Papież Leon XIV określa seminarium jako «szkołę uczuć»
Podczas spotkania z tysiącami seminarzystów w ramach Jubileuszu, który odbył się w Rzymie 24 czerwca 2025 r., Papież Leon XIV wypowiedział słowa, które wywołały silny oddźwięk w całym Kościele: «seminarium powinno być szkołą uczuć».
Nie było to zdanie wygłoszone pod wpływem chwili ani o drugorzędnym znaczeniu. Ojciec Święty pragnął wskazać sedno formacji kapłańskiej w bardzo konkretny sposób: nauczyć się kochać tak, jak Chrystus.
«Tak jak Chrystus kochał sercem człowieka, tak i Państwo są powołani, by kochać Sercem Chrystusa! Kochać sercem Jezusa. Aby jednak opanować tę sztukę, należy pracować nad własnym wnętrzem, gdzie Bóg daje o sobie znać i skąd biorą się najgłębsze decyzje; jest to jednak również miejsce napięć i zmagań (por. Mc 7,14-23), które należy przemienić, aby całe ich człowieczeństwo tchnęło Ewangelią.
Pierwszą pracę należy zatem wykonać w głębi siebie. Proszę dobrze zapamiętać wezwanie św. Augustyna, by powrócić do serca, ponieważ to właśnie tam odnajdujemy ślady Boga. Zejście do serca może czasem budzić w nas strach, ponieważ znajdują się w nim również rany. Nie bójcie się nimi zająć, pozwólcie sobie na pomoc, ponieważ właśnie z tych ran zrodzi się zdolność do bycia blisko tych, którzy cierpią. Bez życia wewnętrznego nie jest możliwe również życie duchowe, ponieważ Bóg przemawia do nas właśnie tam, w sercu.
Bóg przemawia do nas w sercu, musimy umieć Go słuchać. Częścią tej wewnętrznej pracy jest również nauka rozpoznawania poruszeń serca: nie tylko tych szybkich i natychmiastowych emocji, które charakteryzują dusze młodych ludzi, ale przede wszystkim ich uczuć, które pomagają im odkryć kierunek ich życia.
Jeśli nauczą się Państwo poznawać swoje serce, będą Państwo coraz bardziej autentyczni i nie będą musieli zakładać masek. A modlitwa jest tą wyjątkową drogą, która prowadzi nas do wnętrza: w czasach, gdy jesteśmy nadmiernie połączeni, coraz trudniej jest doświadczać ciszy i samotności. Bez spotkania z Nim nie jesteśmy w stanie nawet prawdziwie poznać samych siebie».
Co papież ma na myśli, mówiąc o „szkole uczuć”?
Papież pragnął zwrócić szczególną uwagę na ludzki wymiar tej powołanie kapłańskie. Podczas Jubileuszu seminarzystów stwierdził:
«Ważne jest – a nawet konieczne – aby już od czasów seminarium kłaść duży nacisk na dojrzewanie ludzkie, odrzucając wszelkie formy udawania i hipokryzji. Z wzrokiem utkwionym w Jezusa należy nauczyć się nazywać i wyrażać nawet smutek, strach, niepokój i oburzenie, odnosząc wszystko do relacji z Bogiem».
Tymi słowami papież Leon XIV przypomniał, że seminarium Nie jest to jedynie miejsce nauki czy przygotowania duszpasterskiego. Jest to również przestrzeń, w której przyszły kapłan uczy się prawdziwie poznawać samego siebie, dojrzewać wewnętrznie oraz oddawać całe swoje życie Bogu. Dlatego też określił seminarium jako autentyczne szkoła uczuć: miejsce, w którym serce uczy się kochać głęboko, swobodnie i spojrzeniem Chrystusa.
Kształcenie księży zdolnych do towarzyszenia ludziom
Słowa Papieża są szczególnie aktualne. Dzisiaj wiele osób poszukuje w kapłanie kogoś, kto potrafi słuchać, kto towarzyszy z bliska i kto mówi o Bogu na podstawie prawdziwego, ludzkiego doświadczenia. Wymaga to wszechstronnego kształcenia.
Właśnie dlatego Kościół tak bardzo kładzie nacisk na właściwe wykorzystanie czasu spędzonego w seminarium: ponieważ nie chodzi tam wyłącznie o naukę czy rozeznanie powołania. Tam uczy się, jak być duszpasterzem.
Ksiądz posiadający solidne wykształcenie humanistyczne potrafi budować mosty, lepiej rozumieć rany swojej wspólnoty oraz przybliżać Chrystusa z większą delikatnością i głębią.
"Zachęcam Państwa do częstego wzywania Ducha Świętego, aby ukształtował w Państwa sercach serce posłuszne, zdolne do uchwycenia obecności Boga, również poprzez wsłuchiwanie się w głosy natury i sztuki, poezji, literatury i muzyki, a także nauk humanistycznych.
W ramach rygorystycznego zaangażowania w studia teologiczne niech będą Państwo również gotowi słuchać z otwartym umysłem i sercem głosów płynących z kultury, takich jak najnowsze wyzwania związane ze sztuczną inteligencją oraz te związane z media społecznościowe. Przede wszystkim, tak jak czynił to Jezus, nauczcie się wsłuchiwać w często cichy krzyk najmniejszych, ubogich i uciśnionych, a także tak wielu osób – zwłaszcza młodych – które poszukują sensu swojego życia.
Jeśli będą Państwo dbać o swoje serce, poświęcając codziennie chwilę na ciszę, medytację i modlitwę, będą Państwo mogli nauczyć się sztuki rozeznania. To również jest ważne zadanie: nauczyć się rozeznawać. Kiedy jesteśmy młodzi, nosimy w sobie wiele pragnień, marzeń i ambicji. Serce jest często przepełnione i zdarza się, że czujemy się zagubieni.
Natomiast, wzorując się na Matce Bożej, nasze wnętrze powinno być zdolne do strzeżenia i rozważania. Powinno być zdolne do synballein, jak pisze ewangelista Łukasz (2, 19-51): złożyć fragmenty w całość. Strzeżcie się powierzchowności i składajcie fragmenty życia w modlitwie i medytacji, zadając sobie pytanie: czego uczy mnie to, czego doświadczam? Co to mówi o mojej drodze? Dokąd prowadzi mnie Pan?»
Dzięki wsparciu tysięcy członków, darczyńców i przyjaciół seminarzyści oraz księża diecezjalni z ponad 130 krajów mogą studiować i kształcić się w Rzymie oraz w Pampelunie.
Otrzymują wprawdzie wykształcenie akademickie, ale także wsparcie duchowe, duszpasterskie i ludzkie, które umacnia ich powołanie i przygotowuje ich do powrotu do swoich diecezji z uniwersalnym spojrzeniem i dobrze ukształtowanym sercem.
To w pełni nawiązuje do sen, który miał papież Leon XIV przypomina całemu Kościołowi: niech będą kapłani święci, bliscy wiernym i dobrze przygotowani do służby dzisiejszemu światu.
Proszę spełnić marzenie papieża
Wizyta Papieża w Hiszpanii ponownie wysunęła to przesłanie na pierwszy plan. Jego wezwanie do dbania o formację seminarzystów nie jest abstrakcyjną ideą. Jest to konkretne zaproszenie skierowane do całego Kościoła.
W Fundacji CARF Chcemy odpowiedzieć czynami: pomagając tym, którzy dziś przygotowują się do poświęcenia swojego życia na służbę innym.
Ponieważ wspieranie formacji seminarzysty oznacza pomoc w kształtowaniu serca zdolnego do towarzyszenia, udzielania wsparcia i niesienia nadziei tam, gdzie jest ona najbardziej potrzebna.
«Seminarzyści mają prawo do jak najlepszego wykształcenia, a Kościół ze swojej strony ma prawo do dobrze wykształceni księża. Kryterium, dzięki któremu seminaria mogą stać się prawdziwymi ośrodkami formacji, polega na tym, by zapewniały one odpowiednie doświadczenie życia wspólnotowego; aby zatrudniały formatorów w pełni poświęconych nauce i nauczaniu, posiadających doświadczenie w towarzyszeniu duchowym; oraz aby dysponowały wyższymi ośrodkami teologicznymi wyposażonymi w środki niezbędne do pełnienia ich funkcji. W tym celu niezbędne jest nie tylko połączenie sił, ale także nauczenie się wspólnej pracy nad pokonywaniem tych wyzwań» (Spotkanie z biskupami Hiszpanii. Siedziba Konferencji Episkopatu, Madryt. Poniedziałek, 8 czerwca 2026 r.).
Na całym świecie są młodzi mężczyźni, którzy usłyszeli głębokie wezwanie do podążania za powołaniem kapłańskim. Chcą służyć, towarzyszyć, udzielać sakramentów i pomagać ludziom w spotkaniu z Bogiem. Ale wielu z nich nie ma środków finansowych, aby być dobrze wyszkolonym, akademicko i po ludzku, na tym kluczowym etapie ich spotkania z Bogiem.
Papież Leon XIV przypomniał o tym niedawno z prostotą i głębią w swoim liście apostolskim "." Lojalność, która generuje przyszłość: «Wierność, która buduje przyszłość – do tego właśnie powołani są kapłani również dzisiaj, mając świadomość, że wytrwałość w misji apostolskiej daje nam możliwość zastanowienia się nad przyszłością posługi oraz pomagania innym w dostrzeganiu radości płynącej z powołania kapłańskiego... Tożsamość kapłanów kształtuje się wokół ich istoty dla i jest to nierozerwalnie związane z ich misją… upragniona odnowa całego Kościoła zależy w dużej mierze od posługi kapłanów, ożywionej duchem Chrystusa.
Powołanie do posługi kapłańskiej jest dobrowolnym i bezinteresownym darem od Boga. Powołanie nie oznacza bowiem przymusu ze strony Pana, lecz pełną miłości propozycję planu zbawienia i wolności dla naszego życia, którą otrzymujemy, gdy dzięki łasce Bożej uznajemy, że w centrum naszego życia znajduje się Jezus, Pan. W ten sposób powołanie do posługi kapłańskiej rozwija się jako ofiara z samego siebie dla Boga, a tym samym dla Jego świętego Ludu.
Cały Kościół modli się i raduje z tego daru, mając serca przepełnione nadzieją i wdzięcznością, jak wyraził to papież Benedykt XVI na zakończenie Roku Kapłańskiego: «Chcieliśmy rozbudzić radość z tego, że Bóg jest nam tak bliski, oraz wdzięczność za to, że powierza się naszej słabości; że prowadzi nas i pomaga nam dzień po dniu. Chcieliśmy również w ten sposób ponownie uświadomić młodym ludziom, że to powołanie, ta wspólnota służby dla Boga i z Bogiem, istnieje; co więcej, że Bóg oczekuje naszego “tak”».
Z tego powodu Kościół szczególnie troszczy się o formację przyszłych kapłanów, aby byli oni ludźmi przygotowanymi pod względem ludzkim, duchowym i duszpasterskim, zdolnymi do towarzyszenia swoim wspólnotom i służenia ludziom tam, gdzie są najbardziej potrzebni. Tym właśnie zajmuje się Fundacja CARF od 1989 roku.
W wielu krajach na całym świecie są ludzie z powołaniem do kapłaństwa, gdzie Wiara jest silna, ale zasoby są ograniczone. To właśnie tutaj Państwa pomoc ma znaczenie.
Od momentu powstania Fundacja CARF towarzyszy seminarzystom i księżom diecezjalnym ze 130 krajów, aby mogli otrzymać integralną formację, której Kościół potrzebuje dziś i będzie potrzebował jutro. Za każdym z nich kryje się historia, rodzina, ludzie i cała diecezja, która pewnego dnia będzie miała księdza lepiej przygotowanego do służenia im i formowania innych.
Dzięki Państwa pomocy jest to możliwe Marzenie papieża Leona XIV: aby formacja dotarła do seminarzystów i księży na całym świecie. Niech przyszłość Kościoła będzie budowana na mocnych fundamentach, z dobrze przygotowanymi i oddanymi ludźmi.
Proszę spełnić marzenie papieża! Proszę umożliwić formację tych, którzy będą troszczyć się o wiarę i życie milionów ludzi na całym świecie.
Spis treści
24 czerwca: św. Jan Chrzciciel, poprzednik
The Kościół katolicki obchodzi uroczystość Narodzenia Pańskiego Święty Jan Chrzciciel 24 czerwca. W odróżnieniu od zdecydowanej większości świętych, których wspominamy w dniu ich odejścia do nieba (w przypadku Prekursora jest to 29 sierpnia), świętego Jana Chrzciciela wspominamy również w dniu jego ziemskich narodzin.
Kim naprawdę był ten człowiek ubrany w skórę wielbłąda, którego wielu uważało za szaleńca, a który ostatecznie zapoczątkował Odkupienie wszystkich ludzi?
Święty Jan Chrzciciel: narodziny naznaczone cudem
Historia Jana zaczyna się od jego rodziców, Zachariasza (jednego z ksiądz (Żyd) i Izabela. Byli już w podeszłym wieku, a jej bezpłodność uniemożliwiła im posiadanie potomstwa. Pewnego dnia, gdy Zachariasz przebywał w świątyni, archanioł Gabriel ukazał się mu, aby oznajmić mu, że będą mieli syna, który przygotuje drogę Mesjaszowi. Zachariasz nie uwierzył w tę wiadomość i w rezultacie stracił mowę, aż do momentu, gdy spełniła się ta obietnica.
W historii poczęcia św. Jana znajduje się jeden fascynujący szczegół: kiedy Maria Panna (która już oczekiwała Jezusa) udała się z wizytą do swojej kuzynki Elżbiety, a dziecko Jan podskoczyło z radości w łonie matki, słysząc pozdrowienie Marii. Na podstawie tego wydarzenia w pobożności ludowej oraz tradycji Kościoła uznaje się, że Jan został uwolniony od grzechu pierworodnego jeszcze przed narodzinami.
Osiem dni po jego narodzinach nadszedł czas, by nadać mu imię. Rodzina była przekonana, że będzie się nazywał Zachariasz, tak jak jego ojciec. Izabela jednak sprzeciwiła się temu, a Zachariasz poprosił o tabliczkę, na której napisał: «Ma na imię Juan» (co oznacza "Bóg jest miłosierny"). W tej samej chwili Zachariasz odzyskał mowę. Tym gestem jego rodzice zrezygnowali z narzucania mu własnych planów i przyjęli wyjątkowe powołanie, jakie Bóg przeznaczył dla ich syna.
Podczas modlitwy Anioł Pański z 24 czerwca 2012 r. Benedykt XVI stwierdził: «Już od łona matki Jan jest poprzednikiem Jezusa: anioł zwiastuje Marii jego cudowne poczęcie jako znak, że ‘dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych’ (Lc (1, 37), sześć miesięcy przed wielkim cudem, który przynosi nam zbawienie – zjednoczeniem Boga z człowiekiem dzięki działaniu Ducha Świętego».
«Wszystkie cztery Ewangelie nadają szczególne znaczenie postaci Jana Chrzciciela jako proroka, który zamyka Stary Testament i zapoczątkowuje Nowy, rozpoznając w Jezusie z Nazaretu Mesjasza, Poświęconego Pana» – kontynuował papież-teolog.
Głos wołający na pustyni
Jan jest kluczową postacią, która stanowi pomost między Starym a Nowym Testamentem; jest ostatnim z proroków. Nie był człowiekiem konwencjonalnym. Młodość spędził na pustyni, prowadząc niezwykle surowy tryb życia: nosił skórę wielbłąda przewiązaną skórzanym pasem i żywił się konikami polnymi oraz dzikim miodem.
Około roku 26 n.e., kierowany przez Duch Święty, zaczął głosić nad brzegiem rzeki Jordanu. Jego przesłanie było bezpośrednie, a niekiedy surowe – posunął się nawet do nazwania faryzeuszy i hipokrytów, którzy się do niego zbliżali, "plemieniem węży". Zachęcał ludzi do zmiany życia i udzielał wszystkim "chrztu nawrócenia". Chociaż jego wygląd i surowość mogły sprawiać wrażenie szaleństwa, sednem jego przesłania nie była kara, lecz przygotowanie serc ludzi na przyjęcie zbliżającego się miłosierdzia Bożego.
Święty Josemaría o chrzcie Jezusa Chrystusa
Najważniejszy moment jego misji nastąpił, gdy sam Jezus udali się nad rzekę Jordan, aby przyjąć chrzest. Widząc Go, Jan rozpoznał Go i wypowiedział słowa, które do dziś się powtarzają: "Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata".
W odniesieniu do tego fragmentu, Święty Josemaría zachęcał nas do refleksji. Podkreślał, jak w Chrzest, Bóg Ojciec przejmuje panowanie nad naszym życiem, włącza nas w życie Chrystusa i zsyła nam Ducha Świętego. Założyciel Opus Dei przypominał, że Pan poprzez ten sakrament umieszcza w naszej duszy nieusuwalną pieczęć, która czyni nas dziećmi Bożymi.
«W chrzcie nasz Ojciec Bóg przejął panowanie nad naszym życiem, włączył nas do życia Chrystusa i zesłał nam Ducha Świętego. Siła i moc Boża rozjaśniają oblicze ziemi. Sprawimy, że świat zapłonie w płomieniach ognia, który Pan przyszedł przynieść na ziemię! ... A światło Pana prawdy, Jezu nasz, oświeci umysły w dniu bez końca».
«Słyszę, jak woła Pan, mój Królu, żywym głosem, który wciąż rozbrzmiewa: “Przyszedłem rzucić ogień na ziemię – a czegoż innego pragnę, jak tylko by się zapalił?” (Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i czegoż innego pragnę, jak tylko by płonęła) – I odpowiadam – całym sobą – wszystkimi zmysłami i siłami: “Oto ja: ponieważ mnie wezwałeś!” (jestem tutaj, ponieważ mnie pan wezwał). Pan poprzez chrzest odcisnął w Pańskiej duszy nieusuwalny znaklub: »Jesteś synem Boga. Dziecko: czyż nie pała Pan pragnieniem, by wszyscy Go pokochali?”
«On musi wzrastać, a ja muszę maleć»
Jan był prawdziwym mistrzem pokory. Pomimo swojego ogromnego wpływu społecznego i rzeszy zwolenników (w rzeczywistości pierwsi apostołowie Jezusa, tacy jak Piotr, Andrzej i Jan, byli początkowo uczniami Jana Chrzciciela), nigdy nie dążył do bycia w centrum uwagi. Jego duchowy testament można podsumować jednym zdaniem, które pozostawił swoim zwolennikom: «On musi wzrastać, a ja muszę maleć». Jego jedyną misją było wskazanie Chrystusa, a gdy to uczynił, ustąpić.
Świadek Prawdy aż do męczeństwa
Człowiek o tak wielkiej uczciwości nie mógł przymykać oczu na niesprawiedliwości ze strony władzy. Jan otwarcie zganił króla Heroda Antypasa za to, że rozwiódł się i poślubił Herodiadę, żonę własnego brata. Ta odwaga w obronie prawdy i małżeństwa kosztowała go uwięzienie, ponieważ Herodiada zaczęła go nienawidzić aż do momentu, gdy doprowadziła do jego śmierci.
Jego koniec nastąpił w tragiczny sposób podczas wielkiej uczty z okazji urodzin Heroda. Salome, córka Herodiady, zatańczyła przed gośćmi i tak bardzo spodobała się królowi, że ten pod przysięgą obiecał jej spełnić każde jej życzenie. Pod wpływem matki młoda kobieta poprosiła o głowa Jana Chrzciciela na tacy. Herod, zasmucony, ale nie chcąc stracić twarzy przed swoimi gośćmi, nakazał ścięcie Jana w więzieniu.
W dzisiejszych czasach św. Jan Chrzciciel pozostaje wzorem wiernej świętości: uczy nas, jak być odważnymi obrońcami prawdy, jak żyć bez zbędnych przywiązań, a przede wszystkim jak uczynić z własnego życia narzędzie służące przybliżaniu innych do Boga.
W 2007 roku, będąc już papieżem, Benedykt XVI powiedział to samo podczas modlitwy Anioł Pański. «Dzisiaj, 24 czerwca, liturgia zachęca nas do świętowania uroczystości Narodzenia św. Jana Chrzciciela, którego życie było całkowicie ukierunkowane na Chrystusa, podobnie jak życie jego matki, Marii. Św. Jan Chrzciciel był poprzednikiem, “głosem” posłanym, by zwiastować Słowo Wcielone».
«Dlatego upamiętnienie jego narodzin oznacza w rzeczywistości świętowanie Chrystusa, który jest wypełnieniem obietnic wszystkich proroków, spośród których największym był Jan Chrzciciel, powołany do “przygotowania drogi” przed Mesjaszem (por. Mt (11, 9–10)».
The Papież Franciszek zaznaczył w styczniu 2025 roku, podczas Jubileuszu Jezus podkreśla przed wszystkimi: «Zapewniam was, że nie ma nikogo większego od Jana, a jednak najmniejszy w Królestwie Bożym jest większy od niego" (w. 28). Nadzieja, bracia i siostry, tkwi w całości w tym skoku jakościowym. Nie zależy ona od nas, lecz od Królestwa Bożego. Oto niespodzianka: przyjęcie Królestwa Bożego prowadzi nas do nowego porządku wielkości. Nasz świat, my wszyscy tego potrzebujemy! A my mówimy: co powinniśmy zrobić? [zacząć od nowa]; nie do końca rozumiem [zacząć od nowa]. Proszę o tym nie zapominać: zacząć od nowa.
Ścięcie św. Jana Chrzciciela (Caravaggio).
Kiedy Jezus wypowiada te słowa, Jan Chrzciciel przebywa w więzieniu, pełen pytań. Również my, w naszej wędrówce, nosimy w sobie tak wiele pytań, a wiecie dlaczego? Ponieważ jest wielu “Herodów”, którzy wciąż przeciwstawiają się Królestwu Bożemu. Jednak Jezus wskazuje nam drogę – drogę nowych Błogosławieństw, które są zaskakującymi prawami Ewangelii. Zadajmy sobie zatem pytanie: czy noszę w sobie szczere pragnienie, by zacząć od nowa? Czy chcę nauczyć się od Jezusa, kto jest naprawdę wielki? Najmniejszy w Królestwie Bożym – to właśnie on jest wielki. A my musimy… [Zacząć od nowa, zacząć od nowa]. Zacząć od nowa.
Nauczmy się zatem od Jana Chrzciciela, jak ponownie uwierzyć. Nadzieja dla naszego wspólnego domu – tej naszej tak wyzyskiwanej i zranionej Ziemi – oraz nadzieja dla wszystkich ludzi tkwi w wyjątkowości Boga. Jego wielkość jest inna. A my zaczynamy od nowa od tej oryginalności Boga, która zabłysła w Jezusie i która teraz zobowiązuje nas do służby, do braterskiej miłości, do uznania naszej małości. A także do dostrzegania najmniejszych, do słuchania ich i bycia ich głosem. Oto nasz nowy początek, oto nasz jubileusz! A my musimy… [zacząć od nowa] Dziękujemy!».
Ewangelia o narodzinach św. Jana Chrzciciela (Łk 1, 57–66, 80)
W międzyczasie dla Izabeli nadszedł czas porodu i urodziła syna. Sąsiedzi i krewni usłyszeli, że Pan obdarzył ją wielkim miłosierdziem, i gratulowali jej. Ósmego dnia przyszli, aby obrzezać dziecko, i chcieli nadać mu imię jego ojca, Zachariasza. Jednak jego matka powiedziała:
—W żadnym wypadku, będzie się nazywał Juan.
I rzekli do niego:
—W Pańskiej rodzinie nie ma nikogo o tym imieniu. W tym samym czasie za pomocą znaków pytali ojca, jak chce, by go nazywano. A on, poprosiwszy o tabliczkę, napisał: «Jan to jego imię». Co wywołało u wszystkich wielki podziw. W tym momencie odzyskał mowę, jego język się rozwiązał i mówił, wielbiąc Boga. Wszyscy jego sąsiedzi ogarnęła bojaźń, a o tych wydarzeniach mówiono po całej górskiej Judei; a wszyscy, którzy o tym słyszeli, zachowywali to w swoich sercach, mówiąc:
—Czym więc zostanie ten chłopiec?
Ponieważ ręka Pana była z nim.
W międzyczasie chłopiec dorastał i umacniał się duchowo, mieszkając na pustyni aż do czasu, gdy miał objawić się Izraelowi.
Komentarz do Ewangelii
Wśród Izraelitów nadanie imienia należało do wyłącznej kompetencji ojca dziecka. Był to sposób na potwierdzenie ojcostwa wobec noworodka. Dlatego to Zachariasz miał nadać imię dziecku, choć w tamtej chwili trudno mu było się wypowiedzieć, ponieważ z powodu swojej niewiary stracił mowę.
Rodzice św. Jana Chrzciciela zdawali sobie sprawę, że Bóg obdarzył ich błogosławieństwem, zsyłając im dziecko, gdy wydawało się, że nie mają już żadnego powodu do nadziei. Niezwykły sposób, w jaki przyszedł on na świat, przypominał im, że ten syn był darem od Pana. Anioł powiedział Zachariaszowi, że ten syn przyniesie wiele radości nie tylko swoim rodzicom, ale także rzeszy ludzi: «Będzie dla ciebie radością i weselem, a wielu będzie się cieszyć z jego narodzin» (Łk 1,14). Święty Jan, ten tak długo wyczekiwany syn, miał misję wobec całego ludu: «nawróci wielu spośród synów Izraela do Pana, ich Boga» (Łk 1,16).
Izabela i Zachariasz nalegają, by nadać dziecku imię wskazane przez anioła. Za tym postawą można dostrzec pragnienie ofiarowania tego syna Bogu. Nie chcą oni sprawować władzy nad jego życiem, ani nie dążą do umocnienia swojej pozycji poprzez ojcostwo. W rzeczywistości Zachariasz rezygnuje z nadania mu swojego imienia, choć dla innych wydawało się to najbardziej logiczne. Jednak dla Izabeli i jej męża najważniejsze jest, aby ich syn wypełnił misję, z jaką przyszedł na świat.
Gdy Zachariasz napisał: «Jego imię to Jan», jego język się rozwiązał i zaczął wielbić Boga. Jest to radość hojnego ojca, który oddaje swojego syna w ręce Pana i z entuzjazmem przyjmuje powierzoną mu misję.
W rodzicach św. Jana Chrzciciela odnajdujemy wspaniały przykład dla wszystkich rodziców. Panowi podoba się, gdy cieszymy się z daru dzieci. Jednocześnie zachęca nas do szanowania i kochania “imienia”, które On im nadał: to znaczy ich wrodzonego usposobienia, talentów, a przede wszystkim ich powołania. Rodzice stają się zatem wspierającymi czynniki rozwoju osobowości swoich dzieci oraz wielką pomocą w przyjęciu przez nie misji, jaką powierzył im Pan.
Spis treści
Msza Święta – pełnia czasów
W niniejszej medytacji ojca Ricardo Sady analizuje się, w jaki sposób Msza św. nadaje nowe znaczenie ofierze Chrystusa, ujawniając naszą tożsamość jako dzieci Boże i stając się istotnym centrum życia każdego chrześcijanina.
«Wiemy, że Biblia jest Słowem Bożym; nie są to słowa czysto ludzkie, choć zostały spisane przez świętych pisarzy, lecz jest to Słowo objawione, Słowo życia wiecznego.
A nauka, którą przekazuje nam św. Paweł, brzmi: "Gdy nadeszła pełnia czasów, Bóg posłał swojego Syna, zrodzonego z kobiety, zrodzonego pod Prawem".
Gdy nadeszła pełnia czasów, gdy nadszedł kluczowy moment w historii ludzkości, gdy minęło już kilka tysięcy lat – nie wiemy dokładnie ile – od grzechu pierworodnego, a lud Izraela został wybrany, aby w nim narodził się Mesjasz, gdy wszystko było już przygotowane, Bóg posłał swojego Syna. Swojego jedynego Syna, zrodzonego z kobiety, zrodzonego pod Prawem. Zrodzony z kobiety, przyjął ciało w łonie kobiety i dlatego jest prawdziwym człowiekiem, a jednocześnie prawdziwym Synem Bożym.
A po co? Św. Paweł mówi: "Abyśmy osiągnęli pełnię synostwa". Nie jest to coś, co pozostaje jedynie w Słowie Bożym, lecz głęboko nas dotyczy. Dlatego Kościół mówi: "Chrystus objawia człowiekowi samego człowieka". Chrystus odkrywa przed nami głęboką tajemnicę człowieka. Czym jest człowiek? Kim pan jest? A kim ja jestem?
Msza święta, wyniesiona do rangi boskiego porządku
Jesteśmy duchem wcielonym, stworzonym ku wiecznej jedności z Bogiem, aby żyć w intymnej bliskości z Bogiem, ponieważ Bóg łączy nas ze swoim Synem i obdarza nas życiem swojego Syna. Dlatego też mówi nam: "To właśnie jesteś – jesteś duchem przebywającym w ciele". Ale to nie wszystko – nie są Państwo jedynie ciałem i duszą, lecz dzięki posiadaniu duszy mają Państwo zdolność wzniesienia się do rangi boskości.
Uważam zatem, że ważne jest, abyśmy zawsze nieco korygowali nasze wyobrażenie o tym, czym jest człowiek, oraz o tym, kim my sami jesteśmy. Pan nie jest ciałem, pan posiada ciało. Jest Pan przede wszystkim duszą, jest Pan duchem. Jest Pan duchem. Gdyby nie miał Pan ciała, byłby Pan aniołem. Ale ponieważ ma Pan ciało, jest Pan człowiekiem.
Jednak to, co ma znaczenie, to nie tyle pańskie ciało, choć widzimy na przykład, że dokonują się ogromne, no nie wiem, postępy medyczne, prawda? To dobrze, że przynoszą one ulgę ciałom. Jednak w końcu wszystkie ciała umrą, ulegną rozkładowi i przeminą z tego czy innego powodu, ale dusza żyje wiecznie.
I tak jak często martwimy się o zdrowie naszego ciała, udajemy się do lekarza, otrzymujemy leki, przechodzimy kurację i tak dalej, tak samo nie możemy uważać, że dusza jest mniej ważna – wręcz przeciwnie.
Że jesteśmy przede wszystkim duchem, duchem w ciele, ale ten duch i to ciało, wyniesione do rangi dzieci Bożych, uświęcone przez łaskę, łaskę uświęcającą. Łaska ta jest życiem Chrystusa, które przekazywane jest nam niczym transfuzja krwi, która zamiast krwi wlewa w nas boskość.
Zagłębić się w tajemnicę miłości
Cóż, powinniśmy więc właściwie doceniać samych siebie. Jesteśmy o wiele więcej, niż się wydaje. Wczoraj mówiliśmy, że człowiek powinien przypominać ptaki, ponieważ potrafi latać i śpiewać, a oto Bóg mówi nam: "Spójrz, nie ma dla ciebie ograniczeń w lataniu, twój duch może latać bez końca". Podobnie jak ciało ma wiele ograniczeń – męczy się i może unieść tylko określoną liczbę kilogramów, biegać z określoną prędkością – tak nie jest w przypadku Państwa duszy; Państwa dusza może wznosić się w górę bez końca, nie ma dla niej żadnych ograniczeń. Nie ma dla niej ograniczeń w miłości.
Cóż, to właśnie jest tajemnica – tajemnica każdego człowieka – i właśnie dlatego podczas rekolekcji lub chwili modlitwy zawsze dążymy do tego, aby, powiedzmy, zagłębić się w swoje wnętrze; to właśnie tam mieszka prawda; w Pańskim wnętrzu jest miejsce dla Boga; to właśnie tam dochodzi do spotkania.
Chrystus bowiem objawia człowiekowi samego siebie i pozostawia nam sakramenty. On sam jest sakramentem. Czym jest sakrament? Sakrament to rzecz namacalna, która posiada lub zawiera łaskę niewidzialną. A Chrystus jest tajemnicą, ponieważ ludzie, którzy Go widzieli, dostrzegali w Nim człowieka, który przemawiał, wykonywał pewne gesty i dokonywał cudów. Jednak ci, którzy mieli wiarę, dostrzegali w Nim również Syna Bożego – sakrament.
A potem mówi: "Zostawię wam sakramenty jako znaki mojej obecności, abyście o mnie nie zapomnieli, abyście zawsze o mnie pamiętali". I pozostawia nam siedem sakramentów.
Chciałem, abyśmy porozmawiali nieco o Eucharystii, ale nie o Eucharystii jako o konsekrowanej hostii, lecz o Eucharystii jako o samym obrzędzie jej sprawowania. To, co nazywa się Eucharystia w trakcie sprawowania, to znaczy w samym jej sprawowaniu, które jest ofiarą mszalną, świętą ofiarą mszalną. Oby ta krótka refleksja nad mszą sprawiła, że wzrośnie nasza wiara i wzrośnie nasza miłość.
Miłość Chrystusa na Kalwarii
Ponieważ jest to rzeczywistość, która – jeśli spojrzymy na nią powierzchownie – może wydawać się bardzo nudna. Zawsze to samo. Ech, "mógłbym robić o wiele ciekawsze rzeczy". Mam, no nie wiem, cały świat rozrywki w telefonie i tak dalej, ale to jest bardzo powolne i zaczynam zasypiać, a poza tym może przyszedłem, no nie wiem, nie było miejsca, a poza tym nie podoba mi się sposób, w jaki ten ksiądz mówi, albo jak głosi kazanie". I ponownie mówimy: "proszę spróbować się zagłębić, proszę spróbować dotrzeć do sedna”. A co pan/pani robi, będąc na mszy? Bierze pan/pani udział w ofierze Chrystusa na Kalwarii.
Wszyscy jesteśmy zatem wezwani do pogłębiania naszej wiary, a także do modlitwy, na przykład w intencji księży. Jest to bardzo ważne, ponieważ my, księża, odprawiamy wiele mszy świętych. Wczoraj zadzwonił do mnie ksiądz z pytaniem, czy mógłbym mu pomóc, ponieważ miał wiele mszy. Odpowiedziałem mu: "Słuchaj, proszę mi wybaczyć, ale ten drugi ksiądz nie będzie tutaj i nie mogę przyjechać, ale cóż, proszę dać mi znać ponownie".
Być może miałby odprawić cztery lub pięć mszy w niedzielę lub w dzień, w którym obowiązuje uczestnictwo we mszy. Mówimy: "Słuchaj, a czy po trzeciej mszy, po czwartej mszy, nie zaczyna pan jakby tracić wiary? Czy nie czuje pan zmęczenia? Albo czy nie pojawia się jakaś odrobina znużenia z powodu odprawiania mszy? Być może traci Pan już głos i ma Pan chrypkę, ponieważ dużo Pan mówił i podczas każdej mszy wygłaszał homilię. A ponadto, ponieważ zgromadziło się tak wiele osób, musiał Pan stać przez długi czas".
Nie wiem, czy powinniśmy modlić się o to, by ten kapłan nigdy nie stracił świadomości, że aktualizuje ofiarę Chrystusa. I że najważniejsze nie jest liturgia słowa ani – nie wiem – seria ogłoszeń parafialnych, które nam przekazują, ale że najważniejsze jest podwójne konsekrowanie. Ten moment, w którym osobno konsekruje się chleb i wino, symbolizujące krwawe rozdzielenie Ciała i Krwi Jezusa na Kalwarii. A boska mądrość znalazła cudowny sposób, by uczynić ten moment obecnym.
Miesiąc nisan
Żaden z nas nie był obecny w Jerozolimie 14 dnia miesiąca nisan w roku 33, w godzinach od 12:00 do 15:00. Nie, nie byliśmy tam. Ale On mówi: "Spójrz, teraz dam ci szansę, byś tam był. Będziesz obecny podczas ofiary na Kalwarii. Wyruszysz ze swoją wiarą niczym statek kosmiczny, który przeniesie Pana przez czas i przestrzeń i umieści Pana w Jerozolimie tego dnia i o tej godzinie. A Pańska wiara powie Panu: 'Oto Pan tu jest'”.
"Oto jesteście tutaj, a nie ma innego Chrystusa, który umiera w pełni czasów”. Kiedy oś Ziemi zaczyna sprawiać, że wszystko kręci się wokół krzyża Chrystusa. Wszystko tam się rozstrzyga.
Dlatego kapłan, po dokonaniu podwójnej konsekracji, mówi: "To jest sakrament naszej wiary". Tajemnica. Słowo "sakrament" oznacza tajemnicę. Tajemnica – widzę jedną rzecz, ale kryje się za nią o wiele więcej. "Wiary", ponieważ nie tworzymy tu żadnych efektów specjalnych. Nie odtwarzamy przecież filmu ani odgłosów uderzeń młotka podczas przybijania Chrystusa do krzyża, ani krzyków żołnierzy czy tłumu, ani też siedmiu słów Jezusa, prawda? Nie mówimy przecież: „Krew spływa, a On właśnie teraz, no nie wiem, wypowiada to czy tamto słowo”, prawda?
Jednak wiara mówi nam, że w podwójnym poświęceniu Ciało i Krew Chrystusa są oddzielone. Zatem Chrystus jest martwy, właśnie umarł. Właśnie umarł, jest martwy. Odbiorca mówi: "To jest sakrament naszej wiary, głosimy Twoją śmierć". Tak, umarłeś. I ta tak głęboka tajemnica sprawia, że następnie mówimy: "ale głosimy Twoje zmartwychwstanie".
On zmartwychwstał. Zmartwychwstały to ten sam, który był martwy, dlatego Zmartwychwstały ukazuje się z śladami gwoździ i ranami na rękach oraz w boku. Kończymy zaś słowami: "Przyjdź, Panie Jezu". Przyjdź już, aby ustanowić swoje królestwo, swoje ostateczne królestwo. Już się zaczęło, Pańskie królestwo już się rozpoczęło, ale prosimy, przyjdź, aby je w pełni ustanowić.
Co dzieje się podczas Mszy św.?
Dlatego dobrze, że tak bardzo cenimy mszę świętą. Obyśmy mogli ją zrozumieć – choć, jak już wspomniałem, nigdy nie zrozumiemy jej w pełni, ale przynajmniej nieco lepiej. Z Bożą pomocą i dzięki Duchowi Świętemu obyśmy nieco lepiej zrozumieli mszę świętą i postrzegali ją jako ogromny, ogromny przejaw Bożej miłości, jako prawdziwą eksplozję miłości.
I abyśmy również zrozumieli, jak wielki może być ból Chrystusa, gdy nie doceniamy Mszy świętej lub po prostu nie uczestniczymy w niej, gdy nie traktujemy jej jako absolutnego priorytetu, który nadaje sens nie tylko niedzieli, ale całemu tygodniowi.
Co dzieje się podczas mszy? Jak już wspomnieliśmy, Chrystus umiera, a tym samym otwierają się przed nami bramy nieba, które były zamknięte z powodu grzechu naszych przodków. Teraz znów możemy wejść do nieba, ponieważ Jezus zapłacił za nasze odkupienie swoją nieskończoną miłością.
Ponadto ratujemy dusze z czyśćca. Dlatego tak dobry jest ten zwyczaj, że gdy umiera ktoś bliski, zawsze, bez wyjątku, staramy się odprawić mszę świętą, a potem, jeśli to możliwe, dziewięciodniową serię mszy, a jeśli nie, to co miesiąc, a jeśli nie, to co roku, ponieważ każda msza wyciąga dusze z czyśćca. Być może ta osoba, nasz krewny, czy ktokolwiek inny, nadal przebywa w czyśćcu. Cóż, "ofiaruję Ci, Panie, tę mszę w intencji mojego zmarłego dziadka".
Pomogę mu wydostać się z czyśćca lub wyciągnę z czyśćca inne dusze. A kiedy stanę przed sądem, być może spotkam tam świętych, którzy powiedzą: "Będziemy o Panu mówić w samych superlatywach, ponieważ pomógł nam Pan wydostać się z czyśćca". Ponieważ ofiarował Pan również mszę w intencji nas, zmarłych.
Msza święta – jedna msza święta ma większą wartość niż modlitwy indywidualne. Czyż nie? Nie traćmy świadomości sakramentalnej mszy świętej; Kościół jest bowiem sakramentalny. A często słyszy się: "Nie, po prostu byłem już, na przykład, na jarmarku w Tepalcingo". No cóż, pojechał Pan więc na zakupy, czy też w jakim innym celu. "Nie, pojechałem obejrzeć Jezusa z Nazaretu". No dobrze, ale czy był pan na mszy, czy nie? "Byłem na procesji". Ale czy był pan na mszy, czy nie? Bo wszystko inne – nie próbujmy tego pomijać – nie jest aktem Chrystusa, nie jest działaniem Chrystusa o nieskończonej wartości.
W jednej z książek poświęconych mszy świętej czytamy: "Po konsekracji, podobnie jak na krzyżu, wszystko się wypełniło. On wciela się w dłonie kapłana, tak jak w łonie Maryi. Wszyscy jesteśmy przepełnieni łaską, a Pan jest z nami". Oto Jezus, który czyni dobro, uzdrawia wszelkiego rodzaju dolegliwości, dokonuje wszelkiego rodzaju cudów, przywraca wzrok niewidomym, rozmnaża chleb, uspokaja fale namiętności i cierpień oraz wskrzesza zmarłych do życia w łasce.
Oddając się całkowicie, tak jak w Wieczerniku, poświęcając się, tak jak w Ogrodzie Oliwnym, milcząc, tak jak w Jerozolimie, wznosząc się, tak jak na Kalwarii, przelewając swoją krew, tak jak na krzyżu, chwalebny i żywy jak w dniu swojego zwycięstwa, wylewając na całe ludzkość swoje błogosławieństwo, swojego Ducha i swoją łaskę. O, głębia tajemnic Bożych! Któż nie poczuje się przytłoczony na samą myśl o tej ofierze, w której Bóg nieustannie dokonuje tego, co raz na zawsze dokonał na Kalwarii, stając się sam świątynią, ołtarzem, kapłanem i ofiarą?
Bóg daje wszystko
Bóg obdarza tak, jak na to zasługuje, prawda? Bóg obdarza w nieskończoności. Bóg czyni cuda naprawdę niewiarygodne. Nie tylko dlatego, że pozostaje w chlebie obecny swoim Ciałem i Krwią, swoją duszą i boskością, ale także dlatego, że sprawia, iż Jego ofiara staje się aktualna. Jak wielki to cud? Jeśli się nad tym zastanowić, to na przykład ile jest tabernakuliów? To znaczy, tutaj, w tym domu, jest ten, jest tabernakulum w administracji, jest w szkole, są też w domu rekolekcyjnym.
No cóż, a czy we wszystkich tych tabernakulach znajduje się kielich zawierający wiele hostii? A w każdej hostii jest Jezus, a także w każdym kawałku każdej hostii – jeśli hostię się podzieli, Jego obecność się powiela. A co, jeśli pomnoży się to przez wszystkie tabernakula na świecie? To właśnie jest cud. To znaczy, co za niesamowity cud.
Cóż, wszystko to wynika z wielkiego cudu miłości Bożej. I to samo moglibyśmy powiedzieć o miejscu, w którym właśnie się znajdujemy, na tej szerokości geograficznej, o tej porze – w tej chwili musi być przecież, nie wiem, 10, 15, 20 tysięcy mszy świętych odprawianych w tej chwili. A za godzinę odbędzie się kolejnych 10, 15, 20. Gdzie? Cóż, nie wiem, w Afryce, w Australii, w Japonii, a może nawet tutaj, bo być może odbywa się właśnie msza wieczorna, i cóż, w tej chwili w Meksyku zapewne odprawia się wiele mszy, ponieważ jest to msza wieczorna.
Ofiarowanie na Kalwarii
I cóż za cud, prawda? Że ofiara z Kalwarii staje się obecna tu i tam, sto razy, tysiąc razy – a kto jest w stanie to uczynić? Cóż, jedynie moc Boża – cud najwyższej rangi.
Powiedzmy więc: "Nie mogę przecież umniejszać daru Bożego", prawda? Byłoby bardzo smutne, gdybyśmy postrzegali to na przykład jako zwykły obowiązek. "Po prostu muszę tam pójść". Nie wyświadczają Państwo Bogu przysługi, idąc na mszę; to On wyświadcza Państwu ogromną przysługę, zapraszając Państwa. Jest zaproszenie, które brzmi: "Przyjdź na moją ofiarę, bądź przy mnie". Nie postępujcie jak Piotr i pozostali apostołowie, którzy odeszli i nie byli obecni podczas ofiary; obecni byli jedynie Maria, Jan i święte kobiety.
Apostołowie, wszyscy pozostali – cóż, Judasz już zdążył odejść, by się powiesić, ale pozostałych dziesięciu uciekło w popłochu. A Jezus mówi nam: "No cóż, idę ponownie, ponownie was wzywam, ponownie jestem z wami, ponownie pragnę, byście mi towarzyszyli, pocieszajcie mnie, czerpcie z wszystkich łask, które zamierzam wylewać podczas tej Eucharystii".
Po pierwsze dlatego, że dołączy Pan do uwielbienia, jakie składam Ojcu Niebieskiemu, a tym samym wypełnia Pan swój pierwszy obowiązek jako stworzenie, jakim jest oddawanie chwały Bogu. "Przecież ja też potrafię bardzo dobrze modlić się w domu". Tak, ale z kim pan się modli? Modli się pan wraz z Chrystusem, zjednoczony z Chrystusem, wraz z całym Kościołem. A to, co pan modli, jest modlitwą osobistą. Oto nadeszła chwila odkupienia, pełnia czasów. To właśnie tutaj na świat wylewają się wszystkie dobra, wszystkie łaski.
Prosimy więc, Panie, pomóż nam choć trochę to zrozumieć; pomóż wszystkim wiernym chrześcijanom, pomóż wszystkim kapłanom, abyśmy nie uczynili z Mszy św. czegoś banalnego, powierzchownego, czegoś czysto ludzkiego, prawda? Jakby to było przedstawienie, w którym najważniejszy jest kapłan, prawda? Najważniejszy nie jest jednak kapłan.
Gdyby najważniejszy był kapłan, postępowalibyśmy tak jak pastorzy protestanccy, którzy po zakończeniu – no nie wiem, jak to się nazywa – swojej niedzielnej liturgii, czytania psalmów i śpiewów, udają się do wejścia do kościoła i żegnają wszystkich wiernych.
Nie, chodzi tu o to, że "nie poszedłem spotkać się z księdzem takim a takim". Nie, nie, nie poszedłem spotkać się z księdzem – nie musi on wychodzić, by mnie powitać – poszedłem spotkać się z Chrystusem, aby być z Chrystusem. A zatem ksiądz ma tu drugorzędne znaczenie. "Po prostu nie podoba mi się jego ton głosu" – to nie ma znaczenia. O ile jest to ważnie wyświęcony kapłan, to właśnie on aktualizuje ofiarę Chrystusa.
Niech będzie to odpowiedni moment, największy skarb. Pewien autor pisze: "W chwili śmierci największym pocieszeniem będą dla Pana msze święte, w których z pobożnością uczestniczył Pan w ciągu swojego życia. Każda msza, w której Pan uczestniczył, będzie Pana towarzyszyć przed sądem Bożym i tam wstawi się za Panem, aby Pan uzyskał przebaczenie". To właśnie będzie Państwa największą pociechą. Nie tyle, nie wiem, jakiś uczynek miłosierdzia, który Państwo uczynili, prawda? Ponieważ znajduję się w chwili, w której Jezus składa ofiarę Ojcu, a ja dołączyłem do Niego, uczestniczyłem w niej z pobożnością. Jakże dobrze, że mamy tę świadomość.
Obyśmy więc mogli powiedzieć: "Msza święta jest centrum mojego życia". Tak lubił mawiać św. Josemaría: "To znaczy, niech będzie centrum Państwa życia". Nie ma nic ważniejszego – ani dzisiaj, ani jutro, ani po ukończeniu studiów, ani w żadnym innym momencie – niż uczestnictwo we Mszy świętej. Niech Msza Święta stanie się centrum niedzieli. "Po prostu nie zdążyłem pójść na Mszę". Cóż, proszę postawić ją na pierwszym miejscu, a zobaczy Pan, że zawsze znajdzie się na to czas. Jeśli umieści Pan ją na pierwszym miejscu, czyli w centrum, wszystko inne będzie krążyć wokół Mszy Świętej, tak jak planety krążą wokół Słońca.
Postaramy się uniknąć rutyny i będziemy uczestniczyć w tym z entuzjazmem. Być może – nie wiem – nie muszę śpiewać ani, no cóż, odpowiadać zbyt głośno, ale to, co naprawdę muszę zrobić, to być świadomym tego, co robię. Skupić uwagę, uwagę wewnętrzną. Również na zewnątrz nie będę się zachowywać jak ktoś rozkojarzony, prawda? Ale mogę po prostu patrzeć przed siebie i być myślami gdzieś daleko. Postaram się, hm, naprawdę aktywnie uczestniczyć, brać udział w ofierze.
Należy zadbać o odpowiednie przygotowanie i punktualność. Prawda? To znaczy, pomyślałem sobie: co będę robił, gdzie będę, pójdę na ofiarę Chrystusa, zjednoczę się z Nim, przyjdę z zapasem czasu. No bo często, jeśli spóźnię się, nie znajdę już miejsca do siedzenia i będę czuł się bardzo nieswojo. Nie, proszę przyjść wcześniej, nie spóźniać się, bo w przeciwnym razie znajdzie się tam, wśród tłumu ludzi z tyłu, a spóźnieni wciąż przybywają, co rozprasza uwagę. Cóż, przybyłem wcześniej i udało mi się zająć dobre miejsce.
Mogę również przyjść z konkretnym zamiarem, mówiąc: "Tę mszę, Jezu, ofiaruję Ci właśnie z powodu tej mojej potrzeby, w intencji tej osoby, Kościoła, Papieża, dusz w czyśćcu lub tego zmarłego członka rodziny". Chodzi więc o intencję ofiarowania, dlatego staramy się nie opuszczać niedzielnej mszy.
I właśnie na tym polega sens Mszy świętej, to znaczy na tym, jaką wagę przypisuję Bogu, prawda? A także na tym, jaką wagę przypisuje Mu każdy chrześcijanin. Msza święta jest bowiem dla mnie, dla Pana, dla każdego z nas – jest to Pańska Msza święta, Msza święta, podczas której jednoczą się Państwo z Jezusem.
A papież św. Jan Paweł II lubił mawiać, że to, co wydarzyło się na Kalwarii, ma miejsce również podczas każdej liturgii. Nie tylko śmierć Chrystusa, ale także, na przykład, obecność Maryi. Maryja jest na Kalwarii, Maryja jest na każdej mszy świętej, jest jedyną osobą, która nigdy nie opuszcza mszy. Może być na mszy tylko jedna starsza pani, a może nikogo nie ma, albo była jedna osoba, ale był to turysta, który wyszedł.
Cóż, ale jest Maria – ona nigdy nie opuszcza żadnej mszy, tak jak była na Kalwarii i od tamtej pory. Papież mówi również, że właśnie tam Jezus powtarza słowa, które skierował do Jana: "Oto twoja matka, a tobie powierzam twoją matkę". Pomiędzy konsekracją chleba a konsekracją wina Jezus jest ukrzyżowany, ale jeszcze nie umarł.
I właśnie wtedy wypowiada te słowa: "Niewiasto, oto syn twój" oraz "oto matka twoja", bo właśnie wtedy mi to daje, w tej chwili to przyjmuję i odczuwam tę radość, i starałam się przeżyć tę celebrację w skupieniu, z głębi serca, ponieważ się przygotowałam, bo być może już od soboty zastanawiam się: "O której godzinie pójdę jutro na mszę?" i "Jak mam się pospieszyć, żeby zdążyć i nie biegać w pośpiechu?".
I "postaram się przyjść nieco wcześniej i poświęcę chwilę na modlitwę" albo mogę powiedzieć: "wezmę ze sobą mszał lub poszukam w Internecie, jaka jest jutrzejsza msza, jakie jest jutrzejsze czytanie z Ewangelii i jakie są jutrzejsze modlitwy właściwe, trochę się nad nimi zastanowię i pomodlę się trochę tymi modlitwami".
»Przede wszystkim jednak zamierzam zjednoczyć się z sercem Jezusa, który ofiarowuje się Ojcu i zbawia nas; nie są Państwo już istotami czysto ziemskimi, nie są Państwo już nawet istotami czysto psychicznymi – mają Państwo boską naturę, ponieważ Jezus, umierając, obdarzył nas zdolnością do tego, byśmy i my stali się dziećmi Bożymi”.
Ricardo Sada Fernández, meksykański ksiądz z Prelatury Świętego Krzyża i Opus Dei, jest inżynierem informatyki oraz doktorem teologii. Wyświęcony w 1981 roku, posiada wieloletnie doświadczenie jako kaznodzieja i kierownik duchowy; jest autorem kilku książek i znany jest ze swojej strony internetowej www.medita.cc, który codziennie publikuje medytacje w formie plików audio.
Spis treści
Yo me confieso, strona internetowa, która pomoże Państwu zrobić dobry rachunek sumienia
Niektórzy ludzie nie spowiadali się przez wiele lat. Inni chcą się wyspowiadać, ale nie wiedzą od czego zacząć. Strona internetowa Przyznaję się przyszedł nam pomóc. Niektórzy ludzie boją się, wstydzą lub po prostu czują, że “już nie pamiętają”, jak to było i co powinni zrobić. Są też tacy, którzy spowiadają się często, ale popadli w pewnego rodzaju rutynę, w której zawsze mówią to samo, prawie na pamięć, nie zatrzymując się zbyt długo, aby przeanalizować swoje życie.
W środku tej rzeczywistości pojawia się prosta, bezpośrednia i bardzo nowoczesna propozycja cyfrowa: yomeconfieso.es, strona internetowa zaprojektowana, aby pomóc Państwu dobrze przygotować się do sakramentu spowiedzi. Ale kto stoi za tą inicjatywą? Oczywiście ksiądz, Don Javier Sánchez-Cervera, twórca słynnych nagrań audio, dziesięć minut z Jezusem.
Strona internetowa nie ma na celu zastąpienia księdza ani przekształcenia sakramentu w coś cyfrowego. Jej cel jest znacznie prostszy i właśnie z tego powodu interesujący: towarzyszyć osobie przed spowiedzią.
I robi to w przyjaznym, nieskomplikowanym języku i z bardzo intuicyjną dynamiką.
Spowiadam się, narzędzie dla tych, którzy nie wiedzą, jak się spowiadać
Wielu katolików pamięta, jak uczyli się spowiadać jako dzieci, przed Pierwszą Komunią Świętą. Problem polega na tym, że wraz z upływem lat, jeśli ktoś odchodzi od praktyki sakramentu, powraca powszechne uczucie: “Nie wiem, jak to zrobić”.
Ksiądz Don Javier, twórca strony yomeconfieso.es.
Strona internetowa została wyraźnie zaprojektowana w odpowiedzi na tę sytuację. Od samego początku daje poczucie, że nikt Pana/Pani nie osądza. Nie używa zbyt technicznego lub moralizatorskiego języka. Wydaje się raczej kimś, kto towarzyszy panu krok po kroku, aby pomóc panu zrobić coś ważnego: spojrzeć na swoje życie ze szczerością.
Takie podejście jest prawdopodobnie jednym z największych sukcesów projektu. Ponieważ dzisiaj wiele osób nie odrzuca spowiedzi z powodu buntu przeciwko wierze. Czasami po prostu czują się zablokowani, niepewni lub odłączeni. Stracili nawyk. Nie pamiętają formuł. Nie wiedzą, co powiedzieć. Albo myślą, że ich grzechy “zawsze są takie same” i nie ma sensu do nich wracać. Sieć próbuje przełamać właśnie tę początkową barierę.
Rachunek sumienia: jasny, wizualny i bardzo ludzki
Najbardziej interesującą częścią tego doświadczenia jest interaktywne samobadanie oferowane przez stronę internetową. Zamiast długiego tekstu do przeczytania, proponuje ona różne tematy związane z codziennym życiem. Na każdym z nich użytkownik zaznacza, czy upada często, regularnie, trochę czy wcale.
I tutaj pojawia się coś ważnego: nie skupia się tylko na “najbardziej skandalicznych” grzechach. Lista obejmuje wiele różnych kwestii: brak modlitwy, przesądy lub opuszczanie Mszy Świętej, bluźnierstwo, pycha, nieposłuszeństwo, złe odpowiedzi, nienawiść, gniew, krytyka, plotkowanie, zastraszanie, ksenofobia, narkotyki, obżarstwo, pornografia, nieczystość, seks; kradzież, chciwość, materializm, egoizm, lenistwo, kłamstwo, zazdrość.
Podejście to jest uderzające, ponieważ łączy tradycyjnie uznawane grzechy z innymi, które są bardzo obecne w dzisiejszym życiu, zwłaszcza wśród młodych ludzi i dorosłych: mówienie źle o innych, życie z obsesją na punkcie rzeczy materialnych, normalizacja konsumpcji pornografii lub popadanie w dynamikę nienawiści i agresji w sieciach społecznościowych.
Oznacza to, że egzamin nie wydaje się abstrakcyjny ani oderwany od rzeczywistości. W sieci udaje się osadzić grzech w konkretnych sytuacjach życia codziennego. I to jest ważne, ponieważ często problemem nie jest to, że dana osoba nie chce iść do spowiedzi, ale to, że nawet nie identyfikuje pewnych postaw jako czegoś, co rani ją duchowo lub osobiście.
I nie tylko zadaje pytania: pomaga również w refleksji.. Po posortowaniu tych tematów według częstotliwości, witryna proponuje rozpoczęcie czatu z przewodnikiem. Przed rozpoczęciem pojawia się prosty komunikat przygotowujący użytkownika: “...".“Przejdźmy do pytań z listy, którą zamówił Pan wcześniej.".
Następnie pojawiają się pytania związane z wcześniej zaznaczonymi tematami. Użytkownik musi odpowiedzieć, czy wpadł w nie wiele razy, czasami, rzadko lub nigdy.
System jest progresywny: odpowiadasz na jedno pytanie i pojawia się następne. Dzięki temu egzamin jest znacznie bardziej dynamiczny niż tradycyjna lista kontrolna. Ale przede wszystkim pomaga się zatrzymać. Ponieważ jedną z najtrudniejszych rzeczy w dzisiejszych czasach jest właśnie to: zatrzymanie się i spokojne przeanalizowanie własnego życia.
Młody mężczyzna słucha rad księdza po spowiedzi.
Żyjemy otoczeni hałasem, ekranami, pośpiechem i ciągłym rozproszeniem uwagi. Wiele osób już dawno nie poświęciło dziesięciu minut na szczere zastanowienie się nad tym, jak żyją. Sieć yomeconfieso.es, bez dramatyzowania, zmusza nas do wykonania tego wewnętrznego ćwiczenia.
Spowiedź nie rozpoczyna się w konfesjonale.
Jednym z najciekawszych przesłań tego narzędzia jest to, że dobra spowiedź zaczyna się przed wejściem do kościoła. Zaczyna się, gdy decydujemy się być szczerzy wobec samych siebie.
Rachunek sumienia to coś więcej niż “sporządzenie listy grzechów”. Jest to przeszukiwanie serca. To wykrywanie nawyków. Odkrywanie ran. Rozpoznanie postaw, które mogły zostać znormalizowane. I tutaj sieć ma dużą wartość duszpasterską, ponieważ pomaga szczególnie ludziom, którzy:
Nie byli u spowiedzi od lat.
Nigdy tak naprawdę nie nauczyli się, jak to robić.
Czują się zawstydzeni.
Oni się boją.
Wierzą, że Bóg nie może im wybaczyć.
Albo uważają, że “nie ma sensu wracać”.
Może to być również bardzo pomocne dla tych, którzy spowiadają się regularnie, ale sakrament stał się dla nich czymś automatycznym. Stosunkowo często można odnieść wrażenie, że “zawsze spowiadam się z tego samego”. I po części jest to prawda: wszyscy mamy skłonności, niedociągnięcia i powtarzające się upadki. Ale czasami sprawia to, że przestajemy zwracać uwagę na inne obszary naszego życia.
Być może ktoś jest zajęty pewnymi konkretnymi grzechami, a w międzyczasie całkowicie zaniedbał modlitwę, miłosierdzie, traktowanie rodziny, dumę, egoizm lub sposób, w jaki mówi o innych. Yomeconfieso.es proponuje poszerzenie uwagi. Zmusza osobę do ponownego spojrzenia na całe swoje życie.
Szczególnie przydatna pomoc dla młodych ludzi
Kolejnym interesującym aspektem jest język. Wszystko jest przedstawione w bardzo wizualny, prosty i bezpośredni sposób. Nie wygląda to jak strona napisana lata temu. Nie ma też zbyt skomplikowanych czy moralizatorskich wyrażeń.
To znacznie ułatwia nawiązanie kontaktu z młodymi ludźmi lub ludźmi, którzy są daleko od Kościoła. Ponieważ często problemem nie jest chrześcijańska treść, ale sposób, w jaki jest ona przekazywana.
W tym przypadku doświadczenie jest podobne do rozmowy z przewodnikiem. Osoba porusza się do przodu krok po kroku, bez presji, prawie tak, jakby ktoś towarzyszył jej osobiście.
Co więcej, struktura przypomina nieco dynamikę, która dziś jest częścią codziennego życia cyfrowego: odpowiadanie na pytania, interakcja, poruszanie się po ekranach, otrzymywanie spersonalizowanego akompaniamentu..... To sprawia, że jest ona znajoma nawet dla tych, którzy nie mają dużego wykształcenia religijnego.
Zanim pójdziesz do spowiedzi: praktyczne pomoce
Po zakończeniu procesu zadawania pytań strona nie ogranicza się do wyświetlenia listy. Oferuje również konkretną pomoc w lepszym przygotowaniu się do sakramentu. Jest to ważne, ponieważ wiele osób wciąż ma praktyczne pytania:
Jak zacząć.
Co powiedzieć.
Co zrobić w przypadku zdenerwowania.
Jak liczyć grzechy.
Co się stanie, jeśli o czymś zapomną?.
Jak faktycznie przebiega spowiedź.
Strona stara się reagować na to wszystko w naturalny sposób.
Na koniec pokazuje rodzaj przewodnika lub rozmowy na temat tego, jak rozpocząć spowiedź z księdzem i przedstawia listę grzechów, które dana osoba zidentyfikowała podczas badania.
Nie zastępuje to rzeczywistego dialogu ze spowiednikiem, ale usuwa część początkowego strachu. A to dla wielu osób może stanowić różnicę między podjęciem tego kroku a dalszym odkładaniem go w nieskończoność.
Technologia w służbie życia duchowego
Projekty takie jak ten pokazują, że internet może również stać się przestrzenią ewangelizacji i towarzyszenia. Kluczem jest sposób jego wykorzystania.
W tym przypadku technologia nie rozprasza. Nie dąży do rozrywki ani nie tworzy uzależnienia. Wręcz przeciwnie: pomaga zagłębić się w siebie.
I to jest dość kontrkulturowe. Ponieważ podczas gdy większość Internetu jest zaprojektowana tak, aby nieustannie przyciągać uwagę, ta strona zachęca do ciszy, refleksji i szczerości.
Nawet sam format jest pedagogiczny. Wiele osób może nigdy nie usiąść do czytania długiego rachunku sumienia na papierze, ale są chętni do interakcji z krótkimi pytaniami na telefonie komórkowym lub komputerze. I właśnie w tym miejscu narzędzie znajduje bardzo interesujący punkt wejścia.
Odkrywanie na nowo znaczenia spowiedzi
W ostatecznym rozrachunku najcenniejszą rzeczą na stronie internetowej nie jest technologia ani system zadawania pytań. Należy pamiętać o czymś istotnym: spowiedź nie jest uciążliwą procedurą ani zimną listą błędów. To spotkanie z Bożym miłosierdziem.
Czasami o sakramencie mówi się tylko w kategoriach moralnego obowiązku, ale wiele osób potrzebuje odkryć go na nowo z innej perspektywy: jako okazję do rozpoczęcia na nowo. Dlatego narzędzia takie jak te mogą być tak pomocne, ponieważ obniżają bariery psychologiczne i emocjonalne, które na przykład dziś są bardzo ważne:
Wstyd.
Strach przed byciem ocenianym.
Poczucie niegodności.
Nawyk usprawiedliwiania wszystkiego.
Albo pomysł, że “nie warto już próbować”.
Sieć nie wymusza. Nie wywiera presji. Po prostu towarzyszy. I być może właśnie w tym tkwi duża część jej skuteczności.
Spis treści
Marzenie papieża: dlaczego Kościół potrzebuje dobrze wyszkolonych księży?
W Fundacji CARF pracujemy nad tym, aby sen papieża aby solidna i integralna formacja docierała do seminarzystów i księży diecezjalnych na całym świecie.
Ale poza agendą publiczną istnieje przesłanie, które Ojciec Święty powtarza z naciskiem od początku swojego pontyfikatu: Kościół potrzebuje dobrze wyszkolonych księży.
Troska, która przewija się przez cały jego pontyfikat
Przez cały swój pontyfikat papież Leon XIV nakreślił bardzo jasną wizję kapłaństwa. Nie chodzi tylko o to, czy są powołania. Chodzi o to, jak im towarzyszyć i jak je przygotować.
Jak przypomniał podczas spotkania z hiszpańskimi seminarzystami 28 lutego 2026 r., «seminarium jest zawsze znakiem nadziei dla Kościoła». Ale ta nadzieja rodzi się nie tylko z liczby młodych mężczyzn, którzy odpowiadają na wezwanie, ale także z procesu formacji, który przechodzą. Ponieważ to właśnie tam budowani są przyszli kapłani.
Formować kapłanów to formować ludzi
Papież podkreśla, że formacja nie może ograniczać się do zajęć akademickich. Nie wystarczy zdobyć wiedzę czy umiejętności duszpasterskie. Formacja to przede wszystkim ścieżka relacji. Zostać księdzem oznacza nauczyć się żyć w przyjaźni z Chrystusem, a stamtąd rozumieć ludzi.
Dlatego mówi o seminarium jako o «szkole uczuć». Miejsce, w którym przyszły ksiądz uczy się integrować swoje życie, dojrzewać, dobrze kochać i towarzyszyć innym z równowagą i głębią. Ten wymiar jest kluczowy. Ponieważ ksiądz nie pracuje z ideami, ale z ludźmi.
Ryzyko zredukowania kapłaństwa do funkcji
Jednym z najciekawszych przesłań papieża w tym momencie jest jego ostrzeżenie przed cichym niebezpieczeństwem: przekształceniem kapłaństwa w funkcję. W jego spotkanie Duchowieństwa przypomniał, że Kościół nie potrzebuje “funkcjonariuszy”, ale pasterzy z sercem (26 czerwca 2025 r.). To stwierdzenie wprowadza decydujący klucz: formacja to nie tylko “robienie rzeczy”, ale bycie w określony sposób. Być ojcem, być przewodnikiem, być obecnym.
Wezwanie, które dociera również do Hiszpanii
Zbliżająca się wizyta Papieża w naszym kraju nie będzie tylko jednorazowym wydarzeniem. Podobnie jak przy innych okazjach, pozostawi głębszy ślad: obudzi powołania, utwierdzi w decyzjach i poruszy sumienia.
A w tle mocno wybrzmi to przesłanie: troska o formację kapłanów to troska o przyszłość Kościoła. "Proszę spełnić marzenie papieża" Koncentrują się właśnie na tej rzeczywistości: umożliwiając tym, którzy otrzymali powołanie, szkolenie w najlepszych możliwych warunkach.
Formowanie seminarzystów dzisiaj, aby służyli jako kapłani jutro
Za pośrednictwem Fundacji CARF, dobroczyńcy z całego świata już teraz przyczyniają się do formacji seminarzystów i księży w ponad 130 krajach.
Każde stypendium przekłada się na coś bardzo konkretnego: lata studiów, towarzyszenie ludzkie i duchowe, przygotowanie intelektualne i duszpasterskie. Ale przede wszystkim przekłada się na przyszłość.
Ponieważ za każdym dobrze wyszkolonym księdzem stoją tysiące ludzi, którzy przez lata będą otrzymywać wskazówki, wsparcie i nadzieję. Marzenie papieża ma imiona, twarze i konkretne historie.
Spis treści
Proszę spełnić marzenie papieża
Na całym świecie są młodzi mężczyźni, którzy usłyszeli głębokie wezwanie do podążania za powołaniem kapłańskim. Chcą służyć, towarzyszyć, udzielać sakramentów i pomagać ludziom w spotkaniu z Bogiem. Ale wielu z nich nie ma środków finansowych, aby być dobrze wyszkolonym, akademicko i po ludzku, na tym kluczowym etapie ich spotkania z Bogiem.
Papież Leon XIV przypomniał o tym niedawno z prostotą i głębią w swoim liście apostolskim "."Lojalność, która generuje przyszłość"Tożsamość kapłanów konstytuuje się wokół ich istoty i jest nierozerwalnie związana z ich misją«.
Z tego powodu Kościół szczególnie troszczy się o formację przyszłych kapłanów, aby byli oni ludźmi przygotowanymi pod względem ludzkim, duchowym i duszpasterskim, zdolnymi do towarzyszenia swoim wspólnotom i służenia ludziom tam, gdzie są najbardziej potrzebni. Tym właśnie zajmuje się Fundacja CARF od 1989 roku.
W wielu krajach na całym świecie są ludzie z powołaniem do kapłaństwa, gdzie Wiara jest silna, ale zasoby są ograniczone. To właśnie tutaj Państwa pomoc ma znaczenie.
Od momentu powstania Fundacja CARF towarzyszy seminarzystom i księżom diecezjalnym ze 130 krajów, aby mogli otrzymać integralną formację, której Kościół potrzebuje dziś i będzie potrzebował jutro. Za każdym z nich kryje się historia, rodzina, ludzie i cała diecezja, która pewnego dnia będzie miała księdza lepiej przygotowanego do służenia im i formowania innych.
Dzięki Państwa pomocy jest to możliwe Marzenie papieża Leona XIV: aby formacja dotarła do seminarzystów i księży na całym świecie. Niech przyszłość Kościoła będzie budowana na mocnych fundamentach, z dobrze przygotowanymi i oddanymi ludźmi.
Proszę spełnić marzenie papieża!
Proszę umożliwić formację tych, którzy będą troszczyć się o wiarę i życie milionów ludzi na całym świecie.
Święty Josemaria urodził się 9 stycznia 1902 r. w Barbastro (Huesca) w głęboko chrześcijańskiej rodzinie. Był drugim z sześciorga dzieci. Jego ojciec, José, był kupcem; matka, Dolores, była pobożną kobietą, która przekazała swoim dzieciom żywą i prostą wiarę. Kiedy Josemaría miał trzynaście lat, rodzina przeniosła się do Logroño z powodu bankructwa rodzinnej firmy. Ta zmiana miasta była kluczowym momentem w jego życiu duchowym.
Pewnego zimowego dnia, podczas opadów śniegu, zobaczył na ulicy ślady stóp na śniegu pozostawione przez bosą karmelitankę. Wywarło to na nim głębokie wrażenie: wyczuł, że Bóg czegoś od niego chce. Po latach wspominał ten moment jako początek wewnętrznej intuicji, niejasnego wezwania, duchowego niepokoju, który narastał.
Chociaż nie wiedział dokładnie, o co Pan go prosi, postanowił zostać księdzem, aby stać się bardziej dyspozycyjnym do wypełniania woli Bożej. Wstąpił do seminarium w Saragossa, gdzie rozpoczął studia kościelne, które później połączył ze studiami prawniczymi. Święcenia kapłańskie przyjął 28 marca 1925 roku.
Po krótkim okresie wikariatu w wiejskiej parafii w Perdiguera, przeniósł się do Madrytu, aby kontynuować naukę akademicką. Tam pracował jako kapelan i opiekował się chorymi, studentami i potrzebującymi.
Przedstawienie świętego Josemaríi Escrivá i niektórych kluczowych elementów jego życia i przesłania.
To właśnie w tym miejskim środowisku, w kontakcie z ludźmi z różnych środowisk, jego życie przybrało ostateczny obrót. 2 października 1928 r., podczas duchowych rekolekcji, otrzymał z wewnętrzną jasnością misję, którą Bóg mu powierzył: założenie Opus Dei. Zrozumiał, że musi przetrzeć szlak w Kościele, aby pomóc odkryć, że wszyscy mężczyźni i kobiety, niezależnie od ich statusu, zawodu czy warunków społecznych, są powołani do poszukiwania świętości w swoim zwykłym życiu poprzez pracę z innymi.
Kim był święty Josemaría i dlaczego jego święto obchodzone jest 26 czerwca?
Początkowa inspiracja pokazała mu, że każde uczciwe zadanie - od sali operacyjnej po biuro, kuchnię, fabrykę, wieś czy klasę szkolną - może być miejscem spotkania z Bogiem. Nie chodziło o robienie rzeczy nadzwyczajnych, ale o robienie rzeczy zwyczajnych z miłością, z doskonałością, z chrześcijańskim zmysłem. Praca, przeżywana z takim nastawieniem, stawała się środkiem osobistego uświęcenia i służby innym. Ta wizja przełamywała schematy w czasach, gdy świętość była kojarzona niemal wyłącznie z życiem zakonnym lub kapłańskim. Josemaría wielokrotnie podkreślał wszystkim, że Bóg nie powołuje tylko niektórych, ale wszystkich.
We wczesnych latach Opus Dei zaczęło się w bardzo skromny sposób: zaledwie garstka młodych ludzi w Madrycie, którzy słuchali księdza mówiącego im o życiu chrześcijańskim, które jest spójne, radosne, wymagające i zaangażowane w świat. W 1930 r. zrozumiał również, że to wezwanie dotyczy kobiet, a w 1943 r. założył Stowarzyszenie Kapłańskie Świętego Krzyża, jako część struktury Opus Dei. księża diecezjalni.
Początkowo ekspansja była powolna, naznaczona trudnościami społecznymi i politycznymi w ówczesnej Hiszpanii. Podczas wojny domowej założyciel musiał się ukrywać, ponieważ był księdzem. Po zakończeniu konfliktu wznowił swoją pracę z nowym impetem.
W 1946 roku przeniósł się do Rzymu, skąd promował międzynarodowy rozwój Dzieła. W 1950 r. Stolica Apostolska ostatecznie zatwierdziła Opus Dei, uznając ważność tej nowej drogi w Kościele. Ekspansja była stopniowa: dotarli do krajów Europy, Ameryki, Azji i Afryki.
Od początku święceń kapłańskich święty Josemaria prowadził intensywną działalność duszpasterską i formacyjną. Głosił rekolekcje, pisał książki o duchowości - wśród nich te najbardziej znane, Caminoopublikowany po raz pierwszy w 1939 roku - i towarzyszył duchowo wielu ludziom.
We wszystkich swoich pismach i spotkaniach kładł nacisk na wartość małych rzeczy, na znaczenie robienia ich dobrze i z Bożą miłością. "Bóg czeka na nas w małych rzeczach" - mawiał. Jego duchowość nie była ani skomplikowana, ani niedostępna, ale głęboko wcielona w codzienne życie z wyraźną ufnością w bycie dzieckiem Bożym: boskie synostwo wypełnia całe życie osoby.
Zmarł w Rzymie 26 czerwca 1975 r., niespodziewanie, po przybyciu do swojej rezydencji w siedzibie Opus Dei, Villa Tevere, po spotkaniu i spędzeniu czasu ze swoimi córkami w rzymskim Kolegium Santa Maria.
Javi, nie czuję się dobrze
Oto jak błogosławiony Alvaro del Portillo opowiada o tym w wywiadzie na temat założyciela. "O jedenastej pięćdziesiąt siedem weszliśmy do garażu Villa Tevere. Członek Dzieła czekał na nas przy drzwiach. Ojciec szybko wysiadł z samochodu, z pogodną twarzą; poruszał się z taką zwinnością, że sam odwrócił się, by zamknąć drzwi. Podziękował synowi, który mu pomógł i wszedł do domu.
Pozdrowił Pana w oratorium Trójcy Świętej i, jak to zwykle robił, wykonał powolne, pobożne ukłony, którym towarzyszył akt miłości. Potem poszliśmy na górę do mojego biura, pokoju, w którym zwykle pracował, i kilka sekund po przekroczeniu drzwi zawołał: Javi!
Don Javier Echevarría został z tyłu, aby zamknąć drzwi windy, a nasz Założyciel powtórzył mocniej: "Javi! a potem słabszym głosem: "Nie czuję się dobrze". Natychmiast Ojciec upadł na podłogę. Użyliśmy wszelkich możliwych środków, duchowych i medycznych. Gdy tylko zdałem sobie sprawę z powagi sytuacji, udzieliłem mu rozgrzeszenia i namaszczenia chorych, czego gorąco pragnął: wciąż oddychał. Wielokrotnie błagał nas, abyśmy nie pozbawiali go tego skarbu.
Prawdopodobnie po pozdrowieniu obrazu Matki Boskiej z Guadalupe modlitwą ejakulacyjną, jak zawsze zwykł robić, wchodząc do dowolnego pokoju w domu, upadł po tym ostatnim małym akcie miłości. Tego samego dnia sława jego świętości zaczęła rozprzestrzeniać się wśród wiernych.
W 1992 r. został beatyfikowany przez św. Jana Pawła II, a w 2002 r. kanonizowany, Sam papież powiedział podczas homilii: "Z nadprzyrodzoną intuicją św. Josemaria niestrudzenie głosił powszechne powołanie do świętości i apostolstwa. Chrystus wzywa wszystkich do chrześcijańskiej doskonałości: robotników i chłopów, intelektualistów i artystów, ludzi wszystkich zawodów, warunków społecznych i kultur.
Ścieżka świętości pośród świata
Dziś przesłanie świętego Josemarii nadal inspiruje tysiące ludzi na całym świecie. Opus Dei jest obecne w 68 krajach i oferuje formację duchową i ludzką chrześcijanom ze wszystkich środowisk. Jego dziedzictwo nie ogranicza się do stworzenia instytucji, ale polega przede wszystkim na otwarciu nowego sposobu życia Ewangelią w sercu świata.
Obchody święta św. Josemarii w dniu 26 czerwca to pamiętać o Bożym wezwaniu do pełnego życia pośród zwyczajności. Jest to zaproszenie dla wszystkich - ludzi świeckich, księża, Wzywał wiernych, żonatych, samotnych - do poszukiwania świętości w codziennym życiu, w pracy, w rodzinie, w odpoczynku, w obowiązkach zawodowych i w relacjach międzyludzkich. Sam mówił: «Tam, gdzie są wasze aspiracje, wasza praca, wasze miłości, tam jest miejsce waszego codziennego spotkania z Chrystusem».
Krótko mówiąc, święty Josemaria był narzędziem w rękach Boga, aby przypomnieć nam o czymś głęboko ewangelicznym: że nie ma chrześcijan drugiego lub pierwszego podziału, że wszyscy - ty i ja - jesteśmy powołani do pełni miłości, bez potrzeby zmiany naszego życia, ale tylko poprzez zmianę serca, z którym je przeżywamy.
Wartość księży w XXI wieku
W roku 2026 przesłanie św. Josemarii o świętości w świecie nabiera szczególnego znaczenia. Aby świeccy mogli spotkać Boga w swoim zwykłym życiu i pracy, fundamentalna jest praca i towarzyszenie kapłanom, którzy potrzebują solidnej formacji teologicznej, ludzkiej i duchowej. Wspomnienie założyciela Opus Dei w jego święto liturgiczne jest również okazją do wspierania powołań kapłańskich na całym świecie.
Modlitwa za wstawiennictwem świętego Josemaríi
Chrześcijanie zawsze zwracali się o pomoc do wstawiennictwa chrześcijan. santos aby doprowadzić swoją modlitwę do obecności Boga. Modlitwę można pobrać w ponad 30 językach.