
Drogi... ateisto:
Proszę pozwolić mi napisać kilka zdań po przeczytaniu Pańskiego artykułu opublikowanego w czasopiśmie parafialnym. I proszę pozwolić mi wyrazić się swobodnie, po wielu latach pracy kapłańskiej i po latach, podczas moich studiów uniwersyteckich, życia w “ateizmie poszukującym Boga”.
Gratuluję Panu szczerości, z jaką się Pan wyraża, i zalecam, aby nadal podtrzymywał Pan głębokie pragnienie odnalezienia Boga poprzez czytanie książek takich jak ta, którą ma Pan teraz w rękach, a która już uczyniła wiele dobrego dla wielu ludzi.
Jego słowa: «Jestem ateistą jako przekleństwo i ponieważ nie czuję się w stanie przestać nim być», prowadzą mnie do wniosku, że nie porzucił swojej determinacji, by pewnego dnia przyjąć wiarę w Jezusa Chrystusa., Bóg i prawdziwy człowiek (zakładam, że jest Pan ochrzczony). Jeśli tak, to sugeruję, aby nie próbował Pan “racjonalizować” koncepcji Boga, którego Pan poszukuje.
Przyszedł na ziemię, aby być bliżej nas, aby przekazać nam miłość ojca i matki, z jaką nas stworzył, i aby ułatwić nam spotkanie z Nim twarzą w twarz. I aby powiedzieć nam, że zawsze będzie z nami we wszystkich sytuacjach, w których wyrządzamy sobie tak wiele krzywdy z powodu naszych grzechów. Dlatego Zalecam, aby przeczytał Pan, krok po kroku i bez przerwy, cztery Ewangelie i Dzieje Apostolskie.
I proszę je czytać, prosząc Jezusa, aby zwiększył waszą wiarę, prosząc Ducha Świętego, aby towarzyszył wam w czytaniu. I proszę czytać, pozwalając, aby to, co czytacie, wchodziło kropla po kropli do waszego umysłu i serca: Łaska Boża wykona swoje dzieło i otworzy wasze duchowe oczy, aby w końcu dokonać Aktu Wiary w rzeczywistą obecność Jezusa Chrystusa w Eucharystii.
Proszę pozwolić mi zadać pytanie: Czy od czasu do czasu wchodzisz do kościoła, podchodzisz do tabernakulum i prosisz Pana, aby dał ci wiarę, że On tam jest? Nie oczekujmy natychmiastowej odpowiedzi, silnego lub olśniewającego uczucia. Pan mówi powoli, cicho, w półmroku, abyśmy mogli korzystać z wolności i miłości oraz nadal Go szukać i rozmawiać z Nim.
Chciałbym dodać tę modlitwę żołnierza z czasów drugiej wojny światowej. Napisał ją przed otrzymaniem rozkazu szturmu na okopy wroga. Po szturmie zginął.

"Proszę posłuchać, o Boże! Nigdy w życiu nie rozmawiałem z Tobą, ale dzisiaj mam ochotę na imprezę. Odkąd byłem dzieckiem, zawsze mówiono mi, że Pan nie istnieje... A ja, jak idiota, wierzyłem w to. Nigdy nie kontemplowałem Pańskich dzieł, ale dziś wieczorem widziałem z krateru granatu niebo pełne gwiazd i byłem zafascynowany ich blaskiem.
Nie wiem, Boże, czy podasz mi swoją rękę, ale mówię Ci, że mnie rozumiesz... Czy to nie dziwne, że pośród strasznego piekła ukazało mi się światło i odkryłem Ciebie? Nie mam Panu nic więcej do powiedzenia. Jestem szczęśliwy, bo spotkałem Pana.
O północy musimy zaatakować, ale nie boję się, widzi nas pan. Dali sygnał! Muszę iść. Jak dobrze było z panem!
Chcę ci powiedzieć, i ty o tym wiesz, że bitwa będzie ciężka: być może dziś wieczorem zapukam do twoich drzwi. I chociaż do tej pory nie byłem pańskim przyjacielem, kiedy przyjdę, czy wpuści mnie pan? Ale co się ze mną dzieje? Czy ja płaczę? Mój Boże, proszę spojrzeć, co się ze mną stało. Dopiero teraz zacząłem widzieć wyraźnie... Mój Boże, odchodzę... Trudno będzie wrócić. Dziwne, teraz nie boję się śmierci!".

Takie wołanie może wydobyć się z serca każdego człowieka, który chodząc po ziemi, kiedykolwiek podniósł oczy ku Niebu. Swoimi jękami, swoimi uśmiechami, swoim płaczem u bram Betlejem, Pan nadal puka do drzwi serc wszystkich swoich synów, wszystkich swoich córek, na całym świecie, niezależnie od tego, czy o Nim słyszeli, czy imię, którym Archanioł nazwał Go Jezusem, kiedykolwiek dotarło do ich uszu.
Towarzyszę Panu moimi modlitwami do Najświętszej Maryi Panny., Proszę nie omieszkać pozdrawiać jej od czasu do czasu, a także ze szczególną pamięcią podczas Mszy Świętej, a ja pozostaję do Państwa dyspozycji, jeśli uznają to Państwo za stosowne.
Spis treści
Ernesto Juliá, (ernesto.julia@gmail.com) | Wcześniej opublikowane w Religia Poufna.