się Ojcu i zbawia nas; nie są Państwo już istotami czysto ziemskimi, nie są Państwo już nawet istotami czysto psychicznymi – mają Państwo boską naturę, ponieważ Jezus, umierając, obdarzył nas zdolnością do tego, byśmy i my stali się dziećmi Bożymi”.


Ricardo Sada Fernández, meksykański ksiądz z Prelatury Świętego Krzyża i Opus Dei, jest inżynierem informatyki oraz doktorem teologii. Wyświęcony w 1981 roku, posiada wieloletnie doświadczenie jako kaznodzieja i kierownik duchowy; jest autorem kilku książek i znany jest ze swojej strony internetowej www.medita.cc, który codziennie publikuje medytacje w formie plików audio.



Udział
magnifiercrossmenu linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram