«Hiszpania musi zachować wiarę, którą kiedyś nam przekazała».»

Al John Madrilejos Clet, 23 lata, filipiński seminarzysta mieszkający w Pampelunie, w międzynarodowym seminarium duchownym Bidasoa. Jest w Hiszpanii i studiuje trzeci rok teologii na wydziałach kościelnych Uniwersytetu Nawarry, ponieważ jego diecezja wysłała go na studia do naszego kraju.

Historia i pochodzenie powołania filipińskiego seminarzysty

Należy do diecezji Legazpi na Filipinach i opowiada, jak zapalił się w nim płomień powołania: "Kiedy byłem dzieckiem, moja babcia zawsze zabierała mnie do kościoła, jest bardzo religijną kobietą i nauczyła mnie, czym jest Kościół. Bardzo uderzył mnie człowiek, który "...ubrani w różne kolory podczas mszy'. Potem, w wieku 10 lat, zostałem ministrantem. Wtedy dowiedziałem się trochę więcej o misji tego człowieka, który nosił ornat i kolory i który był księdzem.

Następnie jego matka zapisała go do szkoły niższego seminarium duchownego w jego mieście, aby mógł uczyć się w szkole podstawowej. Pani Teresa, nauczycielka i pielęgniarka na Uniwersytecie Bicol (kampus Tobacco), uznała, że to dobra szkoła, a ponadto znajdowała się blisko szpitala, w którym pracuje. Kontynuowała naukę w Seminarium San Gregorio Magno aż do matury.

Powołanie wspierane przez rodzinę pomimo odległości

Ojciec Ala Johna, Alex Madrilejos, jest filipińskim pracownikiem zagranicznym. Jego brat studiuje inżynierię komputerową na Uniwersytecie Bicol (kampus Polangui na Filipinach). A jego siostra kończy maturę na Uniwersytecie Santo Tomas (Legazpi) i chce zostać lekarzem. Pomimo odległości, nasz seminarzysta czuje wsparcie całej rodziny dla swojego powołania.

Z tego wszystkiego Al John wiedział, że jego ojciec miał alternatywy dla jego przyszłości zawodowej, jeśli jego powołanie nie miało być. "Pod koniec szkoły średniej dałem sobie trochę czasu na zastanowienie się, czy pójść drogą kapłaństwa i wstąpić do wyższego seminarium duchownego jako kleryk.

Ojciec zapytał mnie, czy chcę kontynuować, ponieważ miał dla mnie inny plan. Po miesiącach modlitwy zdecydowałem się kontynuować naukę w Wyższym Seminarium Duchownym Mater Salutis. Mój ojciec bez wahania poparł moją decyzję"mówi Al John, najstarszy z trójki rodzeństwa.

Tak więc, po czteroletnich studiach filozoficznych w Wyższym Seminarium Duchownym Mater Salutis w swojej diecezji, jego formatorzy zasugerowali mu kontynuowanie nauki w Hiszpanii.

Zaufanie do Boga

"Muszę przyznać, że miałem wiele wątpliwości, ponieważ poziom Uniwersytetu Nawarry jest wysoki, ale miałem też wiele wątpliwości, ponieważ poziom Uniwersytetu Nawarry jest wysoki. Doświadczyłem, że dla Boga nie ma nic niemożliwego", potwierdza.

Z pobytu w seminariach swojej diecezji ma miłe wspomnienia: wielu przyjaciół i wspaniałą naukę, nie tylko akademicką, ale także odkrycie osobistych talentów i hobby, takich jak muzyka i sport. "I najważniejsza rzecz: głęboka miłość i relacja z Jezusem, coś, czego uczę się również w Międzynarodowym Seminarium Bidasoa.

Podobieństwa między Hiszpanią a Filipinami

Jest szczęśliwy w Hiszpanii. Dla niego istnieją podobieństwa w wierzeniach naszego kraju i Filipin, ponieważ zostały one skolonizowane. "Chcę skupić się bardziej na praktykach religijnych w Hiszpanii z punktu widzenia Filipińczyka. Liturgia jest bardzo piękna, ponieważ tutaj w Hiszpanii są rzeczy, których nie używamy na FilipinachDalmatyka diakona i parasol procesyjny używany podczas wystawienia sakramentu" - wyjaśnia Al John.

Jest pod wrażeniem hiszpańskich kościołów, które emanują spokojną atmosferą sprzyjającą modlitwie i uczęszczaniu do kościoła. Masa. "Jednak trochę mnie to zasmuca, gdy widzę, że Świątynie, w których byłem, zwłaszcza w Madrycie i Barcelonie, są w połowie puste.niewiele osób w nich uczestniczy. I zadaję sobie pytanie: czy to wynik sekularyzacji, czy braku wiary tego pokolenia?"wyznaje ten młody seminarzysta.

Al John i jego miłość do Dziewicy Maryi

Al John modli się i ma nadzieję, że Hiszpańscy katolicy, aby mieć głębszą relację z Maryją Dziewicą, aby odzyskać swoje maryjne korzenieponieważ jego wiara była przesiąknięta duchowością maryjną i doświadczył, że relacja z Panem przechodzi przez Maryję.

"Jako część ludu kochającego Maryję, Ta cześć i relacja z naszą Matką pomaga nam, Filipińczykom, nadal żyć naszą wiarą pod macierzyńską opieką Dziewicy Maryi. Jest to wielka pomoc dla powołań, zwłaszcza dla powołań hiszpańskich. Hiszpania musi kontynuować i zachować wiarę, która kiedyś została przekazana nam, Filipińczykom".

Ponad 92 % mieszkańców Pana diecezji to katolicy, ale liczba powołań jest niska.

To właśnie tę duchowość maryjną pragnie on zakorzenić w swojej diecezji Legazpi. Położona w Regionie V, Bicol, jest prowadzona przez biskupa Joel Z. Baylon i ma 117 księży diecezjalnych y 42 religijne. Pastoruje 1 390 349 katolików z całkowitej populacji 1 487 322, czyli 93 % katolików.

Diecezja Legazpi stoi przed kilkoma wyzwaniami, między innymi wdrażaniem programów duszpasterskich. Al John wyjaśnia te wyzwania: "Trwające Diecezjalne Zgromadzenie Duszpasterskie (APD) odzwierciedla wysiłki mające na celu dostosowanie się do wizji naszego biskupa dotyczącej lokalnego kościoła. Niektóre z reform Soboru Watykańskiego II, które pozostają niewdrożone, również muszą zostać wdrożone. Innym ważnym wyzwaniem jest stosunek liczby księży do liczby wiernych (1 ksiądz na 9 000 osób)"Nowy" kościół jest "bardzo ważnym" kościołem, co ogranicza opiekę duszpasterską i utrudnia skuteczne dotarcie do wszystkich parafian".

Wpływ pobożności ludowej na Filipinach

Kolejnym wyzwaniem, podobnie jak w wielu innych miejscach, jest radzenie sobie z sekularyzmem, który również sieje spustoszenie na Filipinach. "Pozytywną rzeczą w moim kraju jest to, że Katolicyzm wywiera silny wpływ poprzez popularne nabożeństwa i procesje, które są głęboko zakorzenione w lokalnej kulturze. Ponadto szkoda, że wielu wiernych uczestniczy we Mszy św. tylko w Boże Narodzenie i Wielkanoc, zaniedbując niedziele" - ubolewa.

Ale Al John jest chętny i entuzjastycznie nastawiony do stawienia czoła zsekularyzowanemu, uzależnionemu od technologii społeczeństwu, w którym prawda jest mniej poszukiwana.

"Coraz więcej osób przyciąga wirtualna rzeczywistość i ekran przed nimi. Jednak może to być również zaleta. Łatwy dostęp do mediów może być zaletą. skuteczna platforma ewangelizacjiJak zamierzamy to zrobić? Musimy stać się świadkami Bożej miłości, mówi ten młody seminarzysta.

Przykład pierwszych chrześcijan

Za tę wspaniałą pracę, za punkt odniesienia przyjmuje pierwszych chrześcijan i apostołówLudzie, którzy już w I wieku stali się żywym świadectwem Chrystusa dla ludzi, nie tylko słowami, ale także poprzez swoje wysiłki i działania na rzecz szerzenia dobrej nowiny.

Jana, podobnie jak wtedy, ludzie odkrywają Chrystusa poprzez to, co widzą i słyszą. "Dlatego, Za pośrednictwem tych platform stajemy się nowoczesnymi apostołami, ewangelizując wirtualną rzeczywistość. Pokazywanie Bożej miłości, aby dotrzeć do ludzi i ich serc. To wielkie wyzwanie, ale wierzę, że z Bożą łaską jest to możliwe.

Aby realizować swoje powołanie i to wielkie dzieło ewangelizacji, przygotowuje się do kapłaństwa. Dla niego pierwszą rzeczą, którą musi promieniować, jest serce pasterza. "Serce pasterza jest zarówno sercem prowadzącym, jak i sercem przykładnym. Kapłan z sercem pasterza jest przewodnikiem dla swojego ludu, poprzez sakramenty pomagając im zbliżyć się do prawdziwego i dobrego pasterza, Jezusa", mówi. Al John wierzy, że kapłan musi pokornie służyć we wszystkich dziedzinach życia.

"Jego służba musi być dla wszystkich, a obecność Chrystusa musi być w nim obecna poprzez jego pokorę i proste gesty. Jezus dotyka człowieka jako znak wielkiej troski i miłości. Jak mówi papież Franciszek w swoim liście Dilexit Nos "Ważne jest, aby uświadomić sobie, że nasza relacja z osobą Jezusa Chrystusa jest relacją przyjaźni i adoracji, pociągniętą miłością przedstawioną na obrazie Jego serca.

Wdzięczni Fundacji CARF

Podobnie jak wszyscy Bidasoa Seminoles, Al John jest bardzo wdzięczny dobroczyńcom za wsparcie finansowe, które umożliwia mu studia i treningi w Hiszpanii. "Dziękuję za wszelką pomoc, jaką nam dajecie, wszyscy dajecie nam możliwość trenowania w niesamowitych miejscach, takich jak Uniwersytet Nawarry. Modlę się w Państwa intencji.


Marta Santín, Dziennikarz specjalizujący się w informacjach religijnych

14F, Walentynki, święto miłości

Walentynki,???? Każdego 14 lutego miliony ludzi na całym świecie świętują dzień poświęcony miłości i przyjaźni.

Jednak poza czekoladkami, kwiatami i kartkami, to święto ma zaskakujące pochodzenie sięgające III wieku. A ksiądz imieniem Walenty sprzeciwił się rozkazom rzymskiego cesarza, aby potajemnie połączyć młodych kochanków w małżeństwo.

Z biegiem czasu jego historia przekształciła się w jedno z najpopularniejszych świąt w roku. W tym artykule na blogu opowiemy Państwu o jego prawdziwym pochodzeniu, ewolucji i tym, w jaki sposób dotarło do dnia dzisiejszego.

Pochodzenie świętego Walentego: męczennik miłości

Walentynki mają swoje korzenie w historii Walenty z Rzymuchrześcijański ksiądz z III wieku. W tym czasie cesarz Klaudiusz II rządził Imperium Rzymskim i próbując wzmocnić swoją armię, zakazał małżeństw między młodymi żołnierzami. Wierzył, że nieżonaci mężczyźni są lepszymi wojownikami, ponieważ nie mają rodziny, do której mogliby wrócić lub o której mogliby pomyśleć na polu bitwy.

Jednak Valentinus, przekonany, że miłość powinna być ponad tymi ograniczeniami, zaczął potajemnie zawierać małżeństwa. Jego praca została wkrótce odkryta, a po aresztowaniu nakazano mu wyrzec się wiary. Valentinus odmówił i został skazany na śmierć.

Wreszcie, to ksiądz Jego odwaga i poświęcenie sprawiły, że stał się symbolem prawdziwej miłości i męczennikiem, który zaczął być czczony przez Kościół katolicki.

Walentynki, rekonstrukcja twarzy 3D. | Od Cicero Moraes - Praca własna, CC BY-SA 4.0,

Święty Walenty i Kościół katolicki

Ze względu na swoją historię i śmierć w obronie miłości i przyjaźni, święty Walenty został uznany za męczennika w Kościele katolickim. W W 494 roku papież Gelazjusz I oficjalnie ustanowił 14 lutego jako dzień jako dzień jego święta. Data ta miała jednak również dodatkowy cel: zastąpić pogańskie obchody świąt Bożego Narodzenia. LupercalesFestiwal, starożytny rzymski festiwal, który odbywał się w połowie lutego i był poświęcony płodności i bogu Faunusowi.

Lupercales były hucznymi obchodami, podczas których młodzi mężczyźni losowali imię kobiety, z którą mieli być połączeni podczas festiwalu. Uznając je za nieodpowiednie dla nowej moralności chrześcijańskiej, Kościół promował kult Święty Walenty jako wzór czystej i wiernej miłości.

Ewolucja Walentynek: od męczeństwa do romantycznej miłości

Chociaż święty Walenty był czczony od wieków, jego związek z romantyczną miłością został wzmocniony w średniowieczu. Uważa się, że współczesne skojarzenia z miłością narodziły się w Anglii i Francji w XIV i XV wieku.

Jednym z pierwszych pisarzy, którzy połączyli Walentynki z romansem był Geoffrey Chaucer, autor powieści Opowieści kanterberyjskie. W swoim wierszu Parlament ptaków (1382), wspomina, że 14 lutego był dniem, w którym ptaki wybierały swoich partnerów, co wzmocniło ideę, że ta data była związana z miłością.

Od tego czasu tradycja wysyłania wiadomości miłosnych w tym dniu stała się popularna. W XVII wieku odręczne listy stały się powszechnym zwyczajem wśród zakochanych.

Wraz z nadejściem rewolucji przemysłowej w XIX wieku, kartki walentynkowe zaczęły być produkowane masowo, co doprowadziło do utowarowienia tego święta.

san-valetin-amor-amistad-14-febrero
Święty Walenty chrzczący świętą Lucyllę, 1575. Olej na płótnie autorstwa Jacopo Bassano del Grappa.

Walentynki już dziś: dzień świętowania miłości i przyjaźni

Dziś Walentynki stały się świętem obchodzonym na całym świecie. W wielu krajach pary wymieniają się prezentami, kwiatami, czekoladkami i kartkami w dowód miłości i uznania. Chociaż pierwotnie było to święto religijne, przekroczyło bariery kulturowe i jest obchodzone w różnych częściach świata z wieloma zwyczajami:

Co więcej, w ostatnich latach Walentynki wyszły poza ramy święta dla par i stały się okazją do świętowania przyjaźni i miłości we wszystkich jej formach.

Inni ludzie organizują spotkania z przyjaciółmi lub nawet świętują Dzień Galentynkitrend spopularyzowany przez serial Parki i rekreacjaktóry jest dniem poświęconym świętowaniu kobiecej przyjaźni.

Dla Fundacji CARF najbardziej imponującą i piękną rzeczą w tym niezapomnianym dniu miłości i przyjaźni jest to, że mówimy o księdzu, świętym Walentym, który ochrzcił i udzielił sakramentu Najświętszego Sakramentu. Małżeństwo aby wiele rodzin stało się nasieniem i zalążkiem powołań kapłańskich do służby Kościołowi na całym świecie.

Nadzieja, siła napędowa edukacji

W tym Jubileuszowym Roku Nadziei Papież zadał sobie pytanie: "Jaka jest Boża metoda wychowawcza? I odpowiedział: jest to metoda bliskości, której istota jest fundamentalna w tym procesie wychowawczym". W ten sposób Franciszek rozpoczął swoje przemówienie do grupy włoskich pedagogów katolickich 4 stycznia 2025 r.

Pedagogia Boga

Na tle bliskość, współczucie i czułość, charakterystyka boskiego "stylu", jest nakreślona boska pedagogikaJako nauczyciel, który wchodzi w świat swoich uczniów, Bóg wybiera życie wśród ludzi, aby nauczać poprzez język życia, miłości i esencji. Jezus urodził się w ubóstwie i prostocie: to wzywa nas do pedagogiki która ceni to, co istotne i stawia w centrum pokorę, bezinteresowność i gościnność.". 


Bóg - podkreśla Franciszek - jest pedagogika daruwezwanie do życie w komunii z Nim i ze sobą nawzajem, w ramach projektu powszechne braterstwoprojekt, w którym rodzina zajmuje centralne i niezastąpione miejsce". Jest to synteza, pod względem edukacyjnym, głównych linii jego pontyfikatu.

Pedagogika Boga, kontynuuje, jest "zaproszeniem do uznania godność każdej osoby, Zaczynając od odrzuconych i zepchniętych na margines, tak jak pasterze byli traktowani dwa tysiące lat temu, i doceniając wartość każdego etapu życia, w tym dzieciństwa. Rodzina jest w centrum, nie zapominajmy o tym!" (por. Deklaracja Dykasterii Nauki Wiary, Dignitas infinita, 8-IV-2024)

Edukacja w kontekście jubileuszu

Jak wygląda oświecona edukacja w jubileusz nadziei?

"Jubileusz ma wiele do powiedzenia światu edukacji i szkół. W rzeczywistości Jubileusz ma wiele do powiedzenia światu edukacji i szkół, pielgrzymi nadziei są wszystkie osoby, które poszukujących sensu swojego życia a także którzy pomagają najmłodszym pójść tą drogą.

Francis podkreśla dowody na to, że edukacja jest centralnie związana z istotąIstotą, popartą doświadczeniem ludzkiej historii, jest to, że ludzie mogą dojrzewać i wzrastać. I ta esencja podtrzymuje wychowawcę w jego zadaniu:

"Dobry nauczyciel jest mężczyzną lub kobietą z istoty, ponieważ z ufnością i cierpliwością angażuje się w projekt ludzkiego rozwoju.. Jego istota nie jest naiwny, jest zakorzeniona w rzeczywistości i opiera się na przekonaniu, że każde przedsięwzięcie edukacyjne ma wartość, a każdy człowiek ma godność i powołanie, które zasługuje na pielęgnowanie".

Krótko mówiąc, i na tym skupia się dyskurs: "Esencja jest silnikiem, który podtrzymuje edukatora. w ich codziennym zaangażowaniu, nawet w trudnościach i niepowodzeniach".

Ale, pyta Papież, "jak nie stracić nadziei i pielęgnować ją każdego dnia?".

Pedagogika esencji

Jego rada zaczyna się od osobistej relacji wychowawcy z nauczycielem i partnerem nauczycieli i uczniów: "...nauczyciel i uczeń są tacy sami...".Proszę utkwić wzrok w Jezusie, nauczycielu i towarzyszu drogi.To pozwala Państwu być prawdziwymi pielgrzymami istoty. Proszę pomyśleć o ludziach których spotyka Pan w szkole, dzieci i dorosłych".

Stwierdzono to już w bulli zwołującej Jubileusz: ".Wszyscy czekają. W sercu każdego człowieka gnieździ się esencja jako pragnienie i oczekiwanie dobra, nawet w niewiedzy o tym, co przyniesie jutro" (Spes non confundit, 1).

Opierając się na tym argumencie w ciągłości z encykliką Spe salviPapież Benedykt XVI, Franciszek mówi: "Te esencje ludzkie, poprzez każdego z Państwa - edukatorów - mogą znaleźć Istota chrześcijaństwaesencja, która rodzi się z wiary i żyje miłością".. I, jak podkreśla: "proszę nie zapominać, że istotą nie zawodzi. Optymizm rozczarowuje, ale esencja nie zawodzi. Esencja, która przewyższa wszelkie ludzkie pragnienia, ponieważ otwiera umysły i serca na życie i wieczne piękno".

Jak konkretnie można to zrobić w inspirowanych chrześcijaństwem szkołach lub uczelniach?

Oto propozycja Franciszka: "Jesteście Państwo powołani do opracowywania i przekazywania nową kulturę, na podstawie spotkanie między pokoleniami, w włączenierozeznanie prawdziwej, dobrej i pięknej; kultury prawdziwej, dobrej i pięknej. odpowiedzialnośći zbiorowo, w celu sprostać wyzwaniuUE stoi w obliczu globalnych wyzwań, takich jak kryzys środowiskowy, społeczny i gospodarczy, a głównym wyzwaniem jest Pokój. W szkole może Pan "wyobrazić sobie pokój", kładzenie fundamentów bardziej sprawiedliwego i braterskiego świata, z wkładem wszystkich dyscyplin oraz kreatywność dzieci i młodzieży.

Jest to, jak widzimy, zwięzła i wyrazista propozycja: nadzieja chrześcijańska zakłada wszystkie nasze nadzieje (zwłaszcza pokój); jest to nadzieja na pokój. aktywna i odpowiedzialna nadzieja która działa na rzecz nowej kultury; wymaga dialogu i interdyscyplinarności (por. ap. const. Veritatis gaudiium, 4c), rozeznanie i kreatywność, które muszą być przekazywane przez nauczycieli uczniom.

Jest to propozycja wymagająca, ale nie utopijna. Wszystko zależy od jakości naszej nadziei (każdego wychowawcy, każdej rodziny, każdej społeczności edukacyjnej). To jest siła napędowa.

Na zakończenie papież odwołuje się do tradycji edukacyjnych i zachęca wychowawców do współpracy:

"Nigdy nie zapominaj, skąd pochodzisz, ale nie chodź z głowami odwróconymi do tyłu, opłakując dawne czasy. Proszę myśleć więcej o teraźniejszości szkoły, która jest przyszłością społeczeństwa, w trakcie epokowej transformacji. Proszę pomyśleć u młodych nauczycieli którzy stawiają pierwsze kroki w szkole i w rodzinach którzy czują się osamotnieni w swoich zadaniach edukacyjnych. Proszę zaproponować każdemu własny styl edukacyjny i asocjacyjny z pokorą i nowością".

Esencja, w zakresie jej jakości, jest siłą napędową edukacji.


Pan Ramiro Pellitero Iglesias, Profesor teologii pastoralnej na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Nawarry.

Ojciec Marwan: "Ziemia Święta potrzebuje pielgrzymów. Potrzebujemy ich komfortu".

Kiedy rozpoczął się konflikt w Ziemi Świętej, nadal przebywał w Rzymie, ale co dwa miesiące podróżował do Jerozolimy, aby filmować i nagrywać swoje programy w Ziemi Świętej. Chrześcijańskie Centrum Medialnekanał komunikacyjny Areszt.

Teraz, w tym wywiadzie, opowiada nam, jak przeżył wojnę w Strefie Gazy i dzieli się z nami swoją tęsknotą i podekscytowaniem, aby powitać pielgrzymów w Izraelu. 

Konflikt w Ziemi Świętej

Ojciec Marwan, zawsze bardzo blisko Fundacja CARFmówi jak katolik doświadczył konfliktu w Izraelu: "Przede wszystkim chciałbym wyjaśnić, że konflikt nie rozpoczął się między Palestyńczykami a Izraelczykami, ale między Hamasem a Izraelczykami, co jest zupełnie inne".

Jako katolicki chrześcijanin żył całą sprawę z niepokojem, z dużym strachemnie wiedząc, jaka będzie ich przyszłość z powodu tej wojny. Ale musi też powiedzieć, że bycie katolikiem lub chrześcijaninem w Izraelu nie różni się od bycia wyznawcą jakiejkolwiek innej religii.

Urodzony w Jerozolimie w 1974 r. w ekumenicznej rodzinie (jego ojciec był prawosławny, a matka katoliczką), Marwan został ochrzczony przez melchitów, ponieważ wujek jego matki był melchickim księdzem. Następnie studiował w prestiżowej anglikańskiej szkole w Jerozolimie.

Ojciec Marwan, obywatel Izraela, pochodzenia arabsko-palestyńskiego, wiary chrześcijańskiej i wychowany wśród różnych wyznań i obrządków, daje mu wyjątkowy autorytet, aby bardzo dobrze wyjaśnić idiosynkrazje różnych wyznań w Ziemi Świętej.

Budowniczowie mostów dla pokoju

"Kiedy jest wojna, wszyscy ponosimy jej konsekwencje i wszyscy cierpimy w ten sam sposób. Jedyna różnica polega na tym, że staramy się Katoliccy chrześcijanie w Ziemi Świętej w czasach konfliktu starają się być budowniczymi mostów na rzecz pokoju."mówi.

To zaangażowanie i misja wszystkich chrześcijan w Jerozolimie, nawet w mniejszości, jest zakorzeniona w ich sercach. "Nie ma znaczenia, ilu nas jest, ważne jest to, co robimy i jak to robimy. Jesteśmy budowniczymi mostów pokoju między różnymi grupami etnicznymi, religiami i narodowościami ludności Ziemi Świętej. Jakość czyni różnicę" - mówi franciszkański kapłan.

Pielgrzymi po zawieszeniu broni

A teraz, Czego oczekuje Pan po zawieszeniu broni i czego mogą spodziewać się pielgrzymi? Wśród pielgrzymki organizowane przez Fundację CARFJednym z nich jest podróż do miejsc świętych, która na razie, ze względu na sytuację, została odroczona.

Niedawno ojciec Francesco Patton, kustosz Miejsc Świętych, oraz łaciński patriarcha Jerozolimy, kardynał Pierre-Batista Pizzaballa, zaapelowali do pielgrzymów, aby z ufnością powrócili do Ziemi Jezusa.

"Oczywiście, że tak, ponieważ wiedzą, że święte miejsca wciąż tam są, a mieszkańcy Ziemi Świętej wciąż czekają na chrześcijańskich pielgrzymów z całego świata, aby je odwiedzić" - mówi. ojciec Marwan.

Pielgrzymi, wielkie pocieszenie

Ojciec Marwan podkreśla, że niebezpieczeństwo konfliktu minęło i że po ponad roku wojny chrześcijanie Ziemi Świętej, żywe kamienie, z niecierpliwością czekają na przybycie setek tysięcy pielgrzymów, aby ich powitać i zjednoczyć się z nimi jako bracia i siostry tego samego kościoła.

"Muszę również powiedzieć, że pielgrzymi przybywający do miejsc świętych spotkają się z cierpieniem ich narodu z powodu wojny, Zapewniam jednak, że jego obecność będzie wielkim pocieszeniem dla wszystkich, zarówno chrześcijan, jak i niechrześcijan".

Poczucie obecności Kościoła powszechnego

Brat Marwan ma jasność co do jednej rzeczy. Obecnie jedną z najpilniejszych potrzeb chrześcijan w Izraelu jest poczucie się częścią Kościoła powszechnego.

"Wie Pan, czasami ludzie mówią o tym, że potrzebujemy funduszy ekonomicznych, czasami sprawiedliwości i pokoju, czasami nawet wsparcia psychologicznego. Ale w tym Wierzę, że najważniejszą rzeczą dla Ziemi Świętej i jej mieszkańców jest międzynarodowa obecność Kościoła powszechnego pośród chaosu.

Wierzę, że obecność i bycie tam jest tym, czego naprawdę pilnie potrzebujemy w Ziemi Świętej. Im więcej chrześcijańskich pielgrzymów będzie obecnych w ziemi zbawienia, tym bardziej Kościół powszechny będzie obecny wraz z nimi.

Miejmy nadzieję, że to wezwanie do pielgrzymowania do miejsc świętych, zwłaszcza w tym roku podczas Jubileuszu Nadziei, stanie się rzeczywistością, która przyniesie wielką pociechę chrześcijanom.


Marta Santín, dziennikarz specjalizujący się w tematyce religijnej.

"Studiuję prawo kanoniczne, aby lepiej pomagać i służyć w Brazylii".

Angela jest wykształcona, studiuje i mówi jasno: "Studiuję prawo kanoniczne w Papieski Uniwersytet Świętego Krzyża, »dzięki pomocy Fundacji CARF” – mówi z uśmiechem. Don Luis Navarro, były rektor uniwersytetu, podkreśla potrzebę zapewnienia członkom swojej wspólnoty i innych ruchów kościelnych w Brazylii odpowiedniego wykształcenia kanonicznego.

Urodziła się w Caruaru, mieście w głębi stanu Pernambuco (Brazylia), 20 czerwca 1984 roku. Dorastała w rodzinie katolickiej i dlatego zawsze była wychowywana zgodnie z doktryną Kościoła. We wczesnym dzieciństwie doświadczyła wiary w grupach modlitewnych należących do Odnowy Charyzmatycznej i prowadziła aktywne życie w działaniach promowanych przez parafię, uczestnicząc między innymi w grupach młodzieżowych.

Jako nastolatek poczuł, że jego wiara stygnie: "Brakowało mi czegoś, co pozwoliłoby mi żyć moją wiarą w bardziej konkretny sposób", mówi.

Jak to często bywa w okresie dojrzewania, czuł, że jego wiara więdnie. Chociaż nigdy nie odwrócił się od sakramentów, czuł, że czegoś mu brakuje, aby żyć swoją wiarą w bardziej konkretny sposób. W wieku 15 lat przeżył doświadczenie inne niż wszystkie, uczestnicząc w seminarium Życie w Duchu Świętym, które składa się ze spotkań o tematyce systematycznej i kerygmatycznej, bardzo powszechnej praktyki prowadzonej przez grupy modlitewne w jego mieście.

Od tego momentu jego wiara nabrała znaczenia, którego szukał: "teraz zobaczyłem Chrystusa, którego zawsze znałem, jako kogoś bliskiego mi w żywy i konkretny sposób".

Spotkanie z Państwa społecznością

Wiele lat później, dzięki rekolekcjom karnawałowym, miał okazję poznać tę społeczność. Proszę przyjść do mnie-Praca Mariiznajduje się w Recife, nieco ponad 100 kilometrów od jego rodzinnego miasta. Jest to prywatne stowarzyszenie na prawie diecezjalnym założone w 1990 roku.

Rekolekcje poprowadził ksiądz, który prowadził szkolenie na temat Trójcy Świętej. Kiedy przybył do wspólnoty, był bardzo zaskoczony sposobem, w jaki jej członkowie witali ludzi, a także radością i dyspozycyjnością, z jaką wykonywali swoje zadania. Zdecydował się rozpocząć swoją podróż powołaniową i po okresie towarzyszenia i rozeznawania, dołączył do wspólnoty życia wewnętrznego w 2003 roku.

Po okresie formacji początkowej i pogłębieniu charyzmatu wspólnoty podjęła pierwsze zobowiązania, a po latach została wysłana do domu ewangelizacji w Rzymie, gdzie mieszka do dziś.

Studia i szkolenie w zakresie prawa kanonicznego

Charyzma społeczności jest ewangelizować pod każdym względem z radością. Stara się służyć lokalnemu Kościołowi w jego potrzebach, zapraszając wszystkich do zabrania Maryi Dziewicy do swoich domów i, poprzez Nią, do doświadczenia Zmartwychwstałego Chrystusa. W odpowiedzi na to wezwanie Angela rozwija misję w parafii św. Faustyny, znajdującej się na obrzeżach miasta, prowadząc różne działania, zarówno te związane z Odnową Charyzmatyczną, jak i inne niezbędne w lokalnej rzeczywistości.

Dla Angeli fundamentalne znaczenie miało odkrycie kursu Ruchy kościelne: rzeczywistość w drodze na Papieskim Uniwersytecie Świętego Krzyża, którego celem jest z jednej strony pomoc członkom nowych ruchów kościelnych w lepszym zrozumieniu wartości tych rzeczywistości, aby ułatwić im harmonijne włączenie się w życie ludu Bożego, co jest odzwierciedleniem dojrzałości kościelnej; a z drugiej strony przyczynienie się do poznania tych charyzmatycznych rzeczywistości wśród wszystkich podmiotów kościelnych, zwłaszcza podmiotów prawnych.

Kurs obejmuje wszystkie podstawy teologiczne i magisterialne, a także kanoniczne, dotyczące tożsamości, cech, misji i relacji ruchów z Kościołami partykularnymi; kanonicznej konfiguracji ruchów; sytuacji prawnej ich członków, aspektów zarządzania i formacji; obecności duchowieństwa i życia konsekrowanego, a także zapobiegania i korygowania nadużyć, co jest bardzo ważne dla Kościoła.

"Kilka lat temu przyjaciel powiedział nam o krótkim kursie na temat ruchów eklezjalnych w Kościele, promowanym przez Papieski Uniwersytet Świętego Krzyża. Wraz z siostrą ze wspólnoty uczestniczyłyśmy w kursie i w ciągu kilku miesięcy jego trwania dostrzegłyśmy potrzebę głębszego zrozumienia tego, kim jesteśmy w Kościele i jak możemy poprawić naszą drogę. W związku z tym, a także zmotywowani przez byłego rektora tego samego uniwersytetu, prof. Luisa Navarro, zaczęliśmy rozważać pomysł studiowania prawa kanonicznego.

angela de fatima brasil derecho canónico formación

Po ukończeniu wymaganej propedeutyki w Istituto Superiore di Scienze ReligioseAngela jest na drugim roku studiów prawa kanonicznego. Sposób, w jaki Santa Croce Coraz bardziej dostrzega potrzebę dobrego wykształcenia i jest wdzięczna Bogu za możliwość zdobycia tak cennej wiedzy.

W rzeczywistości Brazylia jest krajem o największej liczbie katolików na świecie, z populacją przekraczającą 120 milionów. Istnieje również wiele katolickich ruchów charyzmatycznych, od dużych grup, takich jak Odnowa Charyzmatyczna, po mniejsze grupy.

Ruchy te gromadzą miliony wiernych, zapewniając intensywne i przemieniające doświadczenie wiary, które ożywia życie Kościoła. Jednak ich szybki wzrost i różnorodność stwarzają również zagrożenia, takie jak możliwe odchylenia doktrynalne, praktyki sekciarskie, nadużycia władzy i manipulacje emocjonalne. Dlatego ważne jest, aby zarówno władze kościelne, jak i same ruchy promowały harmonijną integrację i czujność, aby zapewnić wierność oficjalnej doktrynie i dobrobyt ich członków.

"W obliczu całego tego bogactwa i różnicy charyzmatów i duchowości, moim zamiarem jest pomóc nie tylko mojej wspólnocie, ale także tym ruchom w Brazylii, abyśmy mogli lepiej służyć i być wierni wezwaniu, które Pan do nas skierował" - mówi Angela.

Jest za to bardzo wdzięczna Fundacja CARF za danie im tej wspaniałej możliwości zdobycia wykształcenia, które pomoże nie tylko ich społeczności, ale całemu krajowi. "Niech Bóg zawsze Państwu błogosławi i błogosławi wielką pracę, której się Państwo poświęcają.


Gerardo Ferrara, Absolwentka historii i nauk politycznych, specjalizująca się w tematyce bliskowschodniej.
Odpowiedzialny za studentów na Uniwersytecie Świętego Krzyża w Rzymie.

Eugenika i eutanazja w nazizmie

Nazizm nie tylko stworzył instytucje służące jego rozwojowi, takie jak Niemieckie Towarzystwo Higieny Rasowej (1904), ale kraje demokratyczne, takie jak Stany Zjednoczone, Dania i Szwecja, uchwaliły restrykcyjne prawa dla nosicieli chorób dziedzicznych, w tym przymusową sterylizację, eugenikę i eutanazję.

Ustawa o ochronie zdrowia dziedzicznego

Te idee - eugeniki i eutanazji, bez nazywania ich w ten sposób - zostały przyjęte przez niektórych przywódców narodowego socjalizmu, Adolf Hitler w tym, chcąc potwierdzić wyższość rasy aryjskiej poprzez pozbycie się wszelkich możliwych skaz.

Poza teoriami i celami przedstawionymi w niezliczonych książkach, pierwsze oficjalne działanie miało miejsce 14 lipca 1933 r., zaledwie pół roku po jego przystąpieniu do władzy w Niemczech. uchwalenie ustawy o ochronie zdrowia dziedzicznego.

Stwierdzał on, że osoby cierpiące na "wrodzony niedorozwój umysłowy, schizofrenię, demencję maniakalno-depresyjną, dziedziczną epilepsję, chorobę Huntingtona [...] i ostry alkoholizm" miały być sterylizowane, a do egzekwowania tego prawa powołano specjalne sądy. Czy jest to, czy nie jest to forma eutanazji i eugeniki?

Mimo skarg Kościoła katolickiego i niektórych osobistości, przyjmuje się, że między W latach 1933-1945 około 400.000 Niemców zostało poddanych przymusowej sterylizacji.. Uwzględniono również inne przypadki nieprzewidziane w ustawie, jak np. dzieci niemieckich matek i francuskich żołnierzy kolonialnych urodzone w Zagłębiu Ruhry podczas okupacji galijskiej (1923-25).

Ale jak wyznał sam Hitler w 1935 roku dr Gerhardowi Wagnerowi, przywódcy Narodowosocjalistycznego Stowarzyszenia Lekarzy Niemieckich, był on wydawało się, że trzeba iść dalej, nawet jeśli sytuacja jeszcze na to nie pozwalała.. Trzeba było podjąć kroki, aż nadejdzie właściwy czas, a ten czas nadejdzie wraz z dźwiękiem bębnów wojennych.

Un cartel de una conferencia de 1921 sobre eugenesia, que muestra los estados de EE.UU. que habían implementado leyes de esterilización. Dominio público

Plakat z konferencji na temat eugeniki z 1921 roku, pokazujący stany USA, które wprowadziły ustawy sterylizacyjne.

Sprawa Kretchmara

20 lutego 1939 r. w małym saksońskim miasteczku Pomssen urodził się Gerhard Kretchmar. To, co miało być radością dla jego rodziców, Richarda i Liny, zamieniło się w rozpacz. Brakowało mu ręki i nogi, był niewidomy i cierpiał na inne patologie. Kiedy skonsultował się z lekarzem rodzinnym, ten powiedział, że najlepszą rzeczą, jaka może się zdarzyć, jest jego śmierć.

Przekonani narodowi socjaliści, rodzice złożyli w tej sprawie petycję do Hitlera, biorąc pod uwagę, że eutanazja-eugenika był nielegalny. Kanclerz przychylił się do prośby i wysłał do Lipska swojego osobistego lekarza, Karla Brandta, aby zebrał wszystkie informacje i podjął działania, jeśli uzna to za stosowne. 25 lipca 1939 roku, za przyzwoleniem wszystkich, dziecko zmarło po podaniu zastrzyku Luminalu.

Możliwe, przekonanie, że szeroka część niemieckiego społeczeństwa zrozumie Rozszerzenie środków eugenicznych skłoniło reżim do pójścia o krok dalej. Kilka dni wcześniej w willi przy berlińskiej Tiergartenstrasse 4 odbyło się tajne spotkanie.

W spotkaniu, któremu przewodniczył sam Brandt i Philipp Bouhler, szef Kancelarii Führera w NSDAP, wzięli udział różni członkowie Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, a także znani lekarze i psychiatrzy.

Tam postawił sobie za cel ustanowienie programu eutanazji-eugeniki na dużą skalę oddziaływanie na pacjenci nieuleczalne, w nazistowskim slangu "życie niewarte przeżycia", aby można było zapewnić im "miłosierną śmierć".

Naukowy rejestr chorób dziedzicznych i wrodzonych

W dyskusji rozważano możliwość wprowadzenia ustawy o eutanazji, ale stwierdzono, że duża część społeczeństwa, zwłaszcza kościoły, nie zrozumie jej. Postanowiono wówczas podjąć te działania w sposób dyskretny i ukryty, więc nie mogło być mowy o morderstwie.

Jednym z pierwszych było powołanie Komitetu Rzeszy ds. Naukowej Rejestracji Chorób Dziedzicznych i Wrodzonych, który miał sporządzić spis noworodków z wadami.

Ostateczne spotkanie odbyło się 5 września. Wystawiono dokument podpisany 1 września (w dniu inwazji na Polskę) przez Hitlera, w którym stwierdzono: "Reichsleiter i dr Brandt są odpowiedzialni za rozszerzenie uprawnień niektórych lekarzy, którzy mają być nominalnie mianowani.

Te mogą udzielić miłosiernej śmierci chorym, których uznali za nieuleczalnie chorych według możliwie najbardziej rygorystycznej oceny". Wszyscy myśleli, że niemiecka opinia publiczna, zajęta wojną, nie zwróci na to uwagi.

W tym samym czasie zorganizowano kampanię, której celem było uświadomienie społeczeństwu niemieckiemu drenażu gospodarki i społeczeństwa który był zaangażowany w utrzymywanie tych ludzi przy życiu.

Od książek i broszur przeszedł do filmów krótkometrażowych, takich jak Das Erbe (The Inheritance, Carl Hartmann, 1935), a także do odnoszących sukcesy filmów fabularnych, takich jak Ich klage an (Oskarżam, Wolfgang Liebeneiner, 1941).

W międzyczasie w szkołach dzieci otrzymywały takie zadania: "Jeśli utrzymanie szpitala dla nieuleczalnie chorych psychicznie kosztuje 500 000 marek rocznie, a budowa domu dla pracującej rodziny 10 000 marek, Ile domów jednorodzinnych można by wybudować rocznie za to, co jest marnowane na azyl?".

Karl Brandt, doctor personal de Hitler y organizador del Aktion T-4. Dominio público

Karl Brandt, osobisty lekarz Hitlera i organizator Akcji T-4.

Aktion T-4 rozpoczyna się

Operację rozpoczęto pod nazwą Aktion T-4, od nazwy posiadłości przy Tiergartenstrasse, w której się znajdowała. Szpitale i sanatoria psychiatryczne w całej Rzeszy zostały zmuszone do zgłaszania pacjentów uznanych za nieuleczalnie chorych..

. Musieli to zrobić poprzez formularz ustalony przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, który obejmował trzy grupy:

  1. schizofrenicy, epileptycy, syfilitycy, seniorzy, nieodwracalne paraliże itp.
  2. (2) chorzy z co najmniej pięcioletnim pobytem w szpitalu; (3) wyalienowani przestępcy i cudzoziemcy.

Gdy akta dotarły, trzech lekarzy przejrzało je i zaznaczyło pole, które decydowało o przyszłości danej osoby. Czerwony krzyż oznaczał śmierć, niebieski krzyż - życie, a znak zapytania - wątpliwości co do przyszłej rewizji.

Pierwsi byli odbierani przez duże szare autobusy Deutsche Post, poczty, których cechą szczególną było to, że okna były przyciemniane na czarno.

Wkrótce po przeniesieniu pacjentów, ich rodziny otrzymały nowy list informujący o śmierci.

Celem podróży był jeden z sześciu ośrodków gazowania: Grafeneck, Hartheim, Sonnenstein, Brandenburg, Bernburg i Hadamar. Tutaj przeprowadzono następujące czynności pobieżne oględziny, które uchroniły niewielu od natychmiastowej śmierci. U bardzo małych dzieci usunięto je za pomocą zastrzyków z morfiny lub skopolaminy.

Chociaż rodzina została powiadomiona o przeniesieniu, nie podano wielu szczegółów. Wkrótce potem otrzymał kolejny list informujący go o zgonie i jego przypuszczalnej przyczynie oraz oznajmiający, że ciało zostało skremowane ze względu na zdrowie publiczne.

W niektórych przypadkach prochy zostały dodane, a w innych wyznaczono krótki okres czasu, aby mogły zostać zebrane przez krewnych.

Liczba dotkniętych grup stale rosła. Dyrektywa zobowiązała lekarzy i położne do zgłaszania dzieci urodzonych z wadami rozwojowymi.Wkrótce potem poinformowano rodziców o istnieniu specjalnych sanatoriów dla ich opieki i rehabilitacji, a także uzyskano ich zgodę na przeniesienie do ośrodków, z których prawie nikt nie wracał.

Karl Brandt (a la derecha), junto a Adolf Hitler y Martin Bormann. Bundesarchiv

Karl Brandt (z prawej) z Adolfem Hitlerem i Martinem Bormannem. Bundesarchiv, Bild 183-H0422-0502-001 / CC-BY-SA 3.0

Sprzeciw wobec programu eugeniczno-eutanazyjnego

Z drugiej strony, listy kondolencyjne nie zawsze były przekonujące. Niektóre zawierały błędy dotyczące płci lub wieku, a patologie zmarłego nie zawsze zgadzały się z przyczyną śmierci. Czasami urna była pusta lub były dwie urny dla tej samej osoby.

Presja wywierana na pracowników ośrodków zaczęła być nadmierna, a W wioskach sąsiadujących z sanatoriami zaczęły się rozchodzić plotki.

Już 19 marca 1940 r, Theophil Wurm, protestancki biskup Wirtembergii, wysłał list do Ministra Spraw Wewnętrznych z prośbą o wyjaśnienie. Inni poszli w ich ślady, ponieważ rodziny coraz bardziej niechętnie się przeprowadzały.

Jednakże, Aktion T-4 została uruchomiona przez Biskup Münster, Clemens August von Galenw swojej homilii z 3 sierpnia 1941 roku.

El obispo Clemens August von Galen.

Biskup Clemens August von Galen.

W kazaniu, które zostało odtworzone w niektórych parafiach diecezji, von Galen powiedział: "Istnieje powszechne podejrzenie, graniczące z pewnością, że tak wiele niespodziewanych zgonów wśród pacjentów umysłowych nie wynika z przyczyn naturalnychFaktem jest, że zostały one celowo zaprogramowane, a urzędnicy, kierując się zasadą, że dozwolone jest niszczenie "życia niewartego życia", zabijają niewinnych ludzi, jeśli zdecydują, że życie to nie ma żadnej wartości dla ludzi i państwa.

To straszna doktryna, która usprawiedliwia mordowanie niewinnych ludziktóra daje carte blanche na zabijanie inwalidów, osób zdeformowanych, przewlekle chorych, osób starszych niezdolnych do pracy i chorych na nieuleczalną chorobę.

Potępienie nie mogło być głośniejsze i wyraźniejsze, i wywarło wpływ. Sprzeciw wobec eutanatyczno-eugenicznych środków wzrósł, a nerwowość kierownictwa Aktion T-4 wzrosła.

Zanurzony w kampanii przeciwko ZSRR, Hitler nie chciał żadnych niepokojów społecznych w tylnej straży, więc nie miał innego wyjścia, jak tylko oficjalnie" zawiesił operację 24 sierpnia 1941 roku.

Do tego czasu odnotowano 70 273 ofiary. Najnowsze badania sugerują jednak, że operacja była kontynuowana potajemnie i innymi metodami.

Chociaż transfery ustały, śmiertelny zastrzyk, zatrucie narkotykami lub głód zastąpiły gaz. Liczba ofiar prawdopodobnie nigdy nie będzie znanaLiczba przesiedlonych osób może wynosić około 200 000.


Pierwotnie opublikowane w La Vanguardia.